Szukaj: w


recenzje

Transformers - the Movie


Kiedy postanowiłem, że będę recenzował muzykę filmową, obiecałem sobie, iż nie będę oceniał soundtracków z filmów których nie widziałem. Po pierwsze: najważniejsze jest to, jak dana muzyka działa w filmie i często się zdarza, że zmieniamy stosunek do muzyki właśnie po usłyszeniu jej w połączeniu z obrazem. No ale zdarzają się sytuacje wyjątkowe, kiedy można zabrać się za album bez przygotowania wizualnego - do takich wyjątków można zaliczyć premierę albumu przed premierą filmu; tutaj sytuacja wydaje się dosyć oczywista. Może się zdarzyć też tak, że ciężko jest zdobyć jakiś film, a muzyka jest na tyle dobra, że warto się nią podzielić z innymi. Wyróżniamy również sytuację, gdzie film jest gniotem i za żadne skarby nie podjąłbym się obejrzenia takowego na trzeźwo. Wiem, że jest to nieprofesjonalne podejście do tematu, bo chociażby dziennikarski obowiązek nakazuje zmusić się do seansu, ale mam nadzieję, że zostanie mi wybaczony ten jeden raz, kiedy to skupię się wyłącznie na muzyce pomijając jej koneksje z obrazem. Wydaje mi się, iż tematyka podejmowanego przeze mnie filmu usprawiedliwia moje zachowanie.

Transformers to bardzo wdzięczny temat - samochody zmieniające się w roboty. Czyż można sobie wyobrazić coś bardziej wyniosłego? Aż dziw bierze, że jeszcze nie doczekaliśmy się fabularnej wersji tej kreskówki. Jednak nie ma się czym martwić, podobno Michael Bay jest zainteresowany tematem i planuje nakręcenie filmu o autobotach (tak, dobrze czytacie, o autobotach). Proponuję Halle Berry jako główną bohaterkę, a film nazwać ‘Carwoman’. Jeśli jakimś cudem dojdzie do realizacji tego projektu, to błagam z całych sił, aby kompozytor, który będzie miał (nie)szczęście pisać muzykę do tego ‘dzieła’, omijał muzykę z oryginału na kilometr. Ale o tym w swoim czasie...

Postanowiłem zająć się dwoma wydaniami na raz. Szkoda czasu, energii oraz miejsca na serwerze na rozpisywaniu się nad każdym z osobna. Tak więc mamy do czynienia z klasycznym soundtrackiem zawierającym dodatkowo trzy utwory instrumentalne Vince DiColi, oraz z wydanym score z Transformers – the Movie. Dodam, że oba wydania znakomicie się uzupełniają. Jednak nie w tym sensie, który przywodzi na myśl owe stwierdzenie. Oba albumy to istna mieszanka beznadziei oraz nudy. Tak więc, cóż takiego zaserwował nam pan DiCola? Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym poświęcić kilka słów albumowi, który zawiera piorunującą składankę piosenek z lat 80. Nie, nie, nie myślcie sobie o muzyce w stylu świetnego Crockett's Theme. Lata 80' w muzyce kojarzą się głównie z tandetą opierającą się wyłącznie o kiepskie syntezatory. Tony piosenek traktujących o niczym szczególnym zalewały wtedy rynek muzyczny (jakby to się teraz zmieniło). Nie inaczej jest w przypadku tego soundtracku. Dostajemy kilka piosenek, z czego żadna nie zapada w pamięć. Wręcz przeciwnie, umysł stara się za wszelką cenę wymazać z pamięci to co właśnie usłyszał. Kiedy jakaś panienka krzyczała w rytm jednolitych rytmów, to się dało znieść, ale kiedy grupa dorosłych mężczyzn wykrzykuje dumnie Transformers, to już jest za wiele jak na moje nerwy. Wierzcie mi, ręka samoczynnie stara się dotrzeć do wyłącznika głośników. Trzeba nie lada samodyscypliny, żeby dotrwać do końca tego albumu. A to przecież tylko niecałe 40 minut. Przy tej muzyce czas zwalnia, odnosi się wrażenie, że te cierpienia nie mają końca.

Jeśli czas płynął wolno przy soundtracku, to czas zatrzymuje się w miejscu przy drugim wydaniu, gdzie znajduje się już sama muzyka ‘instrumentalna’. Naturalnie gdzie niegdzie znajdzie się jakiś wokal, ale pominę to milczeniem. Tak więc tym razem jesteśmy wystawieni na najcięższą z możliwych prób. Przez ponad godzinę jesteśmy atakowani dźwiękami wydobywającymi się z tandetnego syntezatora. Celowo używam słowa ‘dźwięków’, gdyż naprawdę trudno nazwać to muzyką. Dla mnie muzyka od zawsze kojarzyła się ze sztuką, tutaj zaś mamy do czynienia z chałturą. Vince DiCola, który napisał również muzykę do Rocky IV (już wiem jakiego filmu na pewno w życiu nie obejrzę) nie miał nawet żadnego pomysłu na temat przewodni. Albo z drugiej strony, ten score to jeden przeogromny temat, bo w mojej skromnej opinii to następujące po sobie utwory niczym się od siebie nie różnią. Słuchając tej muzyki nie jestem w stanie powiedzieć, który fragment dotyczy akcji, który jest nastawiony na budowanie napięcia czy też podkreślenia dramatycznych sytuacji, w jakich na co dzień stawiane są autoboty. Zdecydowanie należy się wyróżnienie w kategorii: największa monotonność. Mam wrażenie, że kompozytor zebrał wszystko co najgorsze z lat 80’ i zaserwował nam to według swojej wizji lub jej braku. Wypadałoby wyróżnić chociaż jeden utwór, ale niech was nie zwiodą tytuły, tutaj nie ma żadnego tematu, który zapadałby w pamięć i wart byłby chociaż jednego przesłuchania; niejako na siłę wymienię Legacy. Obiecałem, że pominę kwestię wokalu, jednak warto zaznaczyć, że w tym konkretnym utworze słyszymy, jak ktoś... wymiotuje. Nie wiem czy to podchodzi pod wokal, nie jestem aż tak wykształcony muzycznie. Również ‘ciekawe’ jest An Unexpected Friend, ale tylko dlatego, że słuchając tego kawałka przeżywałem największą chwilę słabości. Naprawdę nie wiem ile promili alkoholu miał we krwi pan DiCola, kiedy zasiadł do syntezatora. Powinno być jakieś prawo regulujące takie zachowanie, tak samo jak jest w przypadku samochodów. A jako iż temat bardzo blisko spokrewniony z samochodami... Nalegam, żeby prawnie zabroniono pisania takiej muzyki.

Zamykając rozważania dotyczące tej nieszczęsnej muzyki powiem tylko tyle, że odradzam jakąkolwiek styczność z opisanymi przeze mnie wydaniami ścieżek dźwiękowych do Transformers – the Movie, no chyba że ktoś jest maniakiem muzyki z lat 80’ albo jest masochistą. Ale czy to nie jest to samo? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć we własnym zakresie ;)

Zamieszczona okładka pochodzi z wydania zawierającego samą muzykę.




Inne recenzje z serii:

  • Transformers
  • Transformers 2: Revenge of the Fallen (score)
  • Transformers 2: Revenge of the Fallen (album)
  • Transformers 3: Dark of the Moon (score)
  • Transformers 4: Age of Extinction
  • Transformers 5: The Last Knight
  • Transformers: The Movie
  • Transformers Prime

    Autor recenzji:  Mariusz Tomaszewski
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Transformers: the Movie - soundtrack
    • 1. Touch - Stan Bush (3:53)
    • 2. Instruments of Destruction - N.R.G. (3:19)
    • 3. Death of Optimus Prime - Vince DiCola (2:56)
    • 4. Dare - Stan Bush (3:59)
    • 5. Nothin's Gonna Stand in Our Way - Spectre General (3:36)
    • 6. Transformers (Theme) - Lion (3:33)
    • 7. Escape - Vince DiCola (4:44)
    • 8. Hunger - Spectre General (3:41)
    • 9. Autobot/Decepticon Battle - Vince DiCola (4:15)
    • 10. Dare to Be Stupid - Weird Al Yankovic (3:24)
    Czas trwania: 37:20

    Transformers: the Movie - score
    • 1. Unicron's Theme (02:31)
    • 2. Main Title (Alternate) - feat. Stan Bush (2:42)
    • 3. 2005 (02:35)
    • 4. More Luck Than You Imagine (00:45)
    • 5. Attack on the Shuttle (Not Used in Movie) (01:47)
    • 6. Gone Fishin' (00:45)
    • 7. City Under Siege (03:45)
    • 8. Showdown (02:35)
    • 9. Witness to a Funeral (00:38)
    • 10. Contest for Leadership (02:04)
    • 11. Transformation (04:26)
    • 12. Coronation (02:04)
    • 13. Destruction of the Outer Moon (02:06)
    • 14. Pursuit (04:54)
    • 15. Arrival on Junk (02:08)
    • 16. Unwelcome Visitors (04:54)
    • 17. The Matrix Survives (00:53)
    • 18. An Unexpected Friend (02:00)
    • 19. Destruction of the Inner Moon (Part 1) (01:03)
    • 20. Destruction of the Inner Moon (Part 2) (00:59)
    • 21. Ambush (01:07)
    • 22. Another Leader Dies (02:03)
    • 23. Rescue (02:10)
    • 24. All Hope is Lost (00:29)
    • 25. Unusual Allies (03:47)
    • 26. The Enemy Revealed (02:59)
    • 27. Seizure (01:46)
    • 28. United Against the Enemy (01:00)
    • 29. In the Belly of the Monster (02:25)
    • 30. Their Darkest Hour (01:51)
    • 31. Legacy (Audition Piece) (06:04)
    Czas trwania: 70:25
    Komentarze
    miki 2010-03-31 17:56
    Piekno to rzecz gustu, a gusta sa rozne - to po pierwsze. Soundtrack jest do filmu, ma oddac emocje, podkreslic atmosfere, a nie byc sam w sobie (sa wyjatki np: Vangelis moglby istniec sam w sobie :P ). Moim zdaniem jak na film dla dzieci (bo jak pierwszy raz ogladalem the movie to bylem jeszcze dzieckiem w podstawowce) to ten film i muzyka to bylo cos. To bylo "cos" w latach 80. A ty 20 lat pozniej mowisz ze jest slabe bo dzis bylo by lepsze. Otoz ja sobie cenie tego starego transformersa a ten nowy to taka kiszzzka jak ty i twoja recenzja
    Nicolo 2011-10-31 19:36
    Vince DiCola jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli tzw. instrumentalnej muzyki progresywnej (głównie w krajach anglosaskich, latynoamerykańskich - przede wszystkich w Hiszpanii oraz w państwach niemieckojęzycznych - przede wszystkim w Niemczech, gdzie muzyka tego typu jest bardzo ceniona) i to w tej kategorii powinno się rozpatrywać jego twórczość. Jeśli będziemy go przyrównywać do "symfoników" w stylu Johna Williamsa to trafimy kulą w płot. Nie da się bowiem porównać partytury symfonicznej z muzyką syntezatorową. To zupełnie inne gatunki, które trzeba odnosić do zupełnie innego kanonu. Żaden poważny komentator nie przyrówna boksera do baletnicy. Muzyka lat osiemdziesiątych miała swoje charakterystyczne brzmienie i otoczkę, która dzisiaj często określana jest jako kiczowata. Jedni ten kicz lubią, inni nie, więc nie ma sensu próbować przekonywać nieprzekonanych. Każdy ma swoją ulubioną muzykę i prawo do jej słuchania. Przeglądając recenzje na tym portalu (a także na soundtracks.pl oraz muzykafilmowa.pl), łatwo uświadomić sobie, że 99,8% recenzji dotyczy symfonicznych ścieżek dźwiękowych. Na tym portalu natrafiłem na 2 czy 3 ścieżki dźwiękowe z piosenkami, m.in. recenzję tej płyty. Każdy recenzent ma prawo do swojej opinii i zgadzam się, że nie ma czegoś takiego jak obiektywna recenzja. Nie ukrywam jednak, że fragment o "pijanym kompozytorze" może zostać potraktowany nie jako prowokacyjny, ale jako obraźliwy - szczególnie przez samego twórcę. Obraźliwe jest na pewno zrównanie fanów muzyki lat osiemdziesiątych z masochistami. W taki sposób, autor sam wystawił sobie cenzurkę. Z chęcią czytam teksty na tym portalu, ale ta recenzja zawiera dość poważne uchybienia. Przede wszystkim nie jest oparta na komparatystyce. Innymi słowy brakuje w niej odwołań porównawczych do innych przedstawicieli tzw. tradycyjnej muzyki elektronicznej, instrumentalnej muzyki progresywnej oraz kanonu muzyki AORowej. Jest to dowód na to, iż autor bardzo słabo porusza się w takich rejonach gatunkowych (o ile w ogóle zna się na takiej muzyce). Płyty AOR/melodic rockowego zespołu Lion są bardzo cenione przez dziennikarzy specjalizujących się w takiej muzyce - wystarczy sięgnąć po numery takich czasopism, jak chociażby "Kerrang" czy "Fireworks". Należy również zdawać sobie sprawę, iż Lion pisał ten utwór "pod film", a nie na swoją studyjną płytę. Inna jest muzyka dla młodego odbiorcy, inna - dla osłuchanego, bardziej wymagającego. To tak jak z teatrem dziecięcym i literaturą dziecięcą - one z założenia są infantylne, bo tworzone właśnie w takiej konwencji, dla takiej publiczności i dla takich odbiorców. Gdyby autor recenzji chciał poprzeć swoją opinię silnymi argumentami, powinien albo odnieść się do dyskografii grupy Lion, albo przykładowo porównać ich wersję utworu "Nothing's Gonna Stand In Our Way" z wykonaniem John'a Farnhama, które pojawiło się na innej ścieżce dźwiękowej do filmu "Savage Streets" z 1984 r. Podobnie jest z Weird Al'em Yankovic'em - jednym z najbardziej cenionych przez krytykę przedstawicieli tzw. comedy rocka. Niestety, w tym oraz w innych przypadkach autor nie odniósł się do kanonu gatunkowego, w jakim osadzona jest muzyka z recenzowanego wydawnictwa. Autor uwypuklił swój gust, natomiast zabrakło większej ilości przykładów potwierdzających stawiane przez niego tezy (np. to, że "muzyka lat osiemdziesiątych oparta była na kiepskich syntezatorach" - takim stwierdzeniem sam wystawia sobie niską ocenę). Po przeczytaniu tej recenzji, nasuwa się jeden wniosek - autor po prostu nie rozumie tego typu muzyki. Nie może jej rozumieć, ponieważ się na niej nie zna, a jego skala porównawcza zaczyna i kończy się na Jan'ie Hammerze i jego "Crockett's Theme". Nie dziwne więc, że recenzja jest tak jednostronna. Jeszcze nie napisałem recenzji ścieżki dźwiękowej do tego filmu (choć znam ją bardzo dobrze), ale dla równowagi proponuję recenzję innego wydawnictwa: http://www.nicolo.pl/2010/08/vince-dicola-rocky-iv-ost-19852010.html Za muzykę do czwartej części "Rocky'ego" Vince DiCola otrzymał "Złotą Malinę" w kategorii "Najgorsza Oryginalna Ścieżka Dźwiękowa". Była to wielka kompromitacja osób przyznających tę "nagrodę" i dowód na ich ignorancję w tym przedziale gatunkowym. Dowodem tego jest krótka żywotność wspomnianej i totalnie skompromitowanej kategorii - istniała w latach 1981-1985. Wystarczy tylko wspomnieć, że w tym samym roku co DiCola, tak samo został potraktowany geniusz muzyki filmowej - Jerry Goldsmith za muzykę do filmu "Kopalnie króla Salomona" (1985). Wcześniej, inny wybitny kompozytor - John Barry dostał "Malinę" za muzykę do filmu „Legenda o samotnym jeźdźcu“ (1981). Ale to nie wszystko - nominowani do tej "nagrody" we wspomnianej kategorii byli tacy kompozytorzy jak Ennio Morricone, Jimmy Page, John Williams, Giorgio Moroder, Sylvester Levay, a także zespół Tangerine Dream. Czy wśród wyżej wymienionych nie ma kilku zdobywców Oscarów? Mimo komentowanej recenzji, na pewno będę wracał do tego portalu, ponieważ w większości przypadków teksty są rzetelnie napisane i stanowią źródło cennej wiedzy. A jeśli nie cennej, to - tak jak w tym przypadku - pozwalają na polemikę:) Pozdrawiam, Nicolo http://www.nicolo.pl
    Koper 2011-10-31 19:47
    Normalnie aż chyba poszukam tego "score" i przełucham, zobaczę o co tyle szumu (a ja nie jestem do elektroniki lat 80. uprzedzony). :D
    DanielosVK 2011-10-31 19:49
    Mi wystarczą już klipy pod powyższą recenzją, by stwierdzić, że ten score to kupa łajna. :)
    Nicolo 2011-10-31 20:49
    Fragmenty utworów zamieszczone pod recenzją zostały tendencyjnie dobrane przez autora (czyli wyselekcjonowane pod jego tezy) i nie są reprezentatywne dla całego wydawnictwa. Wniosek: trzeba zapoznać się ze wszystkimi utworami, aby wyrobić sobie o nich zdanie. Recenzent powinien znać się na opisywanym gatunku muzyki. Przeciętny odbiorca opiera się jedynie na swoim guście. I to jest wada tej recenzji - została przygotowana w oparciu o jednostkowy gust, a nie o wiedzę z konkretnego przedziału gatunkowego. Warto pamiętać, że recenzent powinien usunąć się w cień, rzetelnie opisać recenzowany materiał i zostawić "przestrzeń" dla przeciętnego odbiorcy, aby ten miał szansę ocenić, czy dana muzyka może przypaść mu do gustu, czy też nie. W tym przypadku, autor nie zostawił takiej "przestrzeni" i, jak widać po opiniach, nie przekonał do swoich wątpliwych tez fanów muzyki lat osiemdziesiątych.
    Mystery 2011-10-31 21:26
    Może i ja to sprawdzę ;) Ostatnio miło spędzałem czas przy Moroderze, więc klimaty ścierpię, a DiCola ma u mnie ogromnego plusa za kultowego Rocky'ego, więc może być zabawnie :)
    Norbert 2011-11-01 00:17
    Rzygam!!!Recenzja jest słaba Panie Recezecie!!Oj slaba.Pozdrawiam Norbert z Kujawca Pomorskiego i Wielki Kolekcjoner Transformerów.
    DanielosVK 2011-11-01 01:12
    Co raz bardziej mam wrażenie, że to atak jakiegoś trolla. :P
    abc 2011-11-01 11:24
    po samplach wnioskuje ze to rzeczywiscie jakis kicz jest
    Mystery 2011-11-10 17:40
    Przesłuchałem i tak jak podejrzewałem rację ma tutaj Nicolo - tak hejterskiej recki jeszcze nie czytałem ;p Muza fajna, atrakcyjna, melodyjna, kawałki akcji są świetne, a motywy w nich występujące naprawdę chwytliwe. Jak na takie granie, 70 minut to stanowczo za długo, a i utworów jest tu nieco za dużo - najlepsze są dłuższe kompozycje, te krótkie za wiele ze sobą nie niosą. Czas, mimo kilku zgrzytów, uważam za spędzony całkiem przyjemnie, trzeba tylko poczuć ten beztroski fun lat 80 ;)

    Do tej recenzji istnieje jeszcze 105 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Transformers - the Movie

    Kompozytor:

    • Vince DiCola & Various Artists

    Wydawca:

    • Scotti Bros. (1992)
    • 3H Enterprises (1997)

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie