Szukaj: w


recenzje

What Dreams May Come (Między piekłem a niebem)


Historia współczesnej muzyki filmowej zna przypadki tak nieoczekiwanie bardzo dobrych prac kompozytorów, którzy znaleźli się w danym projekcie w ostatniej chwili lub przez przypadek, jak i totalne "obsuwy" udowadniające, że zatrudnianie twórcy za "pięć dwunasta" nie ma prawa zakończyć się pełnym sukcesem (czy słyszy to może pan Peter Jackson ??). Do pierwszej grupy można zaliczyć na pewno muzykę z filmu "Między piekłem a niebem", zdobywcy Oscara za niezwykłe efekty wizualne, czerpiące swe inspiracje w malarstwie impresjonistycznym. Michael Kamen zastąpił w tym przypadku samego Ennio Morricone, który nie ma za wiele szczęścia do typowego kina hollywoodzkiego. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że muzyka maestro była "za dobra" i "za bardzo chrześcijańska" dla tego romansu fantasy, wychodziła ponad przytłaczającą formę wizualną, a tego twórcy nie chcieli. Skoro tak, to zaprawionemu i często piszącemu w tamtym okresie ("W kręgu przyjaciół", "Don Juan de Marco") w kinie romantycznym Kamenowi projekt ten wydawał się na pewno świetną szansą na prawdziwe pokazanie, co tak naprawdę potrafi.

Brytyjczyk bez wątpienia dał się ponieść opowiadanej na ekranie historii mężczyzny, który ginąc w wypadku samochodowym pragnie odszukać swoją żonę aż w piekle. Czyli: miłość bez granic. 61-minutowy album hojnej jak zwykle dla muzyki filmowej wytwórni Decca, prezentuje jedną z najbardziej inspirujących i na pewno najbardziej romantycznych kompozycji Michaela Kamena. Zwykle wydania z muzyką kompozytora pozostawiają wiele do życzenia (oczywiście nie sama muzyka), tutaj jednak ku zadowoleniu słuchającego wszystko satysfakcjonuje a utwory podzielone są na dłuższe suity, bezbłędnie zmontowane, czemu pomaga harmonia muzyki twórcy. Score jest napisany wedle prawideł muzyki melodramatycznej ("Wichry namiętności" Hornera, "Nędznicy" Poledourisa) z dominantą tonalnych tekstur i lirycznych melodii, które biorąc pod uwagę tego typu muzykę nie zanudzają, ponieważ Kamen przejawia niezwykłą swobodę w aranżacji swych tematów. Paleta instrumentalna jest tak barwna jak sama strona wizualna filmu i myślę, że pod tym względem jest to kompozycja bardzo udana w kontekście obrazu. Dominuje nad partyturą główny temat, liryczna, niebanalna melodia wprowadzona już w pierwszej ścieżce, a na samym końcu albumu zaadaptowana na dość dobrą piosenkę napisaną wcześniej przez Kamena i Marka Snowa. Beside You, utrzymujące romantyczny charakter kompozycji i śpiewane przez frontmana Simply Red Micka Hucknalla można śmiało postawić obok najlepszych piosenek Kamena wyprodukowanych wraz z Bryanem Adamsem.

Siłą "What Dreams May Come" jest jednak nie tyle główny temat, co piękny, emocjonalny underscore, nasycony liryzmem, płynący, oparty o solowe instrumenty, którym wtóruje w tle orkiestra symfoniczna London Metropolitan (odkryciem nie będzie fakt, iż głównie oparta o sekcję smyczek). Wydźwięk muzyki jest delikatny. Dużą rolę gra obój (sam Kamen), jednak nie nudzi tak jak u Alana Silvestri czy Jamesa Newtona Howarda, nie popada w kliszę. Na pierwszy plan często również wychodzą flety i solowe skrzypce. Główny temat zwykle wykonywany jest również przez akustyczną gitarę, z kolei chłopięce chórki wzmagają klimat fantasy, zaświatów i rzeczy związanych z życiem po śmierci. Spotkamy tu również momenty inspiracji, gdy orkiestra zrywa się w romantycznym, tryumfującym uniesieniu. Szczególnie w utworze 3, gdy na ekranie widzimy odkrywającego fantastyczne zdolności Robina Williamsa i finałowych utworach, pełnych nastroju i ciepła. Kapitalny moment następuje w The Painted Bird Flies: inspirujące, lecz bardzo delikatne orkiestracje w sposób perfekcyjny opisują ptaka wykreowanego w umyśle bohatera. Tego typu momenty, pełne zwycięstwa i triumfu przypominają najlepsze tego typu dokonania Kamena ("Robin Hood", "The New Moon in Old Moon's Arms").

Ścieżka nie pozbawiona jest również piętna refleksji. Smutny, ascetyczny fortepian odnosi się do tragicznej śmierci żony głównego bohatera, która śmiercią samobójczą okupiła stratę dzieci oraz męża. W tej formie, muzyczny język przypomina min. polskich twórców, w tym najbardziej Jana A.P. Kaczmarka. Piękna jest solówka na wiolonczelę w utworze 9-tym. Potężne, mocne są fragmenty dotyczące wizyty w piekle, wtedy to do głosu dochodzi sekcja dęta i perkusja a kompozycja jest dość dramatyczna, wskazując nawet na przeszłe prace Kamena w kinie sensacyjnym i w pewnym stopniu przypominając prace Elliota Goldenthala (zapewne wpływ orkiestratora Roberta Elhaia). Tak jak wspomniałem, zdecydowanie mocną stroną albumu jest jego montaż, płynne przechodzenie tak muzyki Kamena jak i utworów złożonych z pod-utworów, w jedną całość. Muzykę określa pewna struktura a to już potrafią tylko najlepsi kompozytorzy. Brzmienie porusza się od subtelnych wykonań po inspirujące uniesienia, by znowu złagodnieć i wprowadzić tonalne, zachwycające liryzmem fragmenty, również przypominające np. Craiga Armstronga. I obywa się do bez żadnych zgrzytów w postaci zmiany tempa czy przeskoków brzmieniowych. Z bardzo dużą pieczołowitością zorkiestrowana muzyka po prostu bez wysiłku oddycha swym poza-ekranowym życiem, a to już chyba świadczy o jej autonomiczności i klasie.

Każdy kto lubi muzykę niebanalną, subtelną, emocjonalną, lecz również nie pozbawioną momentów szczerego, orkiestrowego piękna i tryumfu ten powinien postawić na "What Dreams May Come". Uważam, że to jak dotąd najbardziej zachwycająca, dojrzała praca filmowa Michaela Kamena w jego całej karierze. Kuriozalnym jest fakt, że narodziła się by zastąpić równie wybitną pracę Ennio Morricone, która krąży "na rynku" jako niespełna 30-minutowy bootleg, bardziej brzmiący jak swoisty "sampler" idei Włocha stworzonych na potrzeby tego obrazu. Sam Kamen wypowiada się w posłowiu bardzo ciepło i z wielkim szacunkiem o Morricone, co świadczy oczywiście o jego klasie jako artysty i człowieka. Trudno porównywać obie kompozycje. Kamen jest bardzo subtelny, delikatny, kiedy trzeba porywający. Włoch opiera się bardziej na chórach i wokalizach słynnej Eddy dell'Orso. Piękny główny temat plus emocjonalny, podchodzący już pod dzisiejszą muzykę filmową underscore to atuty tego świetnego albumu i muzyki. Według mnie to Kamen numer 1. Również sam kompozytor w wywiadach przyznaje, że to jego najlepsza ścieżka dźwiękowa w karierze. Jedynym mankamentem może być długość, ale to naprawdę marginesowa skaza. Zdecydowanie świetna muzyka filmowa.



Autor recenzji:  Tomek Rokita
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 59:47



Słowa do "Beside You" (Michael Kamen i Mark Snow)

We follow the river down into the stream
that's where my dream began
i left my worries to the people who stare
and dream without a care

that i'd always be beside you to watch the day and night
and we'd listen to the sunrise and feel its growing light
and peace will come inside
so quiet

whereever we're goin' i dont know
for million years our love keeps growin'
the mystery deepens day by day
but trust my love and hear me say

that i'll always be beside you to watch the day and night
and we'd listen to the sunrise and feel its growing light
and peace will come inside
so quiet

and peace will come inside
so quiet

guess i'll always be beside you to watch the day and night
and we'd listen to the sunrise and feel its growin' light
and peace will come inside
so quiet

yes peace will come inside
so quiet
Komentarze
film-o-znawca 2007-05-02
01:16
Dajcie jakiś namiar gdzie można nabyć to zacne dzieło (tylko proszę w Polsce nie na jakimś amazon czy innych takich!!)
Tomek 2007-05-02
10:16
W tej chwili tylko na aukcjach (allegro, ebay) od czasu do czasu...
Marcin 2009-03-01
15:14
Oto link do ścieżki dźwiękowej z tego filmu: http://www.taringa.net/posts/musica/1403307/Michael-Kamen---What-Dreams-May-Come-OST.html Pozdrawiam ;)

What Dreams May Come (Między piekłem a niebem)

Kompozytor:

  • Michael Kamen

Dyrygent:

  • Michael Kamen

Orkiestrator:

  • Michael Kamen i Robert Elhai

Soliści:

  • Michael Kamen (obój)
    Andrew Schulman (wiolonczela)
    Dane Lee (waltornia)
    Phil Palmer (gitara)
    Julian Meinardi i Alan Machaceck (partie wokalne)

Wydawca:

  • Decca Records (1998)

Producent:

  • Michael Kamen
    Stephen McLaughlin
    Daryl Kell

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie