Szukaj: w


recenzje

Inglourious Basterds (Bękarty wojny)


Znakomity film Quentina Tarantino o żydowskim komando polującym na nazistów, wzbudzał przed swoją premierą wiele emocji, związanych zarówno z tematyką, z formą, przy pomocy której historia miała być opowiedziana, z osobą reżysera, a także – co znamienne – ze stylistyką ścieżki dźwiękowej. Tej bowiem napisania podjąć się miał sam Ennio Morricone, kompozytor hołubiony przez Tarantino, kompozytor doświadczony w tym właśnie typie kina, którego amerykański reżyser postanowił nakręcić pastisz. Niestety, choć współpraca obu panów wydawała się już pewna, kwestie terminarzowe, związane ze zbliżającym się festiwalem w Cannes, okazały się nie do przeskoczenia – Morricone stwierdził, że miałby zbyt mało czasu, Tarantino zaś ostatecznie zadowolić się musiał wyborem istniejącego materiału ze swoich przepastnych zbiorów. W czym zresztą jest niekwestionowanym specjalistą, bodaj najlepiej – obok Martina Scorsese – czującym potęgę songtracku pierwszoligowym amerykańskim reżyserem.

Wspominam o perturbacjach z zatrudnieniem Morricone nie przypadkiem, gdyż wielka to szkoda, że Włoch nie trafił na pokład Bękartów... - jak sprytny muzycznie Tarantino by nie był, w tym akurat filmie oryginalna ścieżka byłaby rozwiązaniem o wiele bardziej właściwym niż efektowna co prawda, ale niedoskonała kompilacja nieoryginalnego materiału. Dlaczego właśnie tak? Otóż w odróżnieniu od Kill Billa czy Death Proof, Bękarty... wykorzystują pastiszową formę do opowiedzenia silnej, wywołującej u widza emocjonalny rezonans historii – a nie na odwrót. Nowy film Tarantino nie jest jedynie zgrywą z kinowych konwencji i schematów, nie jest pastiszem samym dla siebie, traktuje raczej pastisz jako jeden ze środków formalnych, a nie cel sam w sobie. Dlatego też oryginalna ilustracja muzyczna, pomyślana jako jednolita całość od początku do końca i pieczołowicie zaplanowana pod względem dramaturgicznym, mogłaby wnieść do obrazu nową jakość i wzbogacić strukturę narracji. Tarantino co prawda z dużym wyczuciem dobiera i wykorzystuje w poszczególnych scenach konkretne utwory, nadając miejscami pozór istnienia oryginalnego score, niemniej jednak dość szybko – po doskonałym od strony muzycznej prologu – ilustracja zaczyna się, kolokwialnie mówiąc, rozłazić, coraz mocniej wtapiać się w tło i zbaczać gdzieś ku mniej inspirującym artystycznie rejonom.

Trzeba jednak reżyserowi oddać, że tam, gdzie wybór podkładu muzycznego jest trafiony, symbioza dźwięku z obrazem potrafi być zdumiewająca. Wspomniany prolog w wyborny sposób wykorzystuje L’incontro con la figlia z Powrotu Ringo (nieobecny niestety na albumie), osiągając imponujący wręcz efekt dramatyczny – śmiem twierdzić, że o wiele doskonalszy niż w filmie, na którego potrzeby utwór ten Morricone napisał. Istną perełką muzyczną jest natomiast doskonała piosenka Davida Bowie (wyprodukowana przez Giorgio Morodera), Putting Out the Fire, która nie tylko w typowy dla Tarantino, przewrotny sposób, koresponduje z treścią sceny (Shosanna przygotowująca się do podpalenia wypełnionego nazistami kina), ale czyni to w dodatku szalenie efektownie, przypominając zresztą w tym sensie wcześniejsze filmy Amerykanina, z Kill Billem na czele. I w tym przypadku można chyba zaryzykować stwierdzenie, że Tarantino utwór ten wykorzystuje o wiele lepiej, niż był on wykorzystany pierwotnie – w filmie Cat People pojawiał się wyłącznie podczas napisów końcowych...

Reszta ilustracji muzycznej to przedziwny miszmasz, przyrządzony z najróżniejszych składników – są spaghetti westerny (Il Ritorno del Ringo, Il Mercenario, The Big Gundown), horror (The Entity), kino kryminalne (Revolver), wojenne (The Battle of Algiers, Kelly’s Heroes), przygodowe (Zulu Dawn), historyczne (Allonsanfan), z kilkoma niemieckimi przyśpiewkami z epoki na dodatek. Na album nie trafiła całość muzyki obecnej w filmie, Tarantino dokonał dość surowej selekcji, co nie oznacza jednak że dzięki temu płyta jest produktem szczególnie udanym. Wręcz przeciwnie, to właśnie w oderwaniu od kontekstu muzyczny chaos Bękartów... razi najbardziej – reżyser wprawdzie wybrał z przepastnej twórczości Morricone sporo utworów mało popularnych, co się chwali i nadaje swoistej rysy subtelności zastosowanemu pastiszowi, ale z drugiej strony trudno nie zauważyć, że większość tych utworów nie wyróżnia się w znaczący sposób jakością czy przebojowością. Powiedziałbym wręcz, że w jak mało którym filmie Tarantino, w Bękartach... muzyka pełni zaskakująco tapeciarską momentami rolę, choć głośny jej mixing w kinie i wysoka funkcjonalność w kluczowych scenach zaciągną zapewne ludzi do sklepów. Bo generalnie nie jest to zła kompilacja, tylko po prostu trochę bezbarwna

Gwoli sprawiedliwości trzeba wspomnieć, że tu i ówdzie Tarantino trafia w dziesiątkę, odkurzając zapomniane czy nieznane współczesnej widowni hity. Przede wszystkim cieszy The Green Leaves of Summer, wspaniały temat Tiomkina z wyśmienitej jego ścieżki Alamo, ładnie otwierający film i album. Pod napisy końcowe podłożone zostało Rabbia e Tarantella autorstwa Morricone, bardzo ciekawy i energetyzujący utwór, od którego bije niepodrabialny styl Włocha. Jego obecność daje przedsmak tego, jak Bękarty wojny mogłyby brzmieć, gdyby do współpracy z twórcą Misji jednak by doszło. Ostatecznie płyta, choć z przebłyskami, prezentuje się raczej przeciętnie, a odbiorca, który w kinie jeszcze nie był, może zaryzykować odjęcie jednej gwiazdki od oceny albumu – bo ciekawszych kompilacji na rynku są dziesiątki, jak nie setki.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1 . The Green Leaves of Summer (01:55) - Dimitri Tiomkin / Nick Perito
  • 2 .The Verdict (Dopo la Condanna) (01:14) - Ennio Morricone
  • 3 .White Lightning (Main Title) (02:54) - Charles Bernstein
  • 4 .Slaughter (04:24) - Billy Preston
  • 5 .The Surrender (La Resa) (02:48) - Ennio Morricone
  • 6 .One Silver Dollar (Un Dollaro Bucato) (02:05) - Gianni Ferrio / The Film Studio Orchestra
  • 7 .Davon Geht Die Welt Nicht Unter (02:05) - Zarah Leander
  • 8 .The Man With the Big Sombrero (01:50) - Michael Andrew and Samantha Shelton
  • 9 .Ich Wollt Ich Waer Ein Huhn (02:44) - Lilian Harvey and Willy Fritsch
  • 10 .Main Theme from Dark of the Sun (03:11) - Jacques Loussier
  • 11 .Cat People (Putting Out the Fire) (04:10) - David Bowie
  • 12 .Tiger Tank (01:17) - Lalo Schifrin
  • 13 .Un Amico (02:34) - Ennio Morricone
  • 14 .Rabbia E Tarantella (03:53) - Ennio Morricone
Czas trwania: 37:05
Komentarze
Mefisto 2009-09-25
16:26
Say no more - już dawno z żadną recką nie zgadzałem się bardziej, jak z tą. Muzyka z IB, choć w filmie nad wyraz poprawna, rozczarowała mnie cholernie. Poza wspomnianym Bowie, czy Ringo, reszta przechodzi jakoś bez echa. Po obejrzeniu (wielokrotnym zresztą) filmu, płyta oczywiście zyskuje na jakości/znaczeniu, ale wciąż nie jest satysfakcjonująca w jakimkolwiek stopniu. Wielka szkoda tego Morricone, choć w dzisiejszej dobie może udałoby się mu stworzyć coś na potrzeby dvd...
Pokemon 2009-09-27
23:08
Absolutnie ZAJEBISTE kino:D. Z całą pewnością jeden z najlepszych filmów roku (a może nawet kilku "roków"). I jestem tym - mówiąc szczerze - bardzo zaskoczony, bo po przeciętnym, acz z genialnymi momentami Kill Bill i fatalnym wprost Death Proof, nie spodziewałem się wiele. A tu proszę, taka perełka. Ba! Wielkie perlisko:). Zaś muzyka jak zawsze u Quentina, absolutne mistrzostwo w połączeniu z obrazem, przeciętność na płycie.
Mystery 2009-12-16
14:12
Przede wszystkim wielkie brawa dla Tarantino, który powynajdywał te wszystkie utwory i rewelacyjnie wplótł je w obraz, mistrzowska robota, przede wszystkim przy napisach początkowych i końcowych. Na płycie nie jest już tak atrakcyjnie, tym bardziej, iż brakuje wielu kompozycji, choć to co jest i tak może się podobać "Un Amico", "Rabbia", "One Silver Dollar" czy "The Green Leaves of Summer". Całość psują niestety denne niemieckie przyśpiewki, zamiast tego mogli by dać więcej Morricone "L'incontro Con La Figlia", "Mystic and Severe" czy "Algiers, November 1954". Teraz dwa pytania, kto jest autorem pierwszego utworu, ile stron w internecie tyle wersji, Tiomkin, Perito czy Tiomkin z Perito? Z jakiego filmu pochodzi ostatni utwór?
Marek 2009-12-16
19:27
Autorem Green Leaves of Summer jest Tiomkin, natomiast Tarantino wykorzystał wersję zaaranżowaną przez Nicka Perito i wykonaną przez orkiestrę pod jego przewodnictwem. Rabbia e Tarantella pochodzi z filmu Allonsanfan.
Mystery 2009-12-16
22:26
Dzięki. A jak tam same soundtracki, równie dobre co pochodzące z nich utwory?
Marek 2009-12-17
13:38
Alamo to świetny epicki score, bardzo mocno polecam, zwłaszcza jeśli ktoś chce rozpoczac dopiero przygodę z Tiomkinem. Allonsanfan niestety nie słyszałem...

Inglourious Basterds (Bękarty wojny)

Kompozytor:

  • Różni wykonawcy

Wydawca:

  • A Band Apart/Warner Bros

Producent:

  • Quentin Tarantino

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie