Szukaj: w


recenzje

Jurassic World: Fallen Kingdom (Jurassic World: Upadłe królestwo)



Do dziś zastanawiam się co tak naprawdę stało za tak gigantycznym sukcesem Jurassic World. Wyostrzone apetyty widzów, którzy półtorej dekady musieli czekać na kolejną część przygód sklonowanych dinozaurów? A może intensywna promocja i cała pozytywna otoczka wokół produkcji? Jedno jest pewne. Sukces widowiska Colina Trvorrowa wyostrzył apetyt na więcej. Universal Pictures nie czekał więc zbyt długo. Kilka dni po premierze Jurassic World ogłoszono przygotowania do realizacji kolejnej części, obiecując finalnie całą trylogię. W trakcie prac okazało się jednak, że stojący za sukcesem tego widowiska, Colin Trevorrow musi ustąpić na rzecz innego projektu. Na fotelu reżyserskim posadzono więc hiszpańskiego specjalistę od kina grozy, J.A. Bayona. Ten skądinąd dziwny angaż, wyraźnie sugerował w jakim kierunku zechcą tym razem pójść twórcy Upadłego królestwa. I potwierdziły to już pierwsze zwiastuny, z których dało się odczuć powiew grozy. Wyrwanie serii z ciasnych szpon kina nowej przygody z jednej strony okazało się całkiem sprytnym posunięciem, gwarantującym nowe rozdanie w tej, wydawać się mogło, skostniałej już formule ucieczki przed zagrożeniem. Z drugiej strony nie można było nie odczuć ostrożności ze strony studia w badaniu jak daleko mogą się posunąć twórcy, aby nie stracić dużej liczby widzów. Efektem tego jest film o troszkę zmarnowanym potencjale. Widowisko, które co prawda porusza dosyć istotne kwestie odpowiedzialności za czyny, ale nie rozlicza się z widzem dopracowaną fabułą i rzetelną grą aktorską. Patrzenie na ekipę z poprzedniej części, która nie do końca wie, jak odnaleźć się w tej rzeczywistości budziło lekkie rozbawienie. Mniej zabawne, a wręcz pretensjonalne, było natomiast podejście do prehistorycznych stworzeń. Miotanie niczym cyfrowe marionetki po cyfrowym planie, zupełnie straciły swój urok i respekt wśród widza. Zyskała natomiast cała strona techniczna wraz z muzyką. Szczególnie muzyką.

Po komercyjnym sukcesie Jurassic World angaż Michaela Giacchino do kolejnych części był niemalże pewny. Mało, że kompozytor całkiem schludnie poradził sobie z wejściem w buty Johna Williamsa, aranżując jego tematy w miejscach, gdzie było to niezbędne, to na dodatek dał też coś od siebie. Stworzone przez niego, nowe motywy, co prawda nie porażały zbytnią nośnością, ale odnajdywały się w widowisku Trvorrowa całkiem przyzwoicie… Zresztą jak i cała ścieżka dźwiękowa, która doskonale wypełniała filmowe kadry, ale niekoniecznie w równym stopniu radziła sobie z przyciąganiem uwagi słuchacza. Aż dziw bierze, że po tylu latach odgrzewania tej samej strawy, udało się w końcu przyrządzić z tych tematycznych produktów naprawdę wykwintne danie. Można powiedzie, że dla Micheala Giacchino nie było to nic nadzwyczajnego. Spoglądając wstecz na wcześniejsze dokonania tego kompozytora, można odnieść wrażenie, że rozkręca się w podejmowanych przez siebie seriach bardzo powoli. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku Star Treka. Nie inaczej było również w nowych odsłonach Planety małp. Piąta część Parku Jurajskiego nie jest tutaj żadnym wyjątkiem od reguły. Kompozytor po raz kolejny stanął na wysokości zadania sprytnie balansując pomiędzy bogatą spuścizną serii, a nowymi inspiracjami wynikającymi ze zmiany kierunku prowadzenia narracji.

Odejście od przygodowego charakteru widowiska musiało mieć swoje przełożenie również na ścieżkę dźwiękową, która wyraźnie spuszcza z tonu. Zresztą już ostatni akt poprzedniej części nie rozpieszczał nas mnóstwem przyjemnych dla ucha melodii. Dynamiczna, nie stroniąca od atonalnych form, muzyczna akcja, wydawała się najlepszym panaceum na dramaturgiczne zapotrzebowanie Upadłego królestwa. Giacchino postanowił jednak pójść w nieco innym kierunku. W kierunku uważnego rozstawiania na muzycznej szachownicy poszczególnych, instrumentalnych pionków. Owszem, nie mogło zabraknąć charakterystycznych, ostinatowych smyczków. Także odrobiny kontrolowanego chaosu w orkiestrze mierzącej się ze scenami grozy. Nie zapędziło to jednak kompozytora w róg powielania samych schematów.

Upadłe królestwo przybiera więc formę ewolucyjną, ale nie rewolucyjną. Dobitnie świadczy o tym początek filmu, który choć od razu zapoznaje nas z nową tematyką, to jeszcze przez chwilę pozwala nam zostać w strefie muzycznego komfortu. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Isla Nublar uruchamiają całą lawinę rozwiązań, które rzutować będą na charakter i kształt partytury. Ociężałe, dęte frazy wsparte równie mocnym, chóralnym akcentem świetnie komponują się z widokiem pogrążonej w ogniu i dymie wyspy. Kataklizm zagrażający zarówno istnieniu dinozaurów, jak i ludzi próbujących je ratować, przybiera w ścieżce dźwiękowej apokaliptyczny wręcz rozmiar. Nie dziwne. Gra toczy się bowiem o przetrwanie całych gatunków . Odrobinę przerysowana w treści ścieżka ma więc tutaj swoją rację bytu – tym bardziej, że w filmowym miksie stawiana jest w roli faworyta. Nie inaczej będzie w końcowej części widowiska, kiedy akcja przeniesie się do posiadłości Lockwooda. Muzyczna akcja znacznie tam przyspieszy, wymieniając powolne, demoniczne w wydźwięku ilustracje, na bardziej klasyczną filozofię kumulowania i uwalniania napięcia.


Przysłuchując się temu wszystkiemu nie sposób uniknąć porównań do twórczości Johna Williamsa. Wydaje się, że Giacchino zaczyna coraz bardziej komfortowo czuć się „w butach” słynnego Maestro, czego przykładem są właśnie nawiązania nie tylko do Parku Jurajskiego ale i do drapieżnej w wymowie, Wojny światów. Owszem, kompozytor nie unika przetwarzania tego wszystkiego przez własną filozofię budowania narracji i nabytych przed laty umiejętności „projektowania” orkiestrowych monumentów. Nie bez znaczenia okazały się lata spędzone nad serią gier Medal of Honor, których echa wybrzmiewają w pięknych, militarystycznych marszach skojarzonych z najemnikami Kena Wheatleya. Z kolei niespokojne frazy przypomną analogiczne zabiegi stosowane w serialu Lost. No i oczywiście ten Herrmann, którego duch rozpościera się nad całą muzyczną grozą kreowaną w Upadłym królestwie. Jest to o tyle zaskakujące i ciekawe, że ścieżka dźwiękowa do piątej odsłony Parku Jurajskiego z jednej strony nie zachwyca zbytnią oryginalnością, z drugiej natomiast satysfakcjonuje sposobem wykorzystania całego zaplecza – tak merytorycznego jak i technicznego.

W kategoriach tematycznych można zauważyć pewien wspomniany wcześniej progres, ale nie rewolucję sensu stricto. Muzyka rozwija się w miarę rozwoju filmowych wydarzeń, co można zauważyć na przykładzie tematu głównego Upadłego królestwa. Wyprowadzany stopniowo, rozwija swoje skrzydła dopiero podczas erupcji wulkanu. Wtedy tak na dobrą sprawę obnażona zostaje jego prawdziwa „demoniczna” natura w najbardziej ze spektakularnych sposobów prezentacji. Składająca się z dwóch części, orkiestrowo-chóralna melodia, to ciekawa paralela pomiędzy dramaturgią dziejących się na ekranie wydarzeń, a konsekwencjami tego wszystkiego. Filmowe doświadczenie pozwala dokładniej zrozumieć, „co autor miał na myśli”, ale słuchając tego wszystkiego można wysnuć jeszcze jeden ciekawy wniosek. Poza apokaliptycznym tonem jaki narzuca tutaj Giacchino, jest w tym temacie jakiś element duchowości. Wiele skojarzeń z wątkami biblijnymi dostarcza charakterystyczny dźwięk organów akcentujący poszczególne frazy. Może moja interpretacja wykracza poza intencje autora, ale nie można odmówić temu zabiegowi pewnej próby scalania fantastyczno-naukowego wymiaru opowieści z wątkiem życia – jego początku i końca. Idealnym tego wyrazem jest przenoszenie nasączonej patosem melodii na grunt pozytywkowej kołysanki. I tu po raz kolejny daje o sobie znać największe źródło inspiracji dla Giacchino, czyli twórczość Johna Williamsa. Słychać to nie tylko w różnych zabiegach ilustracyjnych, ale i w sposobie scalania ze sobą tematów – zwłaszcza w suicie końcowej. Gdyby nie charakterystyczna maniera Michaela Giacchino ubierania motywów dramatycznych w rytmiczne szaty walca i monumentalny finał, przypominający Cloverfield, można by stwierdzić, że utwór wybrzmiewający w napisach końcowych, to dzieło Maestro. Obok tak skonstruowanej oprawy muzycznej nie sposób więc przejść obojętnie.

Dlatego wizja sięgnięcia po album soundtrackwoy i skonfrontowania tego doświadczenia z i preferencjami jest tak kusząca. I już pierwsza wycieczka po wypełniony po brzegu krążku jest na tyle satysfakcjonująca, aby bez zbędnego odwlekania w czasie, po raz kolejny zmierzyć się z zamieszczonym na nim materiałem. Wybierając wersję płytową wydaną nakładem BackLot Music warto mieć jednak na względzie, że wybieramy wariant krótszy. W elektronicznej wersji „Deluxe” znajdziemy bowiem dwa dodatkowe utwory które choć nic nowego nie wnoszą do treści, to jednak całkiem fajnie rozwijają podjęte przez kompozytora pomysły. Zarówno jedno jak i drugie wydanie proponuje nam przystępną selekcję fragmentów oryginalnej partytury. Zestaw ściśle oparty na filmowej chronologii.


I być może z tego powodu początek odsłuchu nie należał będzie do najbardziej ekscytujących przeżyć. Prolog rzuca nas co prawda w objęcia dynamicznej, nie stroniącej od atonalnych form, muzycznej akcji. Ale wraz z wyburzeniem pierwszej prezentacji tematu głównego, zaczynamy stopniowo oddalać się od tego złowieszczego klimatu. Działania poprzedzający wyjazd głównych bohaterów na Isla Nublar okraszone zostały typową, giacchinowską liryką, która nie boi się sięgać do tematycznych zasobów poprzednich części. Znamienite jest tutaj użycie kultowej melodii Johna Williamsa w nostalgicznej scenie stąpającego po ruinach parku, brontozaura. Kolejne fragmenty nie będą już tak rozdmuchane pod względem emocjonalnym.

Erupcja wulkanu uruchamia łańcuch wydarzeń, które uderzają w ton ścieżki dźwiękowej. Przygodowe, lekko melancholijne zabarwienie idzie w odstawkę, a na jego miejscu wyrasta potężna w środkach muzycznego wyrazu ilustracja. Są momenty, kiedy orkiestra pędzi na zabój, potykając się o liczne przyzwyczajenia aranżacyjne Michaela Giacchino. Ale ponad tymi demonami przeszłości unosi się duch większego poszanowania do tematyki i ładunku emocjonalnego kryjącego się za odpowiednim ubieraniem tej treści w orkiestro-chóralne szaty. Ociężałe, snujące się dęciaki absorbują nie mniej uwagi, co świetnie rozpisany i zmiksowany chór. Oj dawno już kompozytor ten nie podchodził do partii chóralnych z takim namaszczeniem (ostatnio w Jupiter Ascending?). Przekłada się to w znaczącym stopniu na odbiór sceny ucieczki z wyspy Nublar. Również w dobitnym podkreślaniu finału całej tej opowieści. Patetyczne przemowy pod którymi wybrzmiewa w pełnej krasie temat przewodni robią niesamowite wrażenie – zupełnie jak oderwana od kontekstu wizualnego partytura.

Po chwilowym przestoju jaki zapewnia nam środek albumu, co związane jest z przeniesieniem akcji do posiadłości Lockwooda, następuje finalny akt. Począwszy od sceny aukcji (lekko przerysowanej podniosłym marszem), stopniowo zanurzamy się w mniej klarownych pod względem melodycznym, utworach akcji. Odwołania do spuścizny Herrmanna i Steinera dźwigają element grozy, który równie ciekawe wypada pod względem aranżacyjnym, jak i wykonawczym. Rzucani w wir często atonalnych form docieramy w końcu do muzycznego epilogu, składającego się z trzech ostatnich utworów zawartych na płycie. Ostatni akt filmu dostarcza nie mniej emocji aniżeli suita zgrabnie podsumowująca nie tylko tematyczny potencjał pracy Giacchino. Można odnieść wrażenie, że zarzucany jest tu pomost między przygodowym charakterem pierwszych odsłon Parku Jurajskiego, a strachem przed nieznanym. To właśnie dziesięciominutowy kawałek zamykający krążek jest moim zdaniem towarem eksportowym całej tej kompozycji. Utworem, do którego najczęściej będzie się powracać.

Nie mam również wątpliwości, że częściej powracał będę jednak do sequela Jurassic World. Lepiej rozpisany, przystępniej i milej dla ucha nagrany i przede wszystkim łatwiej nawiązujący kontakt z odbiorcą – są to trzy główne cechy Upadłego królestwa. I szkoda, że po raz kolejny próżno go szukać na naszym rynku w formie płytowej. Zastanawia mnie czemu nasz rodzimy Universal nie bierze pod swoje skrzydła soundtracków wychodzących z bliźniaczej wytwórni BackLot Music, pochodzącej przecież z tego samego koncernu... Na pocieszenie dodać mogę tylko to, że koszt sprowadzenia z USA przy obecnych cenach płyt w Polsce jest mniej więcej porównywalny. Może więc warto?



Inne recenzje z serii:
  • Jurassic Park
  • The Lost World: Jurassic Park
  • Jurassic Park III
  • Jurassic World
  • The John Williams Jurassic Park Collection

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. This Title Makes Me Jurassic (2:54)
    • 2. The Theropod Preservation Society (3:47)
    • 3. Maisie and the Island (2:07)
    • 4. March of the Wheatley Cavalcade (2:14)
    • 5. Nostalgia-Saurus (1:05)
    • 6. Double Cross to Bear (2:31)
    • 7. Lava Land (3:16)
    • 8. Keep Calm and Baryonyx (2:46)
    • 9. Go With the Pyroclastic Flow (3:43)
    • 10. Gyro Can You Go? (2:16)
    • 11. Raiders of the Lost Isla Nublar (3:20)
    • 12. Volcano to Death (1:38)
    • 13. Operation Blue Blood (3:43)
    • 14. Jurassic Pillow Talk (2:47)
    • 15. How to Pick a Lockwood (3:10)
    • 16. Wilting Iris (1:11)
    • 17. Shock and Auction (2:28)
    • 18. Thus Begins the Indo-Rapture (3:41)
    • 19. You Can Be So Hard-Headed (2:28)
    • 20. Between the Devil and the Deep Blue Free (3:29)
    • 21. There’s Something About Maisie (1:20)
    • 22. World’s Worst Bedtime Storyteller (2:27)
    • 23. Declaration of Indo-Pendence (4:02)
    • 24. To Free or Not to Free (3:00)
    • 25. The Neo-Jurassic Age (3:33)
    • 26. At Jurassic World’s End Credits/Suite (10:55)
    Czas trwania: 79:45
    Komentarze
    Adam Krysiński 2018-06-21
    23:01
    Majkel tyś mą miłością !
    Mystery 2018-06-22
    12:17
    Mocarna ściecha!
    Roman 2018-06-22
    15:08
    Przereklamowany jak Zimmer, ale ważne, że nie RCP.
    Bromski 2018-06-25
    14:49
    Mocarna ściecha! Gdyby tylko Giacchino potrafił lepsze tematy pisać to by była pięteczka.
    En-Lewanouskiego 2018-06-25
    16:07
    Ten soundtrack jest brutalniejszy od oglądania meczu polskiej reprezentacji xD

  • Jurassic World: Fallen Kingdom (Jurassic World: Upadłe królestwo)

    Kompozytor:

    • Michael Giacchino

    Dyrygent:

    • Ludwig Wicki

    Orkiestrator:

    • Jeff Kryka

    Wykonawcy:

    • London Metropolitan Orchestra
    • London Voices

    Wydawca:

    • Back Lot Music (2018)

    Producent:

    • Michael Giacchino

    R E K L A M A






    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie