Szukaj: w


recenzje

Kantata o Wolności / Oratorium 1956


Bardzo często wielcy kompozytorzy muzyki filmowej prowadzą podwójne życie muzyczne. Poza ilustrowaniem kolejnych filmów znanych reżyserów, komponują różnego rodzaju utwory okolicznościowe. Nieograniczeni obrazem wreszcie mogą wypowiadać się swobodnie. Problem w tym, że wielu z nich tego nie potrafi. Wolą kryć niedostatki swego talentu za pięknymi ujęciami, błyskotliwą grą aktorską, dynamicznym montażem. Nic więc dziwnego, że o tym czy twórca jest prawdziwym artystą decyduje dopiero dzieło nieskrępowane, dzieło niefilmowe.

Jan A. P. Kaczmarek ostatnio aż dwukrotnie podejmował próby udowodnienia, iż poza tym że jest świetnym twórcą muzyki pod obraz, ma także coś do powiedzenia w dziełach autonomicznych. I choć ani "Kantata o Wolności", ani "Oratorium 1956" nie wyznaczają nowych muzycznych szlaków, to jednak bez wątpienia są potwierdzeniem wszechstronności i naturalnego talentu autora Marzyciela

O ile pisząc Oratorium 1956 kompozytor miał już przetarte szlaki, o tyle Kantata o Wolności wiązała się z wejściem na nieznany, odmienny od filmowego grunt. Niepokój dodatkowo wzmagała ogromna medialna presja związana z prestiżem, jaki niósł utwór zamówiony przez Marszałka Województwa Pomorskiego z okazji 25 rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ "Solidarność".

Wybór Kaczmarka na kompozytora nie powinien jednak dziwić. Choć przed powstaniem dzieła, na giełdzie dziennikarskiej wymieniano różne nazwiska (od Wojciecha Kilara, Henryka Mikołaja Góreckiego, Krzysztofa Pendereckiego, po Jana Kantego Pawluśkiewicza i Michała Lorenca) to jednak splendor jaki spłynął, na urodzonego w Koninie, twórcę po otrzymaniu Oskara, zapewne ostatecznie przekonał zleceniodawców o słuszności wyboru.

Kaczmarek z entuzjazmem przyjął zamówienie, gdyż jak mówi zawsze czuł się związany z ruchem solidarnościowym. Wykonany 31 sierpnia 2005 roku na Placu Trzech Krzyży w Gdańsku, dedykowany Ojcu Świętemu utwór, okazał się sukcesem zarówno artystycznym (pochlebne recenzję we wszystkich niemal krajowych dziennikach) jak i medialnym. Czy jednak słusznie? W naszym mniemaniu odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna.

Żeby zrozumieć, czym właściwie jest kantata wyjdźmy od pojęcia. Jak pouczają nas encyklopedie kantata: jest to wokalna niesceniczna forma muzyczna składająca się z wielu części, w tym z: arii, recytatywów, duetów, ritornelów instrumentalnych i chórów. Kaczmarek jak najbardziej zachowuje tutaj formę znaną z definicji. Poza 123 osobową Orkiestrą Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod batutą Michała Nestorowicza i 100 osobowym chórem w prawykonaniu wzięło udział także dwoje solistów (Agnieszka Tomaszewska i 12 letni Konrad Janiak). Ponieważ kantata upamiętnia konkretne wydarzenie, ma więc fabularny przebieg. Z tegoż powodu partie śpiewane przez chór i solistów oparte są o teksty skompilowane z trzech źródeł: z cytatów z Jana Pawła II, z haseł znanych z transparentów strajkujących, oraz z tekstów polskich poetów romantycznych. Dzięki temu możemy w "Kantacie…" odnaleźć coś więcej niż tylko muzyczny nastrój opisujący tamte burzliwe czasy.

Odczytanie sensu fabularnego Kantaty… każdemu uważnemu słuchaczowi nie powinno nastręczać trudności. Kompozycję zaczyna utwór Stocznia. Kaczmarek dzięki pulsującej sekcji smyczkowej tworzy klimat zwartej, równej, szczęśliwej pracy. Można tu wyczuć oddech morskiej bryzy i monotonie codziennej harówki. Jak mówił sam kompozytor chodziło mu o ukazanie tego co działo się przed zawiązaniem "Solidarności". Stąd pod koniec utworu zauważamy tzw. temat buntu. Jeszcze nie do końca wykształcony (swój wybuch będzie miał dopiero w Wolność Równość, Solidarność), ale dający nam wyraźnie do zrozumienia, że oto w sercach zwarcie i równo pracujących robotników, zasiane zostało ziarno sprzeciwu, które już niedługo zakiełkuje.

O ile Stocznia była muzycznym spojrzeniem na robotników, o tyle Nie Bój Się Nie Lękaj zwraca się w stronę rodzin polskich bojowników o wolność. Nie bez znaczenia jest fakt, iż pełne nadziei i otuchy słowa Jana Pawła II wyśpiewują chłopiec i kobieta. Brak tutaj głosu męskiego. Jak tłumaczył kompozytor chodziło mu o ukazanie sytuacji rodziny niepełnej, w której ojciec, współczesny powstaniec, nie może być z bliskimi (został zatrzymany, strajkuje, a może zginął?). I to właśnie tej nieszczęśliwej rodzinie kompozytor dodaje otuchy i wiary słowami Wielkiego Polaka, zupełnie jak 25 lat temu młody i pełen werwy papież dodawał otuchy nam wszystkim.

Chyba najbardziej dynamiczną, zarówno pod względem fabularnym jak i muzycznym jest kompozycja Wolność, Równość, Solidarność. Jest to specyficzny dialog dwóch tematów, dialog będący odzwierciedleniem buntu. W pełnej krasie pojawia się tu sygnalizowany w Stoczni temat, wykrzykujący pozornie przyziemne potrzeby – "Chcemy Chleba". W utworze zwraca szczególnie uwagę jego hasłowa konstrukcja, idealnie odwzorowująca nastroje panujące wówczas na ulicach polskich miast. Nastroje, które choć połączone jedną ideą, to jednak w swym wyrazie będące bardzo różnorodne (stąd zapewne opcja dialogu dwóch tematów muzycznych).

O ile utwór Wolność, Równość, Solidarność, był wspaniałym dynamicznym zrywem, o tyle Wołam z Wami Wszystkimi jest raczej, długą medytacją nad nieuchronnością zdarzeń. W warstwie tekstowej oparta o słynne cytaty z homilii Jana Pawła II (padają tu między innymi słowa: "Niech stąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi") utwór jest lirycznym komentarzem mówiącym o słuszności racji walczących. Co ciekawe znów pojawia się temat buntu, sugerujący iż poza sprzeciwu, obojętnie jaki by nie był, zawsze ma rację bytu.

Ostatnią kompozycją trwającej nieco ponad 30 minut "Kantaty o wolność" jest monumentalny finał Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy. Bez dwóch zdań jest to najlepszy utwór tej partytury. Pełen mocy (tutaj dopiero czuć 100 osobowy chór i wielką orkiestrę) ze świetnym, niezwykle nośnym tematem są należytym hołdem złożonym całemu ruchowi solidarnościowemu. Hołdem pokazującym jak silny potrafi być duch, gdy walczy się wspólnie i solidarnie o wolność.

"Kantata o Wolności" jest dowodem na to, iż Jan A. P. Kaczmarek to twórca dojrzały, artysta który potrafi wyjść poza kino i stworzyć coś nieco odmiennego. I choć cały czas czujemy, że kompozytor jest przede wszystkim autorem muzyki filmowej (widoczne charakterystyczne myślenie obrazowe, fabularność i wreszcie zapożyczanie tematów z poprzednich dzieł – Całkowite zaćmienie, Plac Waszyngtona), to jednak "Kantata…" pokazuje, że Kaczmarek ma jeszcze dużo do powiedzenia, także w przestrzeni pozafilmowej.

Po sukcesie artystycznym i znacznie większym medialnym jakim okazała się Kantata o Wolności długo nie trzeba było czekać na kolejną tego typu kompozycję. Idąc w ślady władz województwa pomorskiego, które zamówiły u Jana A. P. Kaczmarka utwór upamiętniający zwycięstwo Solidarności, prezydent Poznania zwrócił się do kompozytora o napisanie podobnej partytury, tym razem wspominającej wydarzenia z czerwca 1956 roku i hołdującej ofiarom represji jakie spadły wtedy na robotników Poznania. Oba utwory, mimo że różne wymową i charakterem sprowadzają się do wspólnego mianownika jakim są dwa wielkie epizody zapisane w historii naszego kraju okresu PRL. O ile Kantata w stosunowo entuzjastyczny sposób opowiadała o pierwszym zwycięstwie ludu nad ciążącym nań aparatem komunistycznym, Oratorium jest już utworem o wiele bardziej poważnym, zmuszającym do refleksji nad dramatem jaki odbył się w 1956 roku nie tylko w Polsce, w Poznaniu, ale i na Węgrzech.

Jak sam kompozytor przyznaje, poszukując inspiracji sięgał do wielu zapisków historycznych mówiących o tamtejszych wydarzeniach, odnosił się do relacji uczestników zajść, przemówień ówczesnych władz komunistycznych, prac fotograficznych, materiałów archiwalnych opozycji, a także wspomnień matki chłopca zabitego podczas zamieszek, Romka Strzałkowskiego. Powstała w wyniku tego praca, za pomocą muzyczno-lirycznej symboliki w poruszający i przemyślany sposób opowiada nam o dramatycznych wydarzeniach z 1956 roku. Pompa z jaką wcielono w życie to muzyczne przedsięwzięcie zadziwia niemniej niż ono samo. Oratorium wykonała 120-osobowa orkiestra z towarzyszącym jej 200-osobowym chórem i 3 solistami. Siła jaka przelewa się z tak licznej grupy wykonawców uderza ze zdwojoną siłą, zwłaszcza, że Oratorium 1956 jest dziełem nastawionym na wywoływanie skrajnych emocji: począwszy od pewności siebie i odwagi, poprzez niewysłowiony żal i smutek, a skończywszy na budującej ducha nadziei.

Partyturę otwiera Poranny Polonez podzielony na kilka epizodów, każdy symbolizujący inną część dramatu jaki rozegrał się 28 czerwca. Na samym początku raczeni jesteśmy przybierającym na sile z minuty na minutę patetycznym polonezem symbolizującym stawiających opór robotników. W miarę trwania utworu pomiędzy nuty zaczynają wkradać się króciutkie frazy, częstokroć opierane na atonalnych melodiach tak dobrze obrazujących niepokój niesiony przez władzę komunistyczną. Dopełnieniem muzyki są tu cytowane przez chór słowa Józefa Cyrankiewicza, mówiące o nieugiętej polityce Partii wobec oporu. Druga połowa Porannego Poloneza stoi pod znakiem symbolicznej batalii pomiędzy tymi dwoma muzycznymi schematami. Batalii wyrażanej nawrotami poloneza coraz bardziej patetycznego, oprawianego fantazyjnymi orkiestracjami i chórem oraz nostalgicznym finałem w kształcie arabskiego wokalu oprawionego minimalistycznymi smyczkami w tle. Trzyminutowy wokal Sussan Deyhim otwiera furtkę do smutnego i poruszającego Trenu dla Romka, wyrażającego poprzez liryczno-melodyjny mariaż nie tylko dramat jednostki-ofiary zamieszek, ale i rodziny pogrążonej w bólu po stracie bliskiej osoby.

Na kilkanaście minut wdziera się muzyka o bardzo refleksyjnym zabarwieniu, którego fundamentem jest wyjątkowo nostalgiczny, operowy wokal poetycko ujmujący fakty związane z tragedią jaka miała miejsce w Poznaniu. Przedłużeniem tego refleksyjnego tonu jest kolejna część Oratorium, Poznań-Budapeszt, przenosząca nas myślami do analogicznych, aczkolwiek o wiele krwawszych zajść na Węgrzech w październiku 1956 roku. Obok znanego nam z końcówki Porannego Poloneza wschodniego wokalu, słyszymy również śpiewane w oryginale przez chór fragmenty “Pieśni Narodowej” napisanej przez adiutanta generała Bema, Sandora Petofiego. Poprzez wybór zabarwionego patriotyczną wymową tekstu, Kaczmarek hołduje ofiarom stłumionego brutalnie powstania, które zaczęło się od złożenia kwiatów właśnie pod pomnikiem Bema.

Ostatnim aktem tej 38-minutowej partytury jest przesiąknięty nutką nadziei utwór Jednym Tchem. Orkiestra po kilkunastu minutach stonowanej gry powraca do życia, eksplodując raz za razem niesamowitym ładunkiem dźwiękowym i emocjonalnym. Kompozytor za pomocą wokaliz wtopionych w prozaiczną, ale świetnie orkiestrowaną melodię stara się nam powiedzieć, że pomimo tragedii 100 tysięcy mieszkańców Poznania, naród nie traci nadziei na przyszłe zwycięstwo. Wyrazem tego są powtarzane przez chór słowa “kiedyś zwyciężymy”. Muzyka z każdą chwilą nabiera coraz większej siły, by po 9 minutach pasjonujących pasaży finiszować potężnym chóralno-orkiestrowo-wokalnym crescendo.

Właściwie od strony artystycznej obie prace Kaczmarka prezentują się bardzo dobrze. Problemem jest sama stylistyka na jakiej Kaczmarek się opierał. Długie oddawanie się pracy filmowej odstawiło w nim nieco ilustracyjne podejście do podmiotu inspiracji. O ile w Oratorium przepełnionym operowymi formami wyrazu ten ślad zaciera się nieco, w Kantacie bardzo jest widoczny, Z jednej strony można chwalić kompozytora za takie a nie inne podejście, bowiem język filmowy jest przecież łatwiejszy do zrozumienia niż ten jakim posługiwali się niegdyś kompozytorzy klasyczni. Z drugiej strony nie unikniemy wrażenia powtórki z rozrywki, szczególnie w pojedynczych melodiach Kantaty tak silnie wzorowanych na kilku wcześniejszych pracach Kaczmarka. Niemniej jednak wrażenia jakie pozostawiają po sobie oba utwory są niebanalne i nawet wyraźne braki w oryginalności warstwy melodyjnej nie przysłaniają emocjonalnego charakteru obu partytur. Pytanie jakie nasuwa się na koniec, to czy prace te zostaną kiedykolwiek wydane? Szkoda byłoby, gdyby okazało się, że nie.

P.S. Dziękujemy Panu Janowi A. P. Kaczmarkowi i Pani Julii Michałowskiej za pomoc w stworzeniu tego tekstu.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Kantata o Wolności: Oratorium 1956: Czas trwania: 68:26
Komentarze
Babuch raz jeszcze 2006-09-19 15:52
Coś mi zrąbało komenta. W każdym razie sądzę że ocena jeden jest wyjątkowo krzywdząca dla Kaczmarka i tej kompozycji. Poza tym ludzie czy wy słyszeliście poza telewizją ten score??? Ta muzyka mimo iż ma w sobie posmak (i to duży) ilustracji filmowej, i bez wątpienia nie wytycza nowych horyzontów, naprawdę nabiera dużo w momencie gdy się ją dokładnie przesłucha, zanalizuje, rozbierze na części. Poza tym mówienie o kiczu w przypadku takiej kompozycji to jakaś paranoja. Panowie jeśli to nazywacie kiczem to ja tak określę wszystkie partytury Johna Williama, tylko dlatego że facet bazuje na tym co wcześniej stworzyli wielcy muzyki klasycznej. Sztukę od kiczu dzieli cienka granica i wszyscy to wiemy, ale jeśli ktoś ją przekracza to pracujący jak rzemieślnicy wyrobnicy zza oceanu. I tyle.
Lipko 2006-09-19 16:49
Trzeba panu Kaczmarkowi przyznać jedno - wie jak osiągnąć sukces medialny. Kiedy się tak rozejrzeć to na większości portali o muzyce filmowej pan Jan jest obecny już na pierwszej stronie. A to jednemu da fragmenty najnowszej płyty a to drugiemu płytę, która nawet nie wyszła... To się dopiero nazywa autopromocja. Niestety to jest także delikatne, ale jednak, wpływanie na ludzi zajmujących się recenzowaniem muzyki filmowej i w pewnym stopniu opiniotwórstwem w tej materii. Najlepszym tego przykładem jest ta recenzja. Z całym szacunkiem dla pana Tomasza ale fakt, że kompozytor użyczył mu tej płyty, na pewno wpłynął na ocenę końcową. No bo przecież jak wyglądało by to podziękowanie na końcu gdyby ocena ogólna była 2? Ja bym to zrozumiał jako "dziękujemy panu Janowi A.P. Kaczmarkowi za umożliwienie zjechania jego największych dzieł życia"...! Żaden recenzent nie jest aż takim samobójcą żeby mieszać z błotem pracę, którą dostał od samego kompozytora - zwłaszcza jeśli jest pierwszy od 50 lat polski zdobywca Oscara. Pan Jan jest tego doskonale świadomy i stara się nawiązywać kontakty z wszystkimi osobami odpowiedzialnymi za opiniotwórczość w materii muzyki filmowej w naszym kraju.

A piszę to wszystko z jednego powodu. Jak pokazują powyższe komentarze ani "Kantata" ani "Oratorium" nie są dziełami wybitnymi. A już na pewno nie "Oratorium", które pod pretekstem medytacyjnego i żałobnego charakteru po nieudanym powstaniu poznańskim, jest zwyczajnie nudne i bezbarwne. Byłem w dniu premiery tego dzieła w Poznaniu i jeszcze przed "Oratorium" miałem okazję słuchać dzieła o wiele piękniejszego niż to Kaczmarka. Była to chóralna msza autorstwa Jacka Sykulskiego! Po jej wysłuchaniu "Oratorium" wydało mi się ohydnym żartem Kaczmarka. Kiedy słuchałem tej muzyki miałem wrażenie że Kaczmarek mówi: "nieważne jaki bubel skomponuję to i tak będziecie zachwyceniu, bo mam Oscara. Po latach i tak z tej muzyki wszyscy będą pamiętali tylko to że skomponował ją Jan A.P. Kaczmarek - zdobywca Oscara".

Z kolei "Kantata..." faktycznie coś w sobie ma. Muzyka bardzo dynamiczna i wyrazista, ale i tematyka była inna. Powstanie Solidarności to był wielki zryw w historii Polski i wielkie zwycięstwo. Taka tematyka sugeruje muzyką bardzo podniosłą i chwytliwą. Kaczmarek opierając się na tym, stworzył muzykę bardzo poprawną. Niestety niczym ona nie zachwyca. Coś podobnego mógłby skomponować każdy polski kompozytor, który ledwo co skończył szkołę muzyczną...

I tutaj kolejna sprawa związana z najnowszą ścieżką Kaczmarka - "Kto nigdy...". Ona jest po prostu tragiczna. Kiedy jej słucham zastanawiam się dlaczego niektórzy uznają tego kompozytora za jednego z czołówki kompozytorów z Hollywood. Zastanawiam się dlaczego sam Kaczmarek w licznych wywiadach podkreśla że należy do owej czołówki. Mam wrażenie że woda sodowa porządnie strzeliła mu już do głowy i przesłoniła rzeczywistość! "Kto nigdy nie żył" to tragiczna muzyka, którą mógłby skomponować każdy mający w domu komputer i odpowiedni program. Nawet nie trzeba mieć szkoły muzyczej żeby coś takiego napisać. To nie jest ścieżka dźwiękowa godna zdobywycy Oscara. To jest kolejny przykład na to że Kaczmarek jest świadom tego że mając Oskara może zrobić byle bubla i wszyscy będą zachwyceni. A żeby być pewnym dobrych opinii to porozdaje kilka płyt największym polskim portalom o muzyce filmowej, da im kilka wywiadów i dobra prasa gotowa. Do mnie taki sposób komponowania muzyki filmowej nie przemawia.

I to by było na tyle z mojego wywodu. Jeśli kogoś obraziłem to przepraszam. Jaśli pan Kaczmarek to przeczytał i poczuł się urażony to nie przepraszam. Taka jest moja opinia i nawet gdybym dostał 100 płyt z dedykacją kompozytora, to go nie zmienię.

Pozdrawiam.
thedues 2006-09-19 17:38
Lipko chyba już wszystkim rozjasnił umysł. Nic dodać... Zgadzam się ze wszystkim.
Neptune 2006-09-19 18:37
Moim zdaniem bubel zasługuje na jedną gwiazdkę. Taka jest moja surowa ocena, z której się nie wycofam. Nigdy więcej podobnych "dzieł".
Łukasz Waligórski 2006-09-19 19:31
Do zainteresowanych... w tym tygodniu na kanale TCM są prezentowane filmy polecane przez Jana Kaczmarka... Wczoraj była to Odyseja Kosmiczna 2001, dzisiaj Casablanca... w każdym razie jak pewnie wiecie TCM pojawia się po 21:00 na kanale Cartoon Network. O tej 21:00 kompozytor opowiada od filmie który poleci. Dzisiaj dodatkowo o 22:45 będzie wywiad panem Kaczmarkiem.
Tomasz Goska 2006-09-19 19:34
Do Lipko: Z całym szacunkiem dla Twojej osoby, ale ja nie wystawiam ocen za płyty jakie leżą na moim biurki i za to od kogo je dostaję. Jeżeli podoba mi się oceniam wysoko, jeżeli nie, to po prostu mówie o tym w recenzji. Myślisz, że nie odważyłbym się zjechać Kantaty i Oratorium gdyby mi się nie podobały? Cóż, mało o mnie wiesz, bo tak na dobrą sprawę swoją działaność na tej stronie traktuję jako czystą przyjemmność i wielce się nie oprzejmuję, czy ten kompozytor czy inny będzie czytał to co piszę o jego pracach. Sprowadzasz wszystko do jednego mianownika, którym jest fakt, że ta muzyka ci się nie podoba. Masz do tego świete prawo, ale nie odmawiaj innym racji dla własnych osądów.

Co do "Kto nigdy nie żył" zgadzam się, muzyka jest bardzot kiepska, choć filmu jeszcze nie widziałem i nie oceniam jej udziału w nim.

Pozdrawiam
Olek Dębicz 2006-09-19 22:11
Moim zdaniem film "Kto nigdy nie żył..." jest żałosny i nie dziwię się, że nie zainspirował Kaczmarka. Z całego serca odradzam wydawanie pieniędzy na bilety do kina :).
Tomek 2006-09-19 23:07
Czytając niektóre komentarze, uderza jedna rzecz, która charakteryzuje nasz naród: ZAWIŚĆ. O wszystko: o talent, o sukces, o bycie medialnym, o to, że ktoś potrafił dać sobie radę w życiu. Żałosne. Gdyby Kaczmarek nie dostał tego przklętego złotego cielca to dziś więkzość z Was Wiecznie Niezadowolonych Malkontentów zadzierałaby nosa, że słuchacie i znacie Kaczmarka!, tego "naszego kompozytora niszowego"! Nie jestem fanem Kaczmarka, Kantatę oceniam na 5, dała mi dużo satysfakcji jako dzieło okolicznościowe.
Tomasz Goska 2006-09-20 09:48
Cóż, popieram słowa przedmówcy. Więcej w tym całym zamieszaniu jakiś własnych antypatii kierowanych zawiścią niż trzeźwego spojrzenia na prace Kaczmarka. Cóż...
Pokemon 2006-09-20 09:51
Nie rozumiem, jak to jest - słucha się dobrze ale ogólnie to jest do dupy. Nie jestem w stanie pojąć tego toku rozumowania. Ja jeżeli czegos słucham (oglądam) i uważam, że to coś mi się podoba to wtedy w głębokim poważaniu mam wady tego dzieła ( bo po co szukać wad w czymś co mi się podoba i tym samym odbierać sobie przyjemność?). Jeżeli dajmy na to podoba mi się Twierdza, to nie będę bluzgał, że zbyt Media Vanturowa, że gitary kiepskie i że nie wpletli świergotu ptaków - podoba mi się i tyle i wtedy dla mnie "poziom artyzmu" jest równie ważny jak kolejne zapewnienie o rozpisaniu nowych wyborów. Podobnie tutaj. Gdyby Kantatę napisał John Williams( ale wtedy nikt by pewnie nie ważył się jej objechać;D) podobała by mi się tak samo. Tu nie chodzi o nazwisko twórcy, zwłaszcza, że fanem Kaczmarka nie jestem i wciąż uważam, że Oscara powinien dostać Newton Howard:D. Po prostu ta kompozycja mi się podoba. PS. Oratorium chyba by mi się nie spodobało, bo po prostu nienawidzę wokaliz tej Deyhim czy jak ona tam - paskudztwo.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 9 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Kantata o Wolności / Oratorium 1956

Kompozytor:

  • Jan A. P. Kaczmarek

Dyrygent:

  • Michał Nesterowicz

Orkiestrator:

  • Jan A. P. Kaczmarek
    Marek Szpakiewicz

Soliści:

  • Agnieszka Tomaszewska (sopran)
    Konrad Janiak (sopran)
    Elźbieta Towarnicka (sopran)
    Sussan Deyhim (kontralt)

Wydawca:

  • Kompozytorskie Promo

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie