Szukaj: w


recenzje

Mummy Returns, the - Expanded Edition (Mumia powraca)



Musiała powrócić. Nie było innej opcji. Po dosyć niespodziewanym, ale sporym sukcesie Mumii z 1999 roku, Stephen Sommers dostał od decydentów studia Universal Pictures zielone światło na realizację kolejnej części. Pomysł na takową rodził się już na planie widowiska traktującego o przygodach Ricka i Evy, więc ubranie wszystkiego w pełnokrwisty scenariusz nie zajęło zbyt dużo czasu. Do realizacji przystąpiono stosunkowo szybko, oddając gotowy produkt równo dwa lata po premierze pierwszego filmu. Mumia powraca (The Mummy Returns) okazała się dokładnie takim samym kasowym hitem, jak poprzednia część, choć pod względem artystycznym dawała krytykom już większe pole do dyskusji. Nie negowano stojącej na wysokim poziomie rozrywki i świetnej chemii panującej miedzy aktorami, ale sporo gorzkich słów padło pod adresem wizualiów. Zarzucano reżyserowi zachłyśnięcie się możliwościami, jakie dawała animacja CGI i gdy spojrzymy na efekt końcowy trudno się z tym nie zgodzić. Film przeładowany jest efektami i animowanymi postaciami, które przez te niespełna 20 lat okropnie się zestarzały. Sama fabuła skonstruowana jest w taki sposób, aby tworzyć jak najwięcej przestrzeni do ukazywania epickich bitew, generowanych komputerowo krajobrazów i postaci. Mimo anachroniczności tych zabiegów, nie wpływają one na całościowy poziom rozrywki, jakie serwuje nam widowisko Sommersa. W dalszym ciągu jest to film, przy którym czas płynie wyjątkowo szybko w akompaniamencie świetnej i łatwo wpadającej w ucho muzyki.

Autor ścieżki dźwiękowej do pierwszej Mumii, Jerry Goldsmith, kategorycznie odmówił powrotu do sequela. Nie to, żeby Sommers ubolewał z tego powodu. Na zapleczu miał bowiem nie mniejszy talent, który aż rwał się do pracy. I prawdopodobnie to Alan Silvestri tworzyłby oprawę muzyczną do pierwszej Mummi gdyby nie splot niekorzystnych zdarzeń, które już na etapie poszukiwania kompozytora do Śmiertelnego rejsu przekreśliły udział Amerykanina w tym projekcie. Silvestrii niejednokrotnie tego żałował, ale propozycją przejęcia po Goldsmithie drugiej Mumii powetował sobie to z nawiązką. Kompozytor dostał bardzo dużą swobodę w kreowaniu tematyki i stylistyki ścieżki dźwiękowej, choć już we wstępnych rozmowach jasnym było, że reżyser oczekuje monumentalnej, napisanej w oldchoolowym stylu, partytury. Powrót do sporządzonych przez Goldsmitha tematów nie był obligatoryjny, więc Silvestrii postanowił obrać nieco inny kierunek. Prawdę powiedziawszy był przytłoczony ciężarem i tonem muzyki swojego poprzednika. Nijak przystawała ona do konwencji, jaką obrał w sequelu Stephen Sommers – zwłaszcza w kontekście relacji Ricka i Evy z ich synem. Luźniejsza formuła przy jednoczesnej intensyfikacji w zakresie dynamiki akcji skierowały kompozytora w kierunku innych form. W kierunku stylistyki, której tylko o krok od swashblucklerowej frywolności. Czuć to nie tylko w przygodowej, łatwo wpadającej w ucho, melodyce, ale i w sposobie wykonania i zagospodarowania filmowej przestrzeni. Silvestrii ubiera w muzyczne szaty niemalże każdą minutę tego intensywnego widowiska, serwując odbiorcy niezwykle polichromatyczną ilustrację. Genialnie odnajdującą się w tym mitycznym, choć głęboko zanurzonym w kinie nowej przygody, świecie.

Głównym sprawcą sukcesu całej ścieżki dźwiękowej była nośna tematyka, bez której ta muzyka byłaby tylko ścianą dźwięku. Paradoksalnie proces powstawania takowej nie był wcale taki prosty. Swoboda jaką otrzymał Silvestrii okazała się zgubna. Kiedy na trzy tygodnie przed planowanym nagraniem odwiedził go reżyser wraz z producentem, kompozytor był praktycznie na finiszu swoich prac. Ale reakcja pracodawców na zaprezentowany materiał daleka była od względnej satysfakcji. Poprawki nanoszono nawet podczas sesji nagraniowej w Londynie. Tam nikt już nie wątpił, że oto powstała jedna z najbardziej okazałych prac w dorobku Alana Silvestriego. Jej wyjątkowość polega nie tylko na niezwykłej polichromatyce i tematyczno-aranżacyjnej wielopłaszczyznowości. Również w kwestii wykonawczej, która dodatkowo stymulowała muzyków. Całą, ponad 100-osobową orkiestrę oraz 60-osobowy chór zgromadzono bowiem w jednym pomieszczeniu, gdzie kawałek po kawałku powoływano do życia prawie 120-minutowy score. Efektem tego jest bombastyczna, tętniąca życiem, ścieżka dźwiękowa, zaliczana do grona największych highlightów w karierze Silvestriego. Tym samym jedna z ostatnich tak porywających pod względem tematycznym i wykonawczym u tego kompozytora.


Aż szkoda, że przełożenie tego wszystkiego na album soundtrackowy spotkało się z tyloma problemami natury logistycznej i czasowej. Odcięły one producentów albumu od sporej części nagrywanego w tym samym czasie materiału. I to tego najciekawszego, opisującego finalny akt widowiska z epicką bitwą z armią Anubisa. Z punktu widzenia odbiorcy cała sytuacja wydaje się kuriozalna, ponieważ pośpiech w jakim układano treść krążka przełożyła się na jego finalną jakość i odbiór. Skrzętnie budowane napięcie z okazjonalnymi, świetnymi akcentami akcji, nie znajduje tutaj swojego ujścia w postaci mocarnego finału oraz kapitalnej fanfary z napisów końcowych. Zamiast tego, naprędce przygotowano siedmiominutową suitę grupującą usłyszane wcześniej fragmenty. Nie dziwne, że miłośnicy ilustracji Silvestriego z wielką niecierpliwością czekali na jakiejś wydawnicze rozszerzenie. Tym bardziej, że krążący po sieci bootleg zawierający kompletny score skutecznie ostrzył apetyty. I dopiero 17 lat po premierze Mumia powraca nakładem wytwórni Intrada Records na rynku ukazało się dwupłytowe wydawnictwo zawierające kompletną partyturę i zestaw alternatywnych wersji niektórych utworów. Szczelnie wypełnione dwa krążki w asyście świetnej strony edytorskiej z obszernymi opisami procesów powstawania ścieżki – to idealna rekompensata błędów popełnionych w przeszłości. Ale czy te blisko 150-miunutowe słuchowisko nie przechyla szali na drugą stronę – w kierunku znużenia nadmiarem treści?

Istnieje takie prawdopodobieństwo, że niejeden odbiorca przygnieciony zostanie ciężarem tej monumentalnej pracy. Choć nie od razu Silvestri wytacza najcięższe działa. Pierwsza część filmu (poza intensywnym dosyć prologiem wprowadzającym nas zarówno w stylistykę jak i tematykę) stoi pod znakiem ustawicznego budowania napięcia – przygotowywania odbiorcy na to, co będzie istotą dynamicznych scen akcji. Nie będę się rozpisywał o utworach tego typu, które wyszczególnione zostały w recenzji regularnej edycji soundtracku. Scena pościgu autobusem ulicami Londynu, czy też odbicia Evy z rąk Imhotepa to klasa sama w sobie. I warto przy tej okazji nadmienić, że w wydaniu Intrady możemy usłyszeć filmowe wersje tych utworów. Na potrzeby soundtracku przeszły one drobną edycję, co wyraźnie pokazują dołączone w formie bonusów te właśnie utwory. Abstrahując jednak od tych technicznych detali, pomiędzy świetnie zaaranżowanymi monolitami muzycznej akcji z pierwszego dysku czai się wiele krótszych fragmentów – nie zawsze tak absorbujących, ale dających chwilę oddechu przed kolejnymi „ścianami dźwięku”. Do grona najbardziej wartych uwagi zaliczam sekwencję budzenia się bransolety, która wiąże klątwą młodego Alexa i początkowe fragmenty wizji Evy, które nie zostały opublikowane na krążku Decci. Niemniej jednak pierwszy dysk pozostaje tą częścią słuchowiska, która najmniej zyskuje na rozszerzeniu proponowanym nam przez Intradę.

Prawdziwych fajerwerków powinniśmy oczekiwać na drugim krążku, kiedy akcja przenosi się do świątyni w okolicach Ahm Shere. Po ataku krwiożerczych mumii-pigmejów właściwie pozostała część ścieżki dźwiękowej aż do jej spektakularnego finału w napisach końcowych to niepublikowany wcześniej materiał. Uwagę zwraca nie tylko monstrualna sekwencja bitewna z armią Anubisa, ale i rytmiczne melodie ilustrujące potyczkę Ricka z królem Skorpionem i Evy z Anck-su-namun. Pędząca na zabój orkiestra wspierana jest przez apokaliptyczny w brzmieniu chór. Jeżeli zaś chodzi o tematyczną treść, to nie ma tu większych zmian podług tego, co mogliśmy usłyszeć we wcześniejszych utworach. Zgromadzona paleta melodyczna jest sprawnym narzędziem w opowiadaniu tej dynamicznie zmontowanej, bitewnej sekwencji. A wszystko zmierza do przysłowiowej wisienki na torcie, czyli dwuminutowej, skocznej aranżacji tematu przewodniego w napisach końcowych. Tematu owianego płaszczykiem bliskowschodniej etniki. Osobiście zaliczam ten utwór do grona najlepszych jakie kiedykolwiek wyszły spod ręki Silvestriego. Szkoda, że nie miał on okazji wybrzmieć na regularnym wydawnictwie.

I to właśnie fragmentom tego osłuchanego już krążka poświęcony jest zbiór bonusów, jakie wypełniają przestrzeń drugiego krążka. Poczynione zmiany są naprawdę śladowe, stąd doszukiwanie się szczegółów może przysporzyć nie lada problemu. W wydaniu Intrady nie mogło również zabraknąć piosenki promującej widowisko wykonanej przez grupę LIVE oraz siedmiominutowej suity, która skonstruowana została na potrzeby albumu z 2001 roku. Wszystko to sprawia, że miłośnik tej partytury może dojść do wniosku, że tak naprawdę regularny soundtrack nie jest mu do niczego potrzebny. Czyżby?

Skoro otrzymujemy wszystko cokolwiek w filmie wybrzmiało wzbogacone o zestaw alternatywnych miksów poczynionych na potrzeby komercyjnego wydawnictwa, to nie widzę sensu zagracania półki zbędnym produktem. Natomiast Ci, którzy mieli już problem z albumem Decci prawdopodobnie w ogóle nie powinni sięgać po tego kolosa. Mimo wszystko jest to partytura, do której poziomu mało która współczesna praca Silvestriego doskakuje. Miło tak powspominać czasy, kiedy temu kompozytorowi jeszcze się chciało...


Inne recenzje z serii:
  • The Mummy
  • The Mummy - Expanded Edition
  • The Mummy Returns

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    CD 1:
    • 1. Opening (4:53)
    • 2. Tomb Raider Rick (1:30)
    • 3. Been Here Before (2:46)
    • 4. I Just Had A Vision (1:39)
    • 5. Sling Shot Marksman (0:19)
    • 6. Scorpion Shoes (4:24)
    • 7. Loch-Nah And Meela (1:10)
    • 8. Imhotep Unearthed! (3:15)
    • 9. Just An Oasis (1:23)
    • 10. Bad Guys To The Manor (0:32)
    • 11. Bracelet Awakens (1:27)
    • 12. Have I Kissed You? (0:55)
    • 13. Meet Meela (Revised) (0:54)
    • 14. Evy Kidnapped (Revised) (6:09)
    • 15. Rick’s Tattoo (2:02)
    • 16. Imhotep Reborn! (2:40)
    • 17. My First Bus Ride (Revised) (7:43)
    • 18. The Mushy Part (2:40)
    • 19. Train Chapter (Film Version) (5:51)
    • 20. Medjai Commanders (1:13)
    • 21. Dirigible Montage (0:54)
    • 22. I Want Him Back (1:04)
    • 23. Flush Of Freedom (1:50)
    • 24. Tsk Tsk (0:24)
    • 25. Evy’s Flashback Swordfight (2:30)
    • 26. Flashback Finale (4:02)
    • 27. What? No Ice? (0:29)
    • 28. Sandcastles/Breadcrumbs (3:25)
    • 29. Canyon Deluge (2:18)
    CD 2:
    • 1. Pygmy Territory (1:53)
    • 2. Something Is Coming! (2:04)
    • 3. Pygmy Attack (3:31)
    • 4. More Pygmies (1:41)
    • 5. Racing The Sun! (0:54)
    • 6. Evy Dies (3:27)
    • 7. Curator’s Bad Idea (1:28)
    • 8. Sand Warriors (2:40)
    • 9. Gong (0:19)
    • 10. Rick Battles Imhotep (6:55)
    • 11. False Victory (Revised) (4:46)
    • 12. Wrong Girlfriend (Revised) (1:52)
    • 13. Happy Ending (4:07)
    • 14. The Mummy Returns – End Credits (2:29)
    • 15. Forever May Not Be Long Enough (Performed by LIVE) (3:47)
    The Extras:
    • 16. Meet Meela (Original) (0:54)
    • 17. Evy Kidnapped (Original) (5:54)
    • 18. My First Bus Ride (Original) (7:42)
    • 19. Train Chapter (Album Version) (5:32)
    • 20. False Victory (Original) (4:49)
    • 21. Wrong Girlfriend (Original) (1:46)
    • 22. The Mummy Returns (7:42)
    Czas trwania: 147:27
    Komentarze
    lukasz22 2018-07-31
    18:27
    Świetna recka, zgadzam się ze wszystkim. Wydanie to jest rzeczywiście mocnym kolosem, w dodatku bardzo głośno nagranym i dla tych co słuchają na słuchawkach (czyli takich jak ja) może wydawać się meczący i co jakiś czas trzeba sobie chwilę odsapnąć, ale mimo wszystko jest to jeden z lepszych scorów Alana na pewno. Na dodatek dźwięk jest pięknie odczyszczony i wszystko brzmi wyraźnie i solidnie. Polecam!
    Zibi 2018-08-01
    13:59
    Jak to mówią - "od przybytku głowa nie boli", więc ilość materiału na płycie sama się broni... Perełka do kompletu z częścią pierwszą!
    Zibi 2018-08-01
    13:59
    Jak to mówią - "od przybytku głowa nie boli", więc ilość materiału na płycie sama się broni... Perełka do kompletu z częścią pierwszą!

  • Mummy Returns, the - Expanded Edition (Mumia powraca)

    Kompozytor:

    • Alan Silvestri

    Dyrygent:

    • Alan Silvestri

    Orkiestrator:

    • Mark McKenzie
    • David Slonaker
    • Williams Ross

    Wykonawcy:

    • Sinfonia of London Orchestra and Chorus

    Wydawca:

    • Intrada (2018)

    Producent:

    • Alan Silvestri

    R E K L A M A








    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie