Szukaj: w


recenzje

Transformers 3: Dark of the Moon



Trzecia część Transformerów miała być rehabilitacją po zupełnie upodlonej przez krytyków Zemście upadłych. Zaczęło się ambitnie. Pomysł rywalizacji Autobotów z Decepticonami o zdobycie „tajnej broni” mogącej zmienić losy wojny na Cybertonie sprawiał wrażenie niezłej podstawy do rozbudowania ciekawej historii. Niestety na pomyśle się skończyło. Każda kolejna minuta spędzona przy Dark of the Moon udowodnić miała, że to nie scenariusz pełni kluczową rolę w filmach Michaela Bay’a, tylko wartka akcja okraszona mnóstwem efektów specjalnych. Ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. O kondycję specjalistów z Industrial Light & Magic także nie należało się obawiać. Od wielu lat trzymają formę i cieszą oko wspaniałym CGI. Jedyna płaszczyzna filmu Bay’a, która budziła we mnie prawdziwy niepokój, to muzyka, której zadanie skomponowania po raz kolejny przypadło Steve’owi Jablonsky’emu.

Po kultowej partyturze do pierwszej części filmu przyszedł pewien kryzys. Zemsta upadłych, choć nie spuszczała z tonu prezentując czystą muzyczną rozrywkę, pod względem tematycznym przedstawiała się wręcz ubogo. Wszyscy spodziewali się, że wraz z premierą trzeciej części, także i pod względem muzycznym się coś zmieni. I faktycznie. Okazało się, że zmiany nadeszły, ale nie w tym kierunku, co trzeba. Pierwsze komentarze po ukazaniu się płyty Dark of the Moon na iTunes (potem na standardowych nośnikach CD) jasno sugerowały, że z kompozycją Jablonsky’ego jest coś nie halo. Że jest nudna, dziwna…

Chyba wiem w czym tkwi owa „dziwność” muzycznej oprawy do trzecich Transformerów. Z jednej strony trzyma się ona bowiem narzuconej wcześniej konwencji elektroniczno-orkiestrowego akcyjniaka, z drugiej stara się podporządkować spalonej ogniem beznadziei fabule. W ten oto sposób nie trudno o przedawkowanie mało absorbującym, pełnym rytmicznego ostinato, underscore. Co więcej, po raz kolejny w tym roku wyszło na jaw jak bardzo mocno wzorują się na „maestro” Zimmerze jego niegdysiejsi uczniowie. Stylizowanie się i zapożyczenia z Incepcji (np. w utworze No Prisoners, Only Trophies) są w Dark of the Moon na porządku dziennym. Rozciąganiem fraz i ubożeniem w zakresie instrumentarium, kompozytor stara się wynieść heroiczny, prosty temat Autobotów na jakąś nieznaną emocjonalną głębię, której najzwyczajniej w filmie zabrakło. Nie tędy droga panie Jablonsky. Z pustego nawet Salomon nie naleje. O wiele bardziej sprawie przysłużyłaby się totalna rewizja palety tematycznej, poszukanie jakiś nowych rozwiązań w tym zakresie. Tymczasem zamiast zamierzonego efektu, muzyka do Transformers 3 wyrasta w naszych oczach na twór zupełnie anonimowy. Bez wyrazu, energii i przebojowości, której nie można było przecież odmówić oprawie muzycznej do części pierwszej.

Pomimo totalnego rozczarowania ową anonimowością nowych Transformerów, trzeba przyznać, że perfekcyjnie sprawdziła się ona w ramach filmowych. Score zlewa się z dialogami i napierającymi zewsząd sfx’ami, umykając tym samym uwadze widza. Nie wiem tylko, czy w przypadku takiego filmu należy traktować to jako zaletę, czy też jako wadę. Faktem jest, że partytura daje o sobie znać tylko w dwóch scenach - lądowania Apollo 11 na Księżycu oraz fragmencie bitwy toczącej się na chicagowskiej autostradzie. Pierwsza z nich (otwierająca zresztą film), bez zbędnych ceregieli wprowadza widza w stan audiowizualnej euforii. Wszystko za sprawą heroicznej fanfary, po wybrzmieniu której przestrzeń muzyczną zaczyna z wolna wypełniać coraz bardziej mroczny i eteryczny underscore. Właśnie owa eteryczność (stosowanie różnego rodzaju pogłosów i efektów przestrzennych) przywołuje na myśl kultową ścieżkę dźwiękową do Armageddonu. Steve Jablonsky stosuje podobne co Gregson-Williams i Rabin chwyty: rytmiczny bit z przedzierającymi przestrzeń smashami i ponuro brzmiącymi metalicznymi samplami. Owszem, znamy już je z poprzednich części Transformerów, gdzie występowały jako element ilustrujący poczynania Decepticonów. Patetyczny charakter partytur dławił jednak te „ciężkie” wstawki i sprawiał wrażenie, że były one tylko przerywnikiem pomiędzy kolejnymi aranżacjami heroicznych tematów Autobotów i Optimusa. W przypadku Dark of Moon mamy do czynienia z przygnębiającym faktem odstawienia przygody na bok i eksperymentowania z materią stricte ilustracyjną. Przełożyło się to rzecz jasna na ogólną jakość produktu muzycznego.


Problem podkopywania przebojowości ścieżki dźwiękowej do Transformerów dotyka również (a może przede wszystkim) muzykę akcji. Aż dziw bierze, że z całej palety action score słyszanej zarówno w filmie jak i na płycie, w pamięci tak na dobrą sprawę pozostaje tylko jeden utwór - Battle. Zapożyczenie od Clinta Mansella (Requiem dla snu), w tym przypadku wyszło nawet na dobre. Dołączający się gdzieś w połowie utworu apokaliptyczny chór wywołuje ciarki na plecach i przypomina stare dobre czasy, kiedy Steve Jablosnky czerpał jeszcze przyjemność z pisania do serii Transformers. Popłuczyny tego tematu docierają do nas również w akcyjniaku I’m Just the Messenger.

Kolejnym zaskakującym faktem jest to, że prawie godzinna sekwencja inwazji i bitwy o Chicago nie doczekała się ani jednego „wciskającego w fotel” utworu akcji. Przynajmniej w porównaniu do poprzednich dwóch części, Dark of the Moon prezentuje się pod tym względem bardzo ubogo. Słuchając kilku ostatnich kawałków na płycie czuć wyraźne zmęczenie materiału. Kompozytor otworzył stare projekty na swojej stacji roboczej, pozmieniał nieco w aranżacjach i sprzedał nam po raz kolejny ten sam produkt. Ścierające się nawzajem tematy Autobotów i Decepticonów utwierdzono na perkusyjnym bicie, co po raz kolejny w tym roku wskazuje na trend powracania do klasycznego brzmienia Media Ventures. Sześciominutowy utwór It’s Our Fight stanowi esencję tego, o czym napisałem wyżej. Pokazuje również jak bardzo niedbale Steve Jablosnky podszedł do brzmienia swojej ścieżki, a myślę, że trzeba wręcz to podkreślić w tej recenzji. Original score stręczy samplami i syntetycznym brzmieniem orkiestry, zupełnie jak tegoroczni Piraci z Karaibów. Zapewne część winy leży po stronie miksu oraz masteringu scalającego każdy element projektu w jedną nieznośną kupę dźwiękową. Zastanawiające, bo kilka utworów, które znalazły się na krążku prezentuje się pod tym względem o niebo lepiej. Do takowych zaliczyć możemy chociażby wspomniany wyżej Battle, The Fight Will Be Your Own, albo There Is No Plan. Te dwa ostatnie pochwalić się mogą jednym z nielicznych zabiegów, które Jablonsky’emu wyszły w Dark of the Moon – powrotem do znanych z części pierwszej solówek wiolonczelowych.

Ogólne wrażenie pozostaje niestety negatywne. A szkoda. Była to ścieżka na którą czekało bardzo wielu zawiedzionych Zemstą upadłych fanów serii, a zarazem szansą na odbudowanie muzycznego wizerunku Transformerów. Zamiast rehabilitacji otrzymaliśmy nie do końca trzymający się kupy eksperyment. Bo nie można tego nazwać ani kontynuacją myśli muzycznej, ani rewizją dotychczasowych osiągnięć na tym polu. Czas trwania original score na krążku również nie pozostaje bez znaczenia. Wyrzucenie kilku mniej absorbujących uwagę utworów zapewne zmieniłoby nieco wizerunek tego albumu. Nie zmieniłoby jednak ogólnego przekonania, że Dark of the Moon to kolejna tapeta dźwiękowa „Made in RCP”, która szybko przejdzie do porządku dziennego i zacznie zbierać kurz na półkach większości kolekcjonerów soundtracków. Oczywiście pod warunkiem, że na nie trafi…


Inne recenzje z serii:

  • Transformers
  • Transformers 2: Revenge of the Fallen (album)
  • Transformers 2: Revenge of the Fallen (score)
  • Transformers 4: Age of Extinction
  • Transformers 5: The Last Knight
  • Transformers: The Movie
  • Transformers Prime

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Dark Side Of The Moon (3:49)
    • 2. Sentinel Prime (3:16)
    • 3. Lost Signal (4:08)
    • 4. In Time You'll See (3:16)
    • 5. Impress Me (3:00)
    • 6. We Were Gods Once (4:22)
    • 7. Battle (3:40)
    • 8. There Is No Plan (3:36)
    • 9. We All Work For The Decepticons (1:51)
    • 10. The Fight Will Be Your Own (4:41)
    • 11. Shockwave's Revenge (2:00)
    • 12. No Prisoners, Only Trophies (3:32)
    • 13. The World Needs You Now (1:59)
    • 14. It's Our Fight (6:32)
    • 15. I'm Just The Messenger (4:25)
    • 16. I Promise (1:58)
    • 17. Our Final Hope (3:42)
    Czas trwania: 59:48
    Komentarze
    michal 2011-09-04 15:12
    Bo Hans Zimmer jest popularny i wszystkich to denerwuje :p a co do innych - popatrz sobie w dziale nowosci na informacje o zmianie kompozytorze w Grze o Tron, a pozniej zobacz sobie newsa z muzyka z czolowki - zauwaz ile jest komentarzy - choc to przeciez muzyka niewarta uwagi. A teraz wyobraz sobie ile byloby komentarzy, gdyby nie zmieniono kompozytora - pewnie niewiele. Zobacz na forum - przy kazdym nowym projekcie kompozytora z Remote Control wysmiewa sie muzyke zanim powstanie. Tych kompozytorow zaden krytyk nie scierpi, bo ich plyty sprzedaja sie najlepiej - to znana od momentu powstania popkultury zasada - im cos popularniejsze, tym ma mniejsza wartosc artystyczna. Takze trzeba sie przyzwyczaic do bulwersacji naszych znawcow sztuki, ktorzy laskawie prowadza dla nas ta zacną stronke.
    dziekan 2011-09-04 15:48
    Nie zmienia to faktu,że niektore ich kompozycje są fatalne.Games Of Thrones Djawadiego poza tematem nic nie oferuje.Transformers III też jest beznadziejnie nudną kompozycją w przeciwienstwie do dwójki a zwlaszcza do jedynki.Natomiast jest kilka innych solidnych prac,które nie slusznie są zgnojone.
    Koper 2011-09-04 18:29
    A temu o co znowu chodzi? (nie, nie Tobie, dziekan, Ciebie zrozumiałem:)) Temacik z Gry o Tron jest fajny, nie powiem, szkoda, że beznamiętnie zaaranżowany. Zaś reszta muzy to kaszana, ale to przyznają nawet najwięksi fani RCP, więc nie wiem po co to przywoływać. A serial jest jak sądzę, całkiem popularny, więc ilość komentarzy z tego się bierze a nie z tego czy komponuje gość z RCP czy nie z RCP. Gdyby RCP specjalizowało się w pisaniu scorów do niszowych produkcji z Mongolii, to nie wywoływało by takiego zainteresowania. A że pisują do tego co popularne i na TOPie...
    dziekan 2011-09-04 19:54
    Pewnie jest wiele powodow dla ktorych Zimmer jest w takich pracach przywolywany.To on po czesci odpowiada za jakosc prac do takich filmow jak Transformers bo jak widnieje nazwisko Jablonsky to odrazu nasuwa sie mnostwo skojarzen typu uczen Hansa,wyrobnik Hansa,imitator Hansa,zlodziej pomyslow;) Jak mozna bronic takiej pracy,ktora jest zwykłą,tanią podróbką Incepcji?Wyprana z emocji i na dodatek pozbawiona funu.Nawet jesli w filmie to jakos dziala to na albumie nie ma praktycznie na czym ucha zawiesic.Gdyby nie brak oryginalnosci to moglbym to nazwac nie do konca udanym topornym w odsluchu eksperymentem muzycznym a tak szkoda gadac.Juz wole Smerfy gitarzysty Hansa ;)
    michal 2011-09-04 21:41
    o nic mi nie chodzi, odpowiedzialem na posta Grzegorza :D a Gra o Tron posluzyla jako przyklad. A co do popularnosci serialu i ilosci komentarzy - to wlasnie stad sie bierze ona, ze komponuje gosc z RC. Jest duzo popularnych seriali i jakos nikt tu o zadnym innym nie gada. A co do Mongolii oraz jakosci muzyki do Gry o Tron to sie zgadzam, nie zmienia to jednak tego o czym mowilem wczesniej. A tak wlasciwie czego to jest recenzja? :D
    Koper 2011-09-04 21:48
    Niczego godnego uwagi w sumie ;)
    Mystery 2011-09-25 18:29
    Jablonsky mało co tu pokazał, jest wtórnie i przynudnawo, ale w sumie score niczego sobie, zaskakująco stonowany, sporo fajnych momentów, w filmie bez większych zgrzytów, jak na tego kompozytora i tą serię może być.
    czarnyp 2013-03-09 19:08
    Nie jestem wybrednym człowiekiem i ta ściezka bardzo mi się podoba. Umiem rozpoznać szajs, ale to jest naprawdę dobre. It`s our fight to mój ulubiony utwór, bajo !
    Mieszko 2013-07-07 11:43
    Chyba najbardziej zróżnicowana pod względem tematycznym i brzmieniowym muzyczna odsłona "Transformersów". Nie brakuje tu akcji, dramaturgii, mrocznego i niepokojącego suspensu (świetne "Lost Signal" czy "We Were Gods Once"), chwil wytchnienia, a nawet humoru (zabawne "Impress Me"). Podobnie było zresztą w pierwszej części, ale tutaj efekt końcowy wydaje mi się mimo wszystko lepszy. W porównaniu z "jedynką" i "dwójką" "Transformers: Dark of the Moon" Steve'a Jablonsky'ego w połączeniu z obrazem wypada zdecydowanie najciekawiej (oddziaływanie muzyki w filmie to absolutne mistrzostwo świata!!!)
    Tony S. 2013-07-18 00:20
    "Rozciąganiem fraz i ubożeniem w zakresie instrumentarium, kompozytor stara się wynieść heroiczny, prosty temat Autobotów na jakąś nieznaną emocjonalną głębię, której najzwyczajniej w filmie zabrakło." - niby co to znaczy to "ubożenie w zakresie instrumentacji"? Po co tak często wypowiadacie się o czymś, o czym nie macie pojęcia?

    Do tej recenzji istnieje jeszcze 21 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Transformers 3: Dark of the Moon

    Kompozytor:

    • Steve Jablonsky

    Muzyka dodatkowa:

    • Matthew Margeson

    Dyrygent:

    • Nick Glennie-Smith
    • Gavin Greenaway

    Orkiestrator:

    • Bruce Fowler
    • Walter Fowler
    • Yvonne S. Moriarty
    • Rick Giovinazzo
    • Kevin Kaska
    • Ed Neumeister
    • Penka Kouneva

    Wydawca:

    • Reprise (2011)

    Producent:

    • Steve Jablonsky
    • Alex Gibbson

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie