Szukaj: w


recenzje

Way Back, the (Niepokonani)


Ależ ładną laurkę wystawił nam- Polakom Peter Weir. Australijski reżyser dokonał tego, co nie udawało się rodzimym twórcom i przedstawił portret Polaka jako człowieka odważnego, sprawiedliwego, roztropnego, uczciwego, dobrego i na dodatek człowieka czynu, który nie zamierza za coś cierpieć i umierać, ale dla czegoś żyć, do czegoś dążyć i do działania pociągać nie tylko swoich rodaków ale i przedstawicieli innych nacji. The Way Back opowiadający o grupce uciekinierów z gułagu, którzy przemierzają mroźną Syberię, gorące piaski Mongolii i zaśnieżone pasma Himalajów, by dotrzeć na piechotę do Indii, zdecydowanie nie jest niestety arcydziełem. Ale jest przyzwoitym filmem, w którym wszystko zdaje się być na swoim miejscu i na w miarę dobrym poziomie. Bez zarzutu grają aktorzy (chociaż wybija się jedynie Colin Farrell w roli rosyjskiego kryminalisty), czasem całkiem zgrabnie wypowiadając coś po polsku, eleganckie zdjęcia oddają zarówno piękno jak i niebezpieczeństwo otaczającej przyrody, a odpowiednio dawkowana muzyka dodaje temu właściwych emocji gdy trzeba.

Tak, muzyki autorstwa Burkharda Dallwitza w filmie nie ma za dużo. Nie zdziwiłbym się, gdyby 42 i pół minuty zawarte na krążku stanowiło całość lub zdecydowaną większość score użytego w filmie. Jednak Weir operuje ścieżką dźwiękową z umiarem i rozsądkiem, wychodząc z założenia, że czasem lepiej sprawdza się cisza. Dzięki temu, muzyka w znacznej większości nie ginie pod warstwą dialogową i to, co stworzył na potrzeby obrazu niemiecki kompozytor osiadły w Australii, jest wyeksponowane całkiem wyraźnie.

Kiedy widziałem pierwsze zwiastuny Niepokonanych, przepełnione pięknymi ujęciami odległych zakątków świata, zastanawiałem się czy piękno i majestat Bajkału, Tybetu albo pustyni Gobi podkreślone będzie epicką a może etniczną muzyką. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Dallwitz nie podkreśla piękna natury, która jest przecież w filmie dla bohaterów zdecydowanie bardziej źródłem problemów i wyzwań, niż obiektem podziwu, a zatem przez reżysera i kompozytora traktowana jest w sposób bardziej surowy i nie wymagający muzycznej ilustracji. Ta skupia się raczej na bohaterach i ich przeżyciach. Na tym koncentruje się kompozytor nawet w takich utworach jak Lake Baikal, Tibet czy India, niejako wbrew temu co sugerować mogłyby tytuły i nie doświadczymy tu żadnego elementu wskazującego na geograficzne umiejscowienie akcji. Jedynie we Freedom? oraz Mirages Don’t Have Birds kompozytor decyduje się na dość standardowe zabiegi nadające muzyce nieco etnicznego charakteru. Odpowiednie brzmienie fletu, gitary i perkusji przywołuje skojarzenia z muzyką Bliskiego Wschodu, a zatem jak łatwo się domyśleć, fragmenty te towarzyszą podróży bohaterów filmu przez pustynię. Dlaczego akurat tylko piaski Mongolii doczekały się tak oczywistego muzycznego wyróżnienia trudno ocenić. Można się z jednej strony zastanawiać czy nie jest to jakiś brak konsekwencji w przyjętym sposobie ilustrowania, z drugiej strony być może Dallwitzowi nie o pustynię chodziło a o podróżników, chcąc podkreślić ich zmęczenie marszem w upale, pragnienie i widziane miraże. Pytanie też czy przyjęty sposób ilustracji nie jest aż nadto przewidywalny i oczywisty.

Owa oczywistość czy standardowość cechuje zresztą nie tylko fragmenty z podróży przez pustynię. Pozbawione etnicznego rysu underscore, suspens, muzyka akcji czy najczęstsza na krążku muzyka stricte dramatyczna także raczej nie imponują jakimiś nowatorskimi rozwiązaniami czy pomysłami. Ten ostatni element (i nie tylko ten) utrzymany jest w stylistyce, którą w muzyce filmowej dobrze czuje się inny Niemiec. Muzyka oparta na prostych, powtarzalnych motywach, akordowych progresjach, smyczkowych ostinatach, bardziej niż w tematyczność, popadająca w swoisty dramatyczny underscore… tak, to domena Hansa Zimmera, także wielu jego podopiecznych, choć oczywiście nie tylko ich. Czy w tej stylistyce Dallwitz ma do zaoferowania coś interesującego? I tak, i nie. Takie utwory jak wspomniana we wcześniejszym akapicie trójka z „gerograficznymi” tytułami to kawał dobrze napisanej współczesnej muzyki dramatycznej, może nie jakiś skomplikowany od strony technicznej ale całkiem efektywny. Jednakże choćby takie Lake Baikal przypominające może nawet bardziej akurat niektóre fragmenty partytur Davida Julyana niż Zimmera, nie wywiera jakiegoś kolosalnego wrażenia ani w filmie, ani na płycie i wydaje się być odrobinę typowe, oklepane, niczym nie zaskakujące i nie wbijające się szczególnie w pamięć. Tak samo i inne fragmenty muzyki dramatycznej.

Oprócz niej i muzyki „pustynnej” sporo na soundtracku takiej klimatycznej muzyki tła, chyba nazbyt surowej by mogła zainteresować słuchacza. Jeszcze niepokojące brzmienia Interrogetion mogą zaciekawić, ale już takie The Abandoned Temple czy Water nie wywołują zbytnio emocji przy odsłuchu płytowym, sprawdzając się głównie w kreowaniu nastroju w filmie. Nieco lepiej wypada tu jedyny fragment action-score, czyli Escape, choć i on blednie nieco na płycie, skoro Dallwitz przez 2 minuty wałkuje ino te same perkusyjne rytmy wzbogacane etnicznie brzmiącym fletem czy gitarą elektryczną (w efekcie przypominając nieco jeden z motywów z Czarnego deszczu Zimmera). Żeby tego było mało, to chronologiczny układ utworów sprawia, że często obok siebie mamy podobne motywy a później czy wcześniej ich nie uświadczymy. Obok siebie są np. brzmienia odnoszące się do pustyni czy dramatyczny temat z finału (Tibet oraz India). Może to pogłębić wrażenie pewnej monotonii przy słuchaniu krążka.

Czym jest więc w gatunku muzyka filmowa kompozycja Burkharda Dallwitza do Niepokonanych? Niczym wybitnym na pewno. Ot, solidną, funkcjonalną muzyką, dobrze radzącą sobie w obrazie, nieco mniej ciekawą w wydaniu płytowym, ścieżką która pewnie wkrótce popadnie w zapomnienie, ale jednak taką, którą trzeba ocenić pozytywnie. W końcu w roli filmowej ilustracji spisała się więcej niż poprawnie. A że pewnie nam, polskim słuchaczom, do takiego filmowego hołdu dla naszych rodaków marzyłaby się bardziej pamiętliwa i znacząca muzyka, to już inna kwestia.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 42:30
Komentarze
Marek 2011-04-19
18:50
W filmie też wystawiłbym 3. Z resztą w zasadzie się zgadzam.
Mefisto 2011-04-19
19:34
Rozczarowanie. Taki film wręcz wymagał epickiej muzyki, a dostaliśmy niestety delikatną tapetę podlaną orientem. Banał. Co prawda motyw przewodni jest naprawdę fajny, ale chyba ani w filmie, ani na płycie nie wybrzmiewa z mocą na jaką zasługuje i w ogóle go mało. Średniak generalnie - i to mocny.
Babuch 2011-04-20
13:54
Słaby film, słaba muzyka
czoug 2011-04-21
22:30
"wymagał epickiej muzyki" trza było RCP zatrudnić :P
czoug 2011-04-21
22:32
Poczekaj na Trasformersy Jabłońskiego
Mystery 2011-05-07
23:55
A mi się ta praca podoba, a momentami nawet bardzo, zarówno na sucho jak i w obrazie. Napisał bym więcej, ale wszystko zostało ładnie przedstawione w powyższym tekście. A film jak dla mnie wcale nie potrzebował epickiej muzyki i takie minimalistyczne podejście mi tu odpowiadało, jedno uderzenie kulminacyjnym punktem zwrotnym w postaci kapitalnego "Tibet" w zupełności wystarczyło.
Tomek 2011-07-05
16:36
Porządny film (choć kilka łopatologii się tam znalazło) i porządna muzyka. Choć jest głównie ascetycznie i mimalistycznie można przy bliższym przesłuchaniu wyłapać kilka fajnych 'wyróżników' tej ścieżki. Początkowy elektroniczny minimalizm przypominał mi mocno "Walc z Baszirem" Maxa Richtera. Utwór "Lake Baikal" mimo, że oparty na syntezatorach ma potężną dawkę emocji, i tu mi przypominało to ambientowe dokonania Lisy Gerrard (genialne "Immortal Memory"). Piękny jest też temat główny (wolności?), szczególnie gdy bohaterowie pokonują przełęcz w Himalajach, fajnie wynosi w końcówce ścieżkę na wyższy szczebel. Znajdzie się też delikatna bakałajka, kilka momentów z etniczną perkusją, znalazł się też duduk, jeżeli mnie nie myli ucho. Łukasz świetnie 'rozłożył' muzykę i jej stosunek do przyrody w samym filmie, i wydaje mi się, że głosy o epickie brzmienie zupełnie mijają się w przypadku tego filmu z celem. Dodatkowo brawa dla Weira za operowanie muzyką.
Mieszko 2013-07-27
14:14
Wielki spektakl! Nowy film Petera Weira zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest to ambitny obraz zrealizowany z epickim, biblijnym momentami rozmachem, za pomocą prostych, minimalistycznych środków, za każdym razem dostarczający mi mnóstwa emocji i wzruszeń. Dzieło niezwykle humanistyczne w wymowie, zapadające głęboko w pamięć i zmuszające do refleksji. Pierwszorzędna reżyseria, niewiarygodna historia, bardzo dobra gra aktorów (zwłaszcza Colina Farrella i Saoirse Ronan, którą uwielbiam za "Hannę", a za "Nostalgię anioła" wręcz kocham), majestatyczne zdjęcia Russella Boyda (przepiękne krajobrazy!), pełne skupienia, spokojne tempo nadające opowieści odpowiedniego klimatu, wstrząsająca charakteryzacja (powinien być Oscar, a nie sama nominacja - scena z symbolicznym nałożeniem korony "cierniowej", w której dziewczynka zaczyna majaczyć swoje imię, gdy jeden z bohaterów kładzie ją na ziemi i widać w detalach jej makabryczną twarz, doprowadziła mnie do łez) oraz poruszająca muzyka Burkharda Dallwitza. Na płycie słucha się jej porządnie (trafne skojarzenia z "Waltz with Bashir" Maxa Richtera w kilku miejscach), ale w połączeniu z obrazem zachwyca! W filmie jest oszczędnie dawkowana (w wielu sekwencjach z olbrzymim wyczuciem operuje się ciszą). Znalazły się tam wszystkie utwory z wyjątkiem (słusznie) ładnego "New Arrivals". "Lake Baikal" ilustrujący scenę, w której Janusz ostatkiem sił wspina się na górę mając przed sobą symboliczny obraz chleba w domu rodzinnym, potrafi mocno zaangażować. "Keep on Walking" nabiera nowego wymiaru (finałowa droga ku wolności i spotkanie po latach), a "Closing Credits" nie pozwala wstać z fotela. Za album cztery gwiazdki, natomiast pięć za wyraziste oddziaływanie w filmie. Szkoda, że takiego obrazu o Polaku(ach) my nie potrafimy nakręcić.
jacek 2013-07-27
18:12
Mieszko, przerzuć się na Hornera albo Williamsa, bo jestem bardzo ciekaw Twoich opinii ;)
Mieszko 2013-07-27
22:37
Wkrótce to uczynię. ;)

Way Back, the (Niepokonani)

Kompozytor:

  • Burkhard Dallwitz

Dyrygent:

  • Brett Kelly

Orkiestrator:

  • Shaun Rigney

Soliści:

  • Leonard Gregoryan (gitara)
  • David Herzog (gitara elektryczna)
  • Genevieve Lacey (flet kontrabasowy)
  • Julie Raynes (harfa)
  • Burkhard Dallwitz (syntezatory)

Wykonawcy:

  • Sydney Scoring Orchestra

Wydawca:

  • Varèse Sarabande (2011)

Producent:

  • Burkhard Dallwitz
  • Peter Weir

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie