Szukaj: w


recenzje

007 - Tomorrow Never Dies (Jutro Nie Umiera Nigdy)


Przygody Jamesa Bonda to jedna z najdłuższych serii filmowych jakie kiedykolwiek spłodziła kinematografia. Wystarczająco długa, by za jakiś czas przypiąć jej status serialu, bowiem niemalże cyklicznie, co kilka lat przygody agenta 007 odżywają w kinach całego świata. Do tej pory powstało ich już 21 i jak domniemam na tym się nie skończy. Właściwie wielokrotnie już mówiono o domniemanym zakończeniu produkcji, jednakże chęć dobrania się do kieszeni widzów ciągle bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Nie dziwne zatem, że jakość „produktu” spada po równi pochyłej... odwrotnie proporcjonalnie do jego strony wizualnej, która stawia w niezręcznej sytuacji pierwsze filmy z tej serii. Amatorów taniej rozrywki nie trzeba szukać ze świecą, toteż każda kolejna część przygód Bonda znajdowała swoją widownię. Po efektownym Goldeneye przyszedł czas na jeszcze bardziej efektowne Jutro Nie Umiera Nigdy, które zyskało tym razem coś więcej niźli kolejną porcję wybuchów, strzelanin i pięknych kobiet. Zyskało w końcu godną oprawę muzyczną.

Stosunkowo ciężko jest mi wyrażać się jakkolwiek pozytywnie o muzyce Erica Serry do Goldeneye, bowiem ilekroć próbowałem mierzyć się z soundtrackiem, tylekroć przegrywałem, gubiąc się gdzieś po drodze w gąszczu syntetycznego dźwięku w jakim roztapiał się album. Wrażenia wyniesione z filmu też nie napawały zbytnim optymizmem. Cieszyło zatem niezmiernie, że producenci postanowili zainwestować w nową personę. Wybór padł na Davida Arnolda – postać funkcjonującą co prawda od zaledwie paru lat w branży, ale wykazującą niezwykły potencjał i zaangażowanie w to co robi. Pomimo niewielkiego stażu, obcowanie z kinem blockbusterowym nie było mu już obce. Wystarczy tylko wspomnieć jego stojące na wysokim poziomie ścieżki do filmów Emmericha: Gwiezdne Wrota, czy Dzień Niepodległości. Bond to jednak inna para kaloszy, kaloszy co jak co już nieco wytartych i schodzonych. Gdy więc Arnold przejmował je w spadku pozostały mu tylko dwa wyjścia: albo wyrzuci je i zrobi sobie nowe, albo weźmie je na warsztat i nareperuje. Większość zgodnie wybrałaby to pierwsze rozwiązanie, bo jest łatwiejsze. Zrobił tak między innymi Serra, a efekty mówią same za siebie. David Arnold zaryzykował i jak się okazało, ryzyko to było słuszne.

Sukces partytury do Jutro Nie Umiera Nigdy w większej mierze leży w nowatorskim podejściu do spuścizny Barry'ego. Arnold nie kombinował zbytnio. Po prostu zaabsorbował to co zostało wcześniej stworzone, łącznie z paletą tematyczną i niektórymi elementami stylistycznymi, a następnie przełożył to na język współczesnej muzyki filmowej, nacechowanej dynamiczną akcją, z nieodzownym elektronicznym akcentem. Sam element elektroniczny nie był żadną nowością, bowiem już wcześniejsi kompozytorzy Bonda (łącznie z Barrym) zabawiali się syntetycznymi dźwiękami, ale nie w tak śmiały, a zarazem umiejętny sposób jak to zrobił tutaj Arnold. Brytyjczyk uczynił zeń załącznik sprowadzającą czasami pełnoorkiestrową teksturę na grunt nowoczesnej elektronicznej rytmiki, zakrawając miejscami o brzmienia rodem z kuźni Media Ventures. Wyraźnie jawi się to w muzyce akcji, dynamicznej, porywającej i doskonałej technicznie pod każdym względem. Utwory pokroju Underwater Discovery lub Back Seat Driver stanowią idealne uzupełnienie nowego image serii, o którym wspominałem co nieco w pierwszym akapicie. Niemniej jednak elektronika to tylko cacko urozmaicające i tak barwną kompozycję Arnolda, a tą tworzy głównie bardzo rozległa orkiestra symfoniczna. Z typową dla hollywoodzkich superprodukcji pompą wciska w fotel, ilekroć na ekranie podziwiamy jakieś ożywione strzelaninami i efektami sceny. Takich jest w JNUN niemało, toteż nuda bezpośrednio nam nie zagrozi. Od początku atakować nas bowiem będzie przykuwający uwagę action-score w White Knight, czy The Sinking of The Devonshire. Tendencja ta z drobnymi przerwami utrzymywać się będzie do finału płyty.

Fundamentem na którym Arnold opiera swoją kompozycję nie jest wcale sama muzyka akcji, tylko podłoże melodyjne z której się ona rodzi, tudzież szeroki jak delta Nilu zbiór tematyczny. Czołówka, temat Bonda, motyw szpiegowski, akcji... to wszystko, co od kilkudziesięciu lat przewijało się przez partytury Barry'ego i Normana wylewa się teraz z każdego zakamarka Jutro Nie Umiera Nigdy . Ciekawe są nie tyle same nawiązania do tych melodii co ich aranżacje, czasami dosłownie wyrwane z klasycznych Bondów (Company Car), innym razem opatulone serią syntetycznych sampli (Hamburg Break In / Out). Po raz kolejny orkiestrujący przy boku Arnolda, Nicholas Dodd spisał się na medal. Do tego i tak bogatego zbioru melodii, kompozytor dorzuca jeszcze dwa nowe tematy, specjalnie stworzone na potrzeby tej części. Oba staną się później punktem wyjścia do stworzenia linii melodyjnych piosenek promujących film.

Tak się mniej więcej sytuacja prezentuje w obrazie. Co do samego soundtracku wydanego przez A&M Records miałbym pewne obiekcje. Nie będzie nim czas odsłuchu, bo pod tym względem wydanie jest wręcz idealne. Problem stanowi zawartość krążka, który słabo odzwierciedla pełnię dzieła jakie popełnił Arnold. Tak się składa, ze miałem okazję zmierzyć się z kompletnym materiałem pochodzącym z sesji nagraniowych i porównując te płyty, selekcja utworów jaką zastosowała wytwórnia wydała mi się nie do końca trafna. Dysproporcja jaka rośnie pomiędzy ilością materiału z pierwszej połowy filmu, a tą z drugiej jest ogromna. Poza tym soundtrack choruje na kompletny brak obróbki utworów, co zresztą powielać się będzie w przyszłych albumach. O wiele lepiej sprawdziłby się tu montaż suitowy, który wyeliminowałby zbędny muzyczny balast i uwolnił miejsce na inne utwory warte uwagi, a które to zostały pominięte przy kompletowaniu albumu. Oddzielną sprawą są bonusy. Otwierająca krążek piosenka promująca Sheryl Crow spisuje się nienajgorzej, choć zupełnie ustępuje Surrender K.D. Lang, nawołującego do klasycznej formy bondowskiej piosenki. Płytę wieńczy całkiem fajny trzyminutowy remix Moby'ego na tematy główne.

Wykluczając sprawy wydawnicze z szerszego kryterium oceniania, należy pogratulować Arnoldowi trafnej i poniekąd rewolucyjnej w bondowskiej serii ścieżki. By podsumować to wszystko posłużę się żargonem miłośników motoryzacji: otrzymujemy luksusowy model z bogato zdobionym wnętrzem i wszystkimi niezbędnymi do szczęścia bajerami. Z tego tytułu zachęcam serdecznie do korzystania z owego „luksusu”.

P.S.: Powyższy tekst napisany został w oparciu o płytę wydaną przez A&M Records. Istnieje jeszcze krążek wypuszczony przez Chapter skupiający w sobie prawie 65 minut muzyki + wywiad z Arnoldem. Znalazło się tam wiele utworów akcji z drugiej połowy filmu, które zostały pominięte w pierwotnym wydaniu. Niestety w naszym kraju dysk ten jest raczej niedostępny, ale zainteresowani z pewnością będą mogli sprowadzić go poprzez jakiś zagraniczny sklep internetowy. :)




Inne recenzje z serii:

  • Blood Stone (vg)
  • From Russia With Love
  • Goldfinger
  • Thunderball
  • You Only Live Twice
  • On Her Majesty's Secret Service
  • Diamonds Are Forever
  • Goldeneye
  • World Is Not Enough
  • World Is Not Enough - Expanded Edition
  • Die Another Day
  • Die Another Day - Expanded Edition
  • Casino Royale
  • Quantum of Solace
  • Skyfall
  • Spectre

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 53:21


    Płyta wydana przez Chapter:

    • 1. White Knight (08:29)
    • 2. The Sinking of the Devonshire (07:06)
    • 3. Company Car (03:07)
    • 4. Paris & Bond (01:55)
    • 5. The Last Goodbye (01:33)
    • 6. Hamburg Break-In (02:53)
    • 7. Hamburg Break-Out (01:24)
    • 8. Doctor Kaufman (02:27)
    • 9. *-3-* Send (01:15)
    • 10. Back Seat Driver (04:34)
    • 11. Underwater Discovery (03:36)
    • 12. Helicopter Ride (01:34)
    • 13. Bike Chase (06:44)
    • 14. Bike Shop Fight (02:42)
    • 15. Kowloon Bay (02:27)
    • 16. Boarding The Stealth (04:38)
    • 17. A Tricky Spot For 007 (02:48)
    • 18. All In A Day's Work (05:09)
    • 19. Exclusive David Arnold Interview (11:02)
    Czas trwania: 76:13
    Komentarze
    Janusz Pietrzykowski 2006-11-03
    14:20
    Zgadzam się, muzyka Arnolda do TND to powiew świeżości po niesłyszalnym prawie scorze Serry. Szkoda, że później było już tylko gorzej...Dodam jeszcze, że nie było żadnych partytur Normana, oprócz Dr No:)i to nota bene całkiem kiepskiej...Podwaliny pod Bond-sound stworzył Barry i tak naprawdę to tylko on ma największy udział w sukcesie muzyki do filmów o agencie 007
    Paweł Stroiński 2006-11-03
    14:51
    Oczywiście, że była tylko jedna partytura Normana i nie sądzę, by z tekstu Tomka wynikało, by było ich więcej...

    Jeśli chodzi o sam score Arnolda, to przyznam, że wolę go od niektórych Barry'ego i mówię tu też o klasycznych kompozycjach Anglika.
    Tomasz Goska 2006-11-03
    16:18
    W kwestii Normana chodziło mi raczej o temat jeden z których Arnold zaaranżował. :)
    Kuba 2006-11-03
    17:52
    Od jakiegoś czasu Arnold zaczyna mnie do siebie przekonywać, właśnie dzięki Bondom, czy chociażby Gwiezdnym wrotom i Muszkieterowi. Stawiam go na równi z Goldsmithem czy Zimmerem w sztuce, hmm, jakby to określić? melodycznej muzyki akcji (?). Innymi słowy, wsłuchajcie się w tematy pościgów w Muszkieterze, czy którymkolwiek Bondzie. Więcej wyjaśnień chyba nie trzeba :) A... czy ta recka to początek serii? Casino royale wszak pojawiło się na horyzoncie :> PS Dalsze partytury Arnolda do Bondów wcale nie są gorsze - kubańska (Śmierć nadejdzie jutro) czy jazzowa (Świat to za mało) aranżacja bondowskich tematów mogą się podobać ;)
    Olek Dębicz 2006-11-03
    19:44
    Według mnie jeden z najlepszych bondowskich soundtracków, a na pewno najlepszy Arnolda, przy czym zaznaczam, że jeszcze nie słuchałem Casino Royale. Znakomite połączenie elektroniki z orkiestrą symfoniczną i fantastyczna piosenka (moja ulubiona). Backseat Driver wgniata w fotel :)
    film-o-znawca 2007-07-14
    22:43
    Jeden z moich ulubionych Bondów i do tego znakomita muzyka Arnolda ... po GoldenEye mogło być już tylko lepiej ale kto by się spodziewał że zrobią (imo) najlepszego (jak dotychczas) Bonda z nowej serii...
    Peter 2008-05-11
    12:56
    Jak dla mnie to prawdziwy majsterszyk który nie nudzi sie szybko.Ja nie zawracalem sobie głowy oficjalnym wydaniem,bo połowa muzyki Arnolda na płycie to barbarzynstwo.Posiadam w swojej kolekscji 2-płytowe wydanie z kompletna partytura i jestem w pełni usatysfakcjonowany.Kawał swietnej roboty,pomysłowosc i technika z jaka Arnold podszedł do TND naprawde robia mocne wrazenie.Szkoda ze pozniej bylo juz tylko gorzej,i tak jak poziom Bondow z Brosnanem spadal,tak i poziom muzyki Arnolda tez.
    Mieszko 2013-08-08
    15:36
    Nie umarłem, ale też nie zachwyciłem się.
    Mieszko 2014-04-16
    16:15
    Kawałek 15. (remix motywu Jamesa Bonda) - jak dla mnie jest to najlepszy track na krążku.

  • 007 - Tomorrow Never Dies (Jutro Nie Umiera Nigdy)

    Kompozytor:

    • David Arnold

    Dyrygent:

    • Nicholas Dodd

    Orkiestrator:

    • Nicholas Dodd

    Soliści:

    • Sheryl Crow
      k.d. lang

    Wydawca:

    • A&M Records (1997)

    Producent:

    • David Arnold

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie