Szukaj: w


recenzje

007 - Die Another Day (Śmierć Nadejdzie Jutro)


Mimo, iż Świat To Za Mało plasował się w zestawieniu „box office” stosunkowo przeciętnie, nie stanowiło to większej przeszkody dla szefostwa MGMu do sfinansowania kolejnego odcinka przygód Jamesa Bonda. Wszak zbliżało się 40-lecie funkcjonowania tej postaci w kinematografii, a sam przyszły film miał być już dwudziestym z kolei. Z niesłychaną dotąd pompą przystąpiono więc do realizacji Śmierć Nadejdzie Jutro, inwestując przy tym ogromne środki finansowe i techniczne, by dopieścić jak najbardziej wizualną stronę obrazu. Oglądając to widowisko człowiek zastanawia się ile tak naprawdę w tym dziele pozostało z pierwotnego wizerunku bondowskiego kina szpiegowskiego. Zapewne niejedna starsza osoba śledząca od początku losy agenta 007 zadawała sobie to pytanie. Śmierć Nadejdzie Jutro niebezpiecznie balansuje na granicy nieudolnej próby wskrzeszenia dawnej świetności serii, a ortodoksyjnego kina akcji pokroju Mission: Impossible. Reklama jednak zrobiła swoje, co notabene doskonale prezentują tabele zy$ków.

Po raz trzeci już rola konstruktora oprawy muzycznej do filmów o Jamesie Bondzie przypadła Davidowi Arnoldowi, dla którego zakrzywienie spuścizny Barry'ego wejść miało właśnie w ostateczne i nieodwracalne stadium. Stosunkowo nowatorskie rozwiązanie problemu ilustracji Jutro Nie Umiera Nigdy narobiło wielu słuchaczom nadziei na poprawę zszarganego nieco wcześniej przez Serrę iamge'u bondowych partytur. Kolejna praca, tudzież Świat To Za Mało pokazała jednak, że pomysłowość Brytyjczyka na kolejne ścieżki tej serii jest z lekka ograniczona, a sam kompozytor zdawał się oddawać coraz silniejszej pasji ubierania tworzonego przez siebie produktu w syntetyczne, miejscami nieco tandetne szaty. O ile jednak Świat To Za mało prezentował sobą jeszcze względnie przyzwoity poziom merytoryczny i techniczny, tego samego nie można powiedzieć o następnej kompozycji serii, Śmierć Nadejdzie Jutro. Całą twórczość Arnolda w tym zakresie porównałbym do spaceru po gabinecie luster, gdzie za każdym razem spoglądamy w jeszcze bardziej powyginane i przekrzywione odbicie. Odbicie oryginału, które na początku tej przygody wydawało się intrygujące i fascynujące, a przy ŚNJ wręcz niesmaczne i odpychające.

Odpychający i niesmaczny okaże się już sam początek soundtracku. Zatrudnienie pop-gwiazdy do najnowszego Bonda stworzyło sytuację patową, w której rola sporządzenia piosenki promującej spadła na barki Madonny. Z typową dla siebie „finezją” stworzyła „plumkający” bubel, który na starcie szpeci już mniemanie o albumie. Tytułowe Die Another Day, to solidne uderzenie w policzki rzeszy kultywatorów wieloletniej tradycji wiązania bondowych piosenek z brzmieniami orkiestrowymi, a zarazem najtańsza z najtańszych form promocji produktu wśród mas wychowanych na dyskotekowych parkietach. Dalsza część albumu nie straszy już co prawda taką tandetą, ale nie daje również powodów do zbytniego optymizmu. Następujący po gniocie Madonny remix Oakenfolda na główne tematy Barry'ego i Normana trzyma co prawda przyzwoity dla mistrza elektronicznych brzmień poziom, lecz na dłuższą metę nie będzie nas w stanie zachwycić niczym konkretnym. Ot taka przebojowa wariacja na klasykę. Nic więcej.

Reszta soundtracku koncentruje się wokół dokonań Davida Arnolda, które de facto pozostawiają również wiele do życzenia. Pierwsze utwory z jakimi się zetkniemy zrobią nawet pozytywne wrażenie, dostarczając nieco wyświechtanej, ale solidnej i koncentrującej uwagę muzyki akcji. Flagowym utworem jest tu Hovercraft Chase - trochę przekombinowany elektronicznymi pląsami, ale nie kaleczący zbytnio naszego słuchu... w zasadzie momentami nawet przyjemny w odbiorze. Standardowo już w „bondowych ścieżkach” Arnolda, środek płyty traktowany jest jako chwila oddechu przed nadciągającym blokiem akcji. Jest to doskonałe środowisko na skonfrontowanie słuchacza z tematyką i muzyką źródłową. Tej ostatniej reprezentantem stanie się tu salsa z Welcome to Cuba. Tematycznie Śmierć Nadejdzie Jutro prezentuje się nieco ubożej podług poprzedniej partytury. Pierwszy kontakt nawiążę ze słuchaczem lejtmotyw Jinx Jordan, który jak się później przekonamy, w dalszej części soundtracku wiele do powiedzenia nie będzie miał. Na albumie zderzymy się tylko z dwoma bazowanymi nań utworami - Jinx Jordan oraz Jinx and James - notabene bardzo ładnymi i przyjemnymi w odsłuchu. Maraton względnej satysfakcji kończy się na temacie szalonego projektu Gustava Graves'a - „Ikar” - słyszanym w króciutkiej suicie, Icarus. Pewnego rodzaju nowością wypływającą z niego jest epicki chór, którego próżno szukać nam w poprzednich kompozycjach Arnolda do filmów o Jamesie Bondzie. Kilkakrotnie jeszcze ów apokaliptyczna melodia powróci w dalszej części krążka.

Prawdziwa farsa zaczyna się... a raczej powraca na nowo wraz z utworem Laser Fight. Przerost formy nad treścią, to najłagodniejsze określenie jakie nasuwa się na myśl, gdy zaczniemy przebijać się przez tą syntetyczno-symfoniczną ścianę absurdu. Chęć nadania muzyce akcji bardziej nowoczesnego kształtu owładnęła kompozytora, który najwyraźniej pogubił się mocno w swoich zamiarach, serwując tandetną i wyświechtaną 25-minutową łupankę dźwiękową, z rzadkimi tylko przebłyskami inteligentnych zabiegów kompozytorskich. Apogeum tej farsy jest 12-minutowa suita akcji, Antonov, chaotycznie skupiająca w sobie kilka fragmentów z finalnego starcia na pokładzie samolotu. Gdyby nie następujący po nim, bardziej okrzesany i przyjemny Going Down Together słuchacz kończyłby przygodę z albumem skacowany po tym drażniącym jak odgłos młota pneumatycznego kotle muzycznym.

Jakie zatem wrażenia nasuwają się po niespełna godzinie obcowania ze ŚNJ? Nie jest do końca tragicznie, ale źle na pewno. Nie dość, że sam kompozytor pokpił sobie sprawę idąc w banał, zrobili to także producenci zatrudniający Madonnę do stworzenia piosenki promującej. Należy dziękować wydawcom krążka, że nie znęcali się nad słuchaczami wypychając płyty po brzegi materiałem. Soundtrack do Śmierć Nadejdzie Jutro posiadam od dobrych kilku lat, ale wątpię bym przesłuchał go w sumie więcej niż 6-7 razy. Pewne jest, że nie prędko doń wrócę. Wolę ten czas spędzić po raz n-ty nad co jak co o kilka klas lepszą partyturą do Jutro Nie Umiera Nigdy.
Pozycja tylko dla ortodoksyjnych fanów serii, lub poszukiwaczy nieskrępowanej niczym rozrywki.




Inne recenzje z serii:

  • Blood Stone (vg)
  • From Russia With Love
  • Goldfinger
  • Thunderball
  • You Only Live Twice
  • On Her Majesty's Secret Service
  • Diamonds Are Forever
  • Goldeneye
  • Tomorrow Never Dies
  • World Is Not Enough
  • World Is Not Enough - Expanded Edition
  • Die Another Day - Expanded Edition
  • Casino Royale
  • Quantum of Solace
  • Skyfall
  • Spectre

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Die Another Day [wyk: Madonna] (4:38)
    • 2. James Bond Theme [Bond Vs Oakenfield] (4:05)
    • 3. On The Beach (2:52)
    • 4. Hovercraft Chase (3:49)
    • 5. Some Kind Of Hero (4:33)
    • 6. Welcome To Cuba (2:08)
    • 7. Jinx Jordan (1:29)
    • 8. Jinx & James (2:04)
    • 9. A Touch Of Frost (1:52)
    • 10. Icarus (1:24)
    • 11. Laser Fight (4:36)
    • 12. Whiteout (4:55)
    • 13. Iced Inc. (3:09)
    • 14. Antonov (11:52)
    • 15. Going Down Together (1:35)
    Czas trwania: 55:04
    Komentarze
    Kuba 2006-11-08
    21:24
    Muzyka podobnie jak film pozbawiona jest głębszej treści. To zwyczajna rozpierducha ustawiona na maksymalną rozwałkę i masakrę. Antonov czy kilka innych tematów akcji to wtórne utwory jakich Arnold wiele popełnił. To wszstko prawda. Ale z drugiej strony, fanom tego kompozytora score na płycie może przypaść do gustu, kawałek Welcome to Cuba (szczególnie wersja rozszerzona z Complete - 2CD) jest rewelacyjny, a w połączeniu z obrazem sprawdza się przyzwoicie.
    Tomek 2006-11-09
    14:16
    To fakt, beznadziejny film, który nie ma praktycznie nic wspólnego z serią, na czele z tandeciarskim efektem "specjalnym" w wykonaniu Brosnana na 'desce surfingowej' :D Co do muzyki, do jednego odsłuchania i zero pozostające w głowie. Jedynie dla paru, tak jak Tomek zwrócił uwagę, dość dobrych smaczków technicznych, wobec których na Arnolda (i jego orkiestrator Dodd) zawsze można liczyć. Co do piosenki Madonny, to jest ona chyba osiągnięciem dna muzycnzego całej historii Bonda, zresztą swego czasu dość głośna była wypowiedź samego Arnolda, który bez ogródek skrytykował ten "produkt".
    Koper 2006-11-09
    17:42
    Co do piosenki Madonny, to nawet Elton John stwierdził, że to jest tak beznadziejne, że trudno to w ogóle nazwać muzyką. :D Kiepski film, kiepska ścieżka dźwiękowa. Nie oceniam, bo nie znam jej z płyty. W filmie zdecydowanie nie imponowała.
    Paweł Stroiński 2006-11-09
    22:19
    Ba, nawet David Arnold po niej pojechał (określił jako "tuneless" i powiedział, że nie wiedział jak to w ogóle włączyć do partytury, więc tego nie uczynił)
    Michał Turkowski 2011-02-28
    19:03
    Score to bez rewelacji ale słuchalność jest dobra, przechodzę ten album lekko, podoba mi się że metody Barry'ego (krzykliwe trąbki) Arnold zmiksował z nowoczesnymi zagrywkami, i pomimo że nieraz brzmi to przeciętneie to jednak trzyma się całości. Chór dodaje nieraz napięcia, ja jestem ukontentowany. Nieraz elektronika zbyt narzucająca, ale myślę że nie jest tak źle. A "Welcome to Cuba" - świetne jest ;)
    Mieszko 2013-08-08
    15:47
    Stan agonalny.
    Roman 2013-08-18
    14:26
    To wydanie to jakieś kompletne nieporozumienie. Polecam complite score
    Mieszko 2014-04-16
    08:30
    Swojej oceny nie zmieniam (słaby i kompletnie nieprzemyślany album, mimo że jest tu kilka niezłych momentów), jednak song w wykonaniu Madonny... Piosenka lepsza niż sam score. Skąd te negatywne opinie? Zasłużona nominacja do Złotego Globu i niezasłużona do Złotej Maliny. Co Wam się w niej nie podoba?
    Roman 2017-11-28
    10:01
    Czekam z niecierpliwością na recenzję wydania Lalala Land!

  • 007 - Die Another Day (Śmierć Nadejdzie Jutro)

    Kompozytor:

    • David Arnold

    Dyrygent:

    • Nicholas Dodd

    Orkiestrator:

    • Nicholas Dodd

    Wydawca:

    • Warner (2002)

    Producent:

    • David Arnold

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie