Szukaj: w


recenzje

Wolfman, The (Wilkołak)


Elfman, Haslinger, wreszcie Elfman ponownie, w adaptacji Conrada Pope’a oraz rzeszy nieoficjalnych ghost-writerów i aranżerów – tak w skrócie wyglądały muzyczne perypetie Wilkołaka, będące smutnym podsumowaniem kondycji hollywoodzkiego przemysłu filmowego. Powrót do odrzuconej początkowo ścieżki Elfmana był już tylko desperacką próbą ratowania tonącego okrętu, próbą karkołomną, choć dla fanów muzyki filmowej ważną – udało się bowiem ocalić ciekawą ilustrację, nawet jeśli to, co widzom przyjdzie usłyszeć podczas seansu kinowego, to tak naprawdę luźna i kaleka adaptacja materiału pierwotnego. Poniższa recenzja dotyczyć więc będzie w praktyce dwóch ścieżek – napisanej do pierwszej wersji filmu i wydanej w oryginalnym kształcie na albumie, oraz jej pochodnej, zaaranżowanej pod przemontowany obraz i swobodnie traktującej elfmanowski koncept.

Główny problem Wilkołaka Johnstona tkwi w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, co reżyser chciał nakręcić; z jednej strony film pozuje na klasyczny, gotycki horror (tutaj wręcz przestylizowany, na granicy pastiszu), z drugiej zaś funkcjonuje niczym tani straszak z domieszką gore. Punktem wyjścia dla Elfmana było to pierwsze oblicze, w rezultacie czego powstał tradycjonalistyczny, symfoniczny score, hołdujący klasyce gatunku i słyszalny na wydanej przez Varese płycie. O ile jednak Johnston konstruując wizję plastyczną swojego filmu ślepo podążył za schematami gatunku, o tyle w przypadku Elfmana kwestia ta jest bardziej niejednoznaczna, choć kompozytorowi również – chyba zbyt często jednak – zdarza się popadać w podobną, przestylizowaną skrajność. Rzuca się to w oczy przy okazji tematu przewodniego, w którym wyczuwalne są nawiązania do kanonicznego Draculi Kilara i który nie tyle jest nieuczciwym jego naśladownictwem (Elfman zresztą oficjalnie przyznaje się do inspiracji muzyką Polaka), co raczej hołdem, przeszarżowanym hołdem dla tradycji gatunku. Dlaczego przeszarżowanym? Otóż klasyczne kino grozy, w którym mieszczą się zarówno opowieści o wilkołakach, jak i kino wampiryczne, przez dekady swojego istnienia popadało w coraz gęstszą sieć kulturowych kontekstów, stając się między innymi obiektem licznych pastiszów, parodii czy karykatur. Pewne tropy muzyczne z minionych epok kinematografii niosą ze sobą ów postmodernistyczny bagaż nawiązań – szczególnie zaś łatwo zwykły dezaktualizować się muzyczne metody straszenia.

Elfman pisząc swój temat zdawał się o tym nie pamiętać, bądź na odwrót – pamiętał o tym dobrze i archaizujący temat grozy ma w istocie charakter autoironiczny, pastiszowy. To stawia jednak pod znakiem zapytania jego rolę ilustracyjną w filmie Johnstona, reżyserowi pastisz bowiem wyszedł trochę przez przypadek, przez własną nieudolność. Muzyka Elfmana tymczasem, poza niejednoznacznym tematem głównym, traktuje ilustrowany materiał raczej na poważnie i trudno się w niej dopatrzyć konsekwentnej zabawy gotycką konwencją. Finalna wersja filmu dostarcza kolejnych niejasności. Tematu Elfmana jest w niej znacznie mniej niż na płycie, rzadko pojawia się w pełnej krasie i można go faktycznie poczuć dopiero na późnym etapie opowieści. Czy jest to zatem wynik tylko i wyłącznie cięć montażowych, czy też rzeczywiście wprowadzał on zamieszanie w ostatecznym kształcie filmu?

Różnic między płytą a ilustracją w kinie jest bardzo dużo, w związku z czym trudno z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, gdzie kończy się Elfman i zaczynają najęci przez producentów aranżerzy. Wątpliwości pogłębiają zwłaszcza toporne chwyty horrorowe w postaci nagłych wybuchów orkiestry – na płycie w ogóle nie występują, w filmie jest ich sporo. Czy jednak pierwotna wersja filmu pozbawiona była wyskakujących z ciemności straszydeł? Czy Elfman tych konkretnych scen również nie ilustrował? Różnica jakości między zabiegami tego typu a klasą muzyki obecnej na płycie jest kolosalna – ale czy znowu twórca Sleepy Hollow znany jest z subtelnych ilustracji horrorowych? Wśród autorów dodatkowej muzyki widnieją takie nazwiska jak Edward Shearmur, koordynator adaptacji zaś, Conrad Pope, skomponował rzekomo słyszalny w filmie, choć nieszczególnie interesujący delikatny temat liryczny dla Talbota i Gwen. Niestety, mocno zmodyfikowana ścieżka (tylko kilka utworów ocalało w albumowej czy zbliżonej do albumowej wersji) wykazuje w połączeniu z obrazem wyraźne syndromy hollywoodzkiego tapeciarstwa – adaptacja odbiera jej pazur, Pope i spółka wykorzystują wprawdzie w muzyce dodatkowej wyjściowe pomysły Elfmana, niemniej w czasie seansu wyczuwalna jest niespójność całości, mimo że sklejonej tymi samymi, monochromatycznymi nieco zabiegami orkiestracyjnymi.

W oderwaniu jednak od tła filmowego, na które cień rzucają problemy postprodukcyjne, trzeba przyznać, że oryginalna ścieżka Elfmana jako kompozycja prezentuje wysoki poziom i jest jedną z najciekawszych propozycji kina grozy ostatnich lat. Album być może popada miejscami w pewną jednostajność, niemniej posiada wiele interesujących fragmentów, w szczególności początkową suitę, prezentującą temat przewodni i ogólny ton ilustracji, czy znakomite, jak zwykle u Elfmana, utwory „montażowe” (The Healing Montage, wspaniały The Traveling Montage). Profesjonalnie również prezentuje się muzyka akcji, drapieżna i monumentalna, a przy tym wyróżniająca się w filmie – w tych przynajmniej scenach, gdzie pozwolono jej zaistnieć (zwłaszcza sekwencje transformacji). Ciekawy dodatek stanowią elementy cygańskiego folkloru, choć tak naprawdę ich integracja jest szczątkowa – wyraźnie słychać, że kręgosłupem ścieżki w zamyśle Elfmana był temat główny, kompozycja zresztą bardzo chwytliwa, jeśli odstawić na moment wątpliwości interpretacyjne.

Po słabiutkim dla kompozytora 2009 roku, Wilkołak w wersji płytowej stanowi miłe zaskoczenie. Ostatnie 12 miesięcy przyniosło zresztą dwie inne bardzo udane ścieżki do horrorów, Drag Me to Hell i Daybreakers, które do spółki z The Wolfman pozwalają mieć nadzieję, że gatunek ten muzycznie ma jeszcze co nieco do powiedzenia, nawet jeśli ilustracja Elfmana o wybitność się nie otarła i dodatkowo została zmasakrowana przez producentów filmu. Polskich patriotów spieszę więc uspokoić – w klasycznym kinie grozy Kilar pozostaje od 1992 roku wzorem niedoścignionym.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Wolf Suite Pt 1 (04:12)
  • 2. Wolf Suite Pt 2 (05:55)
  • 3. Prologue (02:57)
  • 4. Dear Mr. Talbot (01:45)
  • 5. Bad Moon Rising (00:59)
  • 6. Gypsy Massacre (02:24)
  • 7. Wake Up, Lawrence (05:17)
  • 8. The Funeral (04:13)
  • 9. The Healing Montage (02:50)
  • 10. First Transformation (03:30)
  • 11. You Must Go (03:46)
  • 12. The Antique Shop (03:32)
  • 13. Country Carnage (02:31)
  • 14. Be Strong (02:31)
  • 15. The Madhouse (05:32)
  • 16. Reflection / 2nd Transformation (04:12)
  • 17. The Traveling Montage (04:27)
  • 18. The Finale (04:11)
  • 19. Wolf Wild #2 (01:27)
Czas trwania: 66:11
Komentarze
Koper 2010-02-28
19:26
Bardzo porządna ścieżka, i "Drag Me to Hell", i "Daybreakers" bardziej mi się spodobały na płycie. Może za dużo tu "Draculi", nie wiem... Warto zauważyć, że żadna z tych partytur, które Marek określił mianem najlepszych horrorowych kompozycji ostatnich 6 miesięcy (chyba jednak 12 bo "Drag Me to Hell "miało zdaje się wcześniej premierę jak pół roku temu) nie błyszczy w filmie i okazuje się za dobrą muzyką do słabego filmu. Pytanie kiedy doczekamy naprawdę dobrej muzyki do dobrego horroru.
Mefisto 2010-02-28
20:16
Dobra recka - dla mnie mocne 4 na płycie, bo mimo wszystko muzyka to bardzo dobra (pomimo tych kilarowych naleciałości i fragmentów nudy); zobaczymy jak będzie po filmie...
Marek 2010-03-01
00:09
A rzeczywiście, zmyliła mnie data premiery płytki Younga. Już poprawiłem.
Charles 2010-03-01
11:05
Na taką muzyke czekałem i się doczekałem. Danny Elfman spisał się rewelacyjnie!
Mystery 2010-03-01
18:11
Klimat i brzmienie na tak. Jest parę przednich kawałków, ale całość już mnie niestety trochę nuży. Praktycznie wszystko dzieje się tu wokół głównego tematu, jak dla mnie opartego na "The Brides" z Draculi, na dodatek słuchać tu również liryczny motyw z "King Konga", a sprawnego użycia czteronutowca Horner mógłby tylko pogratulować :) Oczywiście to wszystko nie ujmuję klasy tej pracy, bo score to solidny, szkoda, że Elfman nie poprowadził tego projektu od początku do końca.
patryk 2010-03-02
20:12
Doskonały score. Mnie absolutnie nie nudzi. Wręcz przeciwnie - słucham już któryś raz i wciąż mam ochotę na powtórkę. Naprawdę nie rozumiem, jak można było w ogóle pomyśleć o odrzuceniu tej partytury. Muzyka Elfmana to przecież jeden z najmocniejszych punktów filmu. Szkoda tego zamieszania i tych zabiegów szatkujących porządny, mocny i klimatyczny score. W zeszłym roku byłem pod wrażeniem "Drag Me To Hell", teraz jestem pod wrażeniem "The Wolfman". Przednia muzyka.
dziekan 2010-03-03
21:17
Bywało groźniej jak w Red Dragon chocby. Mimo,że jest naprawde klimatycznie to jednak oczekiwałem jeszcze odrobiny przebojowości. Rozumiem,że twórcom nie zależało na drugim Van Helsingu,ale tak czy siak filmowo ponieśli porażke.
Tomek 2010-06-07
23:02
Szczerze mówiąc, to dawno mnie Danny tak nie wynudził... Bardzo to długie (67 min.), jak poprzednik pisze mało groźne, i wręcz męczący powtarzany co raz motyw z Draculi. Dziwi mnie to bardzo, bo Elfman jest świetnie znany z tego, że pracy z temp-trackiem nie znosi i z tego powodu min. odszedł z Spider-Mana 2. Ale może były inne okoliczności. Abstrahując nawet od tego jak ścieżka została potraktowana w filmie (a tam spisuje się okrutnie słabo jak na Elfmana...), score to dość anonimowy, zanurzony w tych oparach niby-grozy, które bardziej nużą niż fascynują. Jedyne plusy to próba nadania muzyce indywidualnego szlifu poprzez cygańskie stylizacje, kilka momentów z chórem i to w zasadzie wszystko godne uwagi. Zaskakuje nawet brak jakiegoś wyróżniającego się utworu.
Mieszko 2013-10-20
13:05
Porządna partytura do niezłego filmu Johnstona. Należy tylko żałować, że spotkał ją tak okrutny los ze strony producentów obrazu. Uwielbiam "Wolf Suite, Pt. 1".

Wolfman, The (Wilkołak)

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Muzyka dodatkowa:

  • Conrad Pope
  • Edward Shearmur

Dyrygent:

  • Pete Anthony

Orkiestrator:

  • Steve Bartek
  • Rick Giovinazzo
  • Conrad Pope
  • Edgardo Simone
  • David Slonaker
  • Clifford J. Tasner

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony Orchestra

Wydawca:

  • Varese Sarabande/Colosseum (2010)

Producent:

  • Danny Elfman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie