Szukaj: w


recenzje

Wild, the (Dżungla)


Tendencyjność dotyka ostatnio każdej sfery kinematografii, nawet animacji. Po krótkotrwałym zachłyśnięciu się widowni nowoczesną technologią komputerową, która zepchnęła tradycyjną “rysowaną” klatkę na mało znaczący margines, nastał długotrwały okres letargu w wyobraźni filmowców. Efektem tego jest coraz liczniejsze pakowanie w błyszczące sreberko przeżutych do granic możliwości historii i wypuszczanie ich do kin. Inne skojarzenia nie przychodzą mi do głowy “podziwiając” najnowszy produkt Walta Disney'a, Dżungla opowiadająca o przygodach zwierzaków z zoo w mieście. Kto choć trochę orientuje się we współczesnej kinematografii zdołał zauważyć, że równo rok wcześniej podobny film pokazało Deamworks. “Podobny” to może sformułowanie odrobinę na wyrost, bo Madagascar w przeciwieństwie do swojej kopii oglądało się naprawdę przyjemnie. Już nawet humorystyczny polski dubbing nie nadrobił kiepskiego scenariusza...

Tendencyjność zdaje się udzielać na każdej płaszczyźnie obrazu Steve'a Williamsa, także w muzyce autorstwa Alana Silvestriego. Słuchając Dżungli w głowie kołatało mi się jedno fundamentalne pytanie: “czy selfplagiatyzm jest chorobą zakaźną”? Darując sobie wycieczki do najbliższej stacji sanitarno-epidemiologicznej wywnioskowałem, że raczej tak. Zjawisko “horneryzmu” coraz częściej dotyka sławy zachodniej muzyki filmowej w tym także Alana Silvestriego, który od dobrych kilku lat nie potrafi wyjść z klatki którą sobie przez przypadek sporządził. Właściwie z partytury na partyturę jest coraz słabiej pod tym względem. Wyjątek od tej reguły stanowi chyba tylko Ekspres Polarny, który pomimo braku większej oryginalności bronił się jeszcze świetną tematyką i klimatem. A co z Dżunglą? No cóż. Tak wtórnej ścieżki u Silvestriego dawno nie słyszałem. Podsumować ją można czterema tytułami: Mumia Powraca, Lilo i Stitch, Ekspres Polarny i Van Helsing... ot takie popłuczyny po wyżej wymienionych ścieżkach.

Pisząc o Dżungli grzechem byłoby nie wspomnieć słowem o jej relacjach na tle z Madagascarem. Muzyka Silvestriego jak i Zimmera ma to do siebie, ze nawet dobrze się tego słucha w połączeniu z obrazem. Te całe wariacje orkiestrowe zakrawające miejscami o muzyczny komizm uprzyjemniają oglądanie filmu dodając mu nieraz odrobiny dynamizmu. Wyjęte z kadru gubią się totalnie w potoku dźwięku zniechęcając do dalszego słuchania po zaledwie 2-3 utworach. Soundtrack z Madagascaru jako typowy produkt marketingowy uniknął porażki zestawiając w sobie zaledwie drobną część “original score”. W przypadku Dżungli jest nieco inaczej. Z zawartej nań półgodzinnej partytury Silvestriego wychodzą na wierzch wszystkie mankamenty z jakimi się boryka, między innymi te dotykające kwestii oryginalności. Zresztą zabiegi marketingowe dotknęły również Dżunglę, czego wyraźnym przykładem jest umieszczenie przez wydawców trzech piosenek na albumie nijak koegzystujących z muzyką Silvestriego. Tym oto sposobem do ścieżki dźwiękowej wdarła się tandeta i nieład. Ale powróćmy do samego “original score”.

Silvestri jako jeden z czołowych murarzy muzycznych Hollywood stawiających solidne ściany dźwiękowe gdzie tylko zawita. Postawił nam jedną i w Dżungli. Na przedmurzu tej ściany umieścił tematykę w skład której wszedł jeden temat główny i kilka motywów pobocznych, pojawiających się w zależności od miejsc i osób które opisują. Temat przewodni - podniosłe fanfary dopadające słuchacza już na wstępie Tales From The Wild - to nic innego jak wyprana wersja tematu pociągu z Ekspresu Polarnego. Tak jak w swoim “pierwowzorze” przyjmuje charakter konstrukcji na której Silvestri buduje muzykę akcji – hegemona partytury. Action-score to błogosławieństwo i zarazem przekleństwo Dżungli. Jako ilustrator luźnego filmu, budowany na pełnej orkiestrze z wysuwającą się na czoło sekcją dętą, dostarcza słuchaczowi sporej dawki rozrywki. Z drugiej strony z niej właśnie wypływa cały problem oryginalności kompozycji. Silvestri nie ogranicza się w niej bowiem do zwykłego zapożyczania schematów. Kopiuje po prostu całe frazy, czego będziemy doświadczymy w prawie każdym utworze. Poza akcją funkcjonuje jeszcze bardzo uboga, ograniczona do sampli elektronicznych stymulujących bębny i tamburyna etnika.

Nic konkretnego nie wyniosłem z Dżungli... no może lekki ból głowy spowodowany nadmierną ilością skrajnie zróżnicowanego dynamicznie dźwięku. Ten score to 30minutowa sztampowa do granic możliwości łupanka orkiestrowa opatrzona hollywoodzkim plastikiem emocjonalnym. Jedyne co możemy w niej podziwiać to orkiestracje Davida Slonakera, które co jak co stoją na wysokim poziomie. Ale nawet taki “produkt” jak Dżungla znajdzie swoich amatorów. Będą nimi wyznawcy Alana Silvestriego lub cząstka społeczeństwa, która z wypiekami na twarzy śledziła losy disneyowskich zwierzaków. Warto jeszcze na koniec zadać sobie pytanie: “Czy Silvestriego stać jeszcze na jakąś innowacyjną muzykę?” Najbliższe lata pokażą aczkolwiek droga jaką podąża kompozytor nie wróży nadziei.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Real Wild Child [wyk: Everlife] (3:16)
  • 2. Good Enough [wyk: Lifehouse] (5:11)
  • 3. Big Time Boppin' (Go Man Go) [wyk: Big Bad Voodoo Daddy] (2:59)
  • 4. Really Nice Day [wyk: Eric Idle/John Du Prez] (2:00)
  • 5. Tales from the Wild (3:56)
  • 6. You Can't Roar (3:54)
  • 7. Lost in the City (3:31)
  • 8. To the Wild (4:15)
  • 9. Alien Shores (2:59)
  • 10. The Legend in Action (3:32)
  • 11. The Mythology of Nigel (3:22)
  • 12. The Ritual (3:24)
  • 13. Found Our Roar (2:47)
  • 14. Really Nice Day (Finale) [wyk: Eric Idle/John Du Prez] (2:02)
Czas trwania: 47:06
Komentarze
Iga 2008-08-31 11:46
film jest naprawdę fajny. dzięki za tytuł piosenki, gdy wjeżdżają do miasta w śmieciarce:) długo jej szukałam. to najlepsza piosenka Coldplay. pozdrawiam:)
natka 2009-01-30 21:14
Coldplay Clocks ( kiedy wyjeźdząją z miasta) a ja poszukuję fragmentu kiedy franek patrzy się na bilboard z lwami. ;) POMOCY
NatkaPietruszki 2009-01-31 11:57
niech ktoś mi poda nazwę piosenki tej co benek śpiewa żyrafie... proszę...
Shanhaevel 2009-02-01 21:28
Jeśli myślimy o tym samym, to fragmentowi, w którym Franek (choć osobiście wolałbym powiedzieć Ryan) patrzy się na billboard z lwami, towarzyszy utwór pt. "Good Enough", zespołu Lifehouse (chyba). I jest to (według mnie), obok właśnie "Clocks", jeden z tych utworów, za sprawą których owe fragmenty, którym te utwory towarzyszą, zyskują naprawdę niesamowitą głębię i wywołują bardzo silne emocje. Ja osobiście zapoznałem się z tymi utworami dopiero oglądając "Dżunglę" (wiem, aż wstyd się przyznać) i w dużej mierze właśnie z tego powodu film ten tak bardzo zwrócił moją uwagę ... choć nie tylko. Bo jeżeli idzie o utwory instrumentalne stricte powiązane z filmem, to niestety nic specjalnie ani w moim sercu, ani nawet w pamięci się nie zapisało, że tak powiem ... niestety. Owszem, coś tam grało :-), ale niczym specjalnym się nie wyróżniało. Niemniej ocena moja właśnie za te dwa utwory ... pamiętam, jak po raz pierwszy oglądałem ten film, to w momencie kiedy bohaterowie jechali w śmieciarce, a w tle słychać było "Clocks", poczułem się niemal, jakbym naprawdę tam był i razem z nimi jechał przez Nowy Jork. Coś niesamowitego ! Także gdybym miał oceniać tylko te fragmenty, którym towarzyszą omawiane tu dwa utwory, dałbym najwyższą notę bez wahania. A tak to za całość jest jak jest ... i tak dość wysoko IMO. Pomijam już fakt, że są tylko dwa takie filmy (biorąc pod uwagę cały dorobek kinematografii !), którym ja osobiście za muzykę mógłbym z całym szacunkiem wystawić najwyższą ocenę ... choć byłaby to tylko nic nie znacząca cyfra, jako że są mi one tak bliskie, że żadne noty nie wyraziłyby tego, jak bardzo je cenię (nie tylko muzycznie). Ale to już zupełnie inny temat.
Jerba 2009-02-18 17:07
Piosenka kiedy Benek wyznaje miłość żyrafie to Minnie Ripperton - Loving You
Milenkq 2009-06-04 19:46
a jak sie nazywa piosenka jak ten maly lew wyjechal?
lu 2009-07-28 21:58
to pooglądaj britney śpirs, pseudokrytyku ty
adrian 2013-01-03 22:02
a jak się nazywa ta piosenka co franek idzie i ma przed sobą tablice z jego tatą
Koxu12 2013-01-25 17:15
Jak się nazywa muzyka co oni Jadą śmieciarką przez Miasto
Mieszko 2013-09-27 09:29
Przyłączam się do recenzenckiej krytyki. Dalszy komentarz wydaje mi się zbędny.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 10 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Wild, the (Dżungla)

Kompozytor:

  • Alan Silvestri

Dyrygent:

  • Alan Silvestri

Orkiestrator:

  • David Slonaker

Wydawca:

  • EMI (2006)

Producent:

  • Chris Montan

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie