Szukaj: w


recenzje

WALL·E


Pixar znów przeskoczył ideał, chociaż wydawało się, że po zeszłorocznym Ratatuju nie sposób już będzie ustanowić nową jakość w gatunku cyfrowej animacji pełnometrażowej. A jednak, wraz z premierą Wall-E gatunek ów został wyniesiony na zupełnie nowy poziom, przy perypetiach małego robocika blednie bowiem cała konkurencja i kto wie, czy w kategoriach scenariusza, reżyserii i konstrukcji postaci (bo pod względem technicznym – z całą pewnością), nie jest to najambitniejszy film animowany, jaki dotąd w Hollywoodzie powstał. Co najciekawsze, przy całym graficznym splendorze tego obrazu, zahaczającym o fotorealizm, tym co czyni najmłodsze dziecko Pixara obrazem wyjątkowym są subtelności, które z cudowną elegancją i wyczuciem budują niezwykłą, „robocią” love story. Mimo że animowany, film ten emanuje emocjami, a między dwojgiem głównych bohaterów czuć... chemię. W momencie pisania tej recenzji jestem już po dwóch seansach tego obrazu i zapewne na tym się nie skończy...

Poza tym, że Pixar od lat wyznacza kierunki rozwoju cyfrowej animacji, nie ulega wątpliwości, że w XXI wieku taką samą rolę pełni, jeśli mowa o muzyce filmowej pisanej na potrzeby tego gatunku. Podczas gdy konkurencja, produkując shreko-podobne komedie, nie daje kompozytorom zbyt dużego pola do popisu (casus Harry Gregson-Williamsa czy coraz mniej odkrywcze prace Johna Powella), Pixar współpracując z Thomasem i Randym Newmanem, a także ze wschodzącą gwiazdą, czyli Michaelem Giacchino, odniósł i na tym polu szereg sukcesów: 3 nominacje w kategorii Original Score, 1 nominacja dla Aut za najlepszą piosenkę i przede wszystkim długo oczekiwany Oscar dla Randy’ego Newmana za Monsters, Inc.. Konkurencja została zatem daleko w tyle, a muzyczna przyszłość kina animowanego leży teraz w rękach tej właśnie wytwórni, nie tylko skupiającej najzdolniejszych kompozytorów, ale i pozwalającej im rozwinąć skrzydła. Wiele wskazuje na to, że Wall-E’ego wyróżnienia również nie ominą.

Po roku milczenia (Nothing Is Private swoją oficjalną premierę ma dopiero na jesień 2008, o wydaniu ścieżki dźwiękowej na chwilę obecną nic nie wiadomo) na scenie pojawia się znów Thomas Newman i wraz z Indianą Jonesem Johna Williamsa jest to chyba najważniejszy z tegorocznych powrotów, tym bardziej że wielu fanów zastanawiało się, jak kompozytor ten poradzi sobie w stylistyce SF, zwłaszcza w pełnoorkiestrowych klimatach space opery. Efekt jest ciekawy, choć na dobrą sprawę, znając newmanowskie brzmienie, można go było przewidzieć; z jednej strony autor eksploatuje dalej rytmiczne, barwne tekstury muzyczne, z których tak dobrze jest znany, z drugiej zaś – gra z konwencją kina SF, parafrazując Williamsa, Goldsmitha i Odyseję kosmiczną. Te mrugnięcia okiem, dowcipne aluzje łatwo zauważyć: goldsmithowski posmak ma akcja w The Spaceship, brawurę twórcy Gwiezdnych wojen imituje epicki EVE Retrieve, zaś The Axiom to swoista krzyżówka Star Treka, Also Sprach Zatatustra Straussa i majestatycznego tematu planety Krypton z Supermana. Dla miłośnika gatunku prawdziwa uczta i zabawa w odkrywanie kontekstów, tym bardziej że Newman fenomenalnie rozpisuje swoje tematy na modłę symfoniczną – epika jest tu tak oszczędna w środkach, a jednocześnie tak sugestywna, jakby wykonywana była przez całą 100-osobową orkiestrę. Niektórzy mogliby się od niego uczyć, jak efektywnie wykorzystywać dostępne środki...

Całość kompozycji jest oczywiście znakomicie napisana i zaaranżowana, trudno jednak pozbyć się wrażenia, po seansie zarówno filmu, jak i po przesłuchaniu płyty, że nie wszystko funkcjonuje tu do końca tak jak powinno. W ramach kinowej narracji Wall-E oferuje kilka błyskotliwych momentów (harfa w 2815 A.D. w bardzo piękny sposób akcentująca samotność i opuszczenie robota na bezludnej i spowitej chmurami Ziemi), niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że show „kradną” mu dwie piosenki z musicalu Hello Dolly, integralnie zakorzenione w fabule obrazu. Mają one tak duże znaczenie dla historii Wall-E’go, że tak naprawdę stanowią podstawową muzyczną identyfikację i głos filmu Stantona, a w bardziej tradycyjny sposób funkcjonująca ilustracja Newmana traci na ich rzecz swoją pierwszoplanową rolę. W rzeczywistości bowiem po wyjściu z kina w pierwszej kolejności pamięta się – wybornie zresztą przez twórców obrazu wykorzystane – numery Michaela Crawforda, śpiewającego ”Out there, full of shine and full of sparkle...”, dopiero zaś w drugim rzędzie nieco w ten sposób skrzywdzony score Newmana.

Odnoszę w ogóle wrażenie, że kompozycja ta jako filmowa ilustracja funkcjonuje bardziej jako suma części niż jako całość. Analizując bowiem poszczególne sceny, nietrudno dostrzec mistrzostwo, z jakim Newman opisuje ekranowe wydarzenia, w jego komentarzu czuć rękę twórcy A-klasy. Ładny, choć trochę sztampowy temat miłosny w filmie wykorzystany jest w doprawdy doskonałym stylu (EVE, The Axiom, Define Dancing), kompozytor pozwala sobie również tu i ówdzie na typowe dla siebie i jak zwykle interesujące eksperymenty brzmieniowe (March of the Gels), czy nawet na muzyczny żart (stylizowany na nieco kiczowatą, europejską muzykę filmową lat 60-tych First Date) – niemniej owo bogactwo pomysłów nie układa się w szczególnie powalającą całość. Muzyce tej brakuje tak silnej ekspozycji, jaka charakteryzowała Ratatouille Giacchino i która przyczyniła się do tak dużego sukcesu tamtej ścieżki; Newman to kompozytor o wiele subtelniejszy, ale w przypadku Wall-E subtelności te – zwłaszcza w drugiej połowie obrazu Stantona – gdzieś giną, i czwórka za funkcjonalność w filmie, widniejąca pod recenzją, jest zatem efektem nie tyle ogólnego wrażenia wywołanego tą ilustracją, a rozebrania jej na czynniki pierwsze.

Wall-E cierpi nieco z powodu gigantycznych oczekiwań, jakie stawiane są każdej kolejnej kompozycji Newmana, zwłaszcza po jego krótkim rozbracie z kinem dużego formatu. Mając w pamięci znakomite Finding Nemo sprzed paru lat, wielu oczekiwało tym razem arcydzieła; a takowym score ten, mimo swoich walorów, z pewnością nie jest. Jego przystępność dla osób na co dzień nie mających do czynienia z muzyką Newmana, dodatkowo ogranicza, jak zwykle w przypadku tego kompozytora, kiepsko skrojony album, który gdzieś w połowie, choć wciąż ma do zaoferowania wiele ciekawych pomysłów, powoli przestaje angażować słuchacza. Po obiecującym początku nietrudno o pewne rozczarowanie takim obrotem spraw. Z drugiej jednak strony, jest to kompozycja filmowa wysokiej próby, miejscami wyróżniająca się na tle innych tegorocznych ścieżek dźwiękowych i ambitniejsza niż ostatnie dokonania Johna Powella w ramach gatunku animacji. Zważywszy na znakomitość filmu i sympatię Akademii dla Newmana, Wall-E może zwiększyć imponującą liczbę wyróżnień, jakie twórca ten ma już na swoim koncie. A kto wie, może i Peter Gabriel na kilka z nich się załapie, za współpracę przy całkiem udanej swoją drogą piosence Down to Earth.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Put On Your Sunday Clothes (01:17) - Michael Crawford
  • 2. 2815 A.D. (03:28)
  • 3. WALL.E (02:00)
  • 4. The Spaceship (01:41)
  • 5. EVE (01:02) - Thomas Newman, Peter Gabriel
  • 6. Thrust (00:41)
  • 7. Bubble Wrap (00:50)
  • 8. La Vie En Rose (03:24) - Louis Armstrong
  • 9. Eye Surgery (00:40)
  • 10. Worry Wait (01:19)
  • 11. First Date (01:19)
  • 12. EVE Retrieve (02:19)
  • 13. The Axiom (02:24)
  • 14. BNL (00:20) - Bill Bernstein, Thomas Newman
  • 15. Foreign Contaminant (02:06)
  • 16. Repair Ward (02:20)
  • 17. 72 Degrees and Sunny (03:12)
  • 18. Typing Bot (00:47)
  • 19. Septuacentennial (00:15)
  • 20. Gopher (00:40)
  • 21. WALL.E's Pod Adventure (01:13)
  • 22. Define Dancing (02:23) - Thomas Newman, Peter Gabriel
  • 23. No Splashing No Diving (00:47)
  • 24. All That Love's About (00:37)
  • 25. M-O (00:46)
  • 26. Directive A-113 (02:05)
  • 27. Mutiny! (01:29)
  • 28. Fixing WALL.E (02:08)
  • 29. Rogue Robots (02:02)
  • 30. March of the Gels (00:54)
  • 31. Tilt (02:00)
  • 32. The Holo-Detector (01:07)
  • 33. Hyperjump (01:04)
  • 34. Desperate EVE (00:56)
  • 35. Static (01:43)
  • 36. It Only Takes a Moment (01:07) -Michael Crawford
  • 37. Down to Earth (05:58) - Peter Gabriel, Thomas Newman
  • 38. Horizon 12.2 (01:27)
Czas trwania: 61:50
Komentarze
Olek Dębicz 2008-07-25 15:12
Znakomita recenzja. Z Markiem zgadzam się w 100%.
Koper 2008-07-25 17:50
Marku, mogłeś napisać zawsze "Champions League". ;):D
Peter 2008-07-28 13:07
Kiedy recenzja The Dark Knight?
Paweł Stroiński 2008-07-28 20:07
Po obejrzeniu filmu.
Krelian 2008-07-30 11:37
jest nieźle "Define Dancing" rządzi !
jr 2008-07-30 22:38
To ja tak dla odmiany nie o ligach, ale z powrotem o ścieżce. Bardzo solidna recenzja, z którą nie sposób się nie zgodzić. Powiedziałbym, że więcej ścieżek niże te parę wymienionych w komentarzach ma dłużyzny, ale mnie jako zadeklarowanemu miłośnikowi Newmana absolutnie to nie przeszkadza. "Wall - E" jest faktycznie bardzo podobny do "Finding Nemo", ale ja akurat nie jestem miłośnikiem ścieżki do przygód rybek, która jest nieco przeładowana, a "Wall-E" daje się nacieszyć niektórymi pomysłami, choć często też za szybko się urywają. W każdym razie powrót całkiem zadowalający, ale czekam na "Revolutionary Road".
Tomek 2008-09-20 14:00
Świetna ilustracja w filmie, nieco gorzej niestety na płycie. Poza akcentami s-f (znakomitymi), tak naprawdę reszta gdzieś umyka, jest tylko funkcjonalną teksturą. Szkoda również, że sam WALL-E nie otrzymał dużo bardziej pamiętliwego tematu. Bo ta postać na to zasługuje. Mimo wszystko nie zdziwię się (i przyklasnę), gdy Newman w lutym przyszłego roku odbierze Oscara.
Radek Bołtuć 2009-03-16 23:16
Zgadzam się z Tomkiem. Trochę ciężko "strawić" te 30 ileś utworów na płycie, z czego spora część jest czysto ilustracyjna. Niemniej cieszy mnie to, że wreszcie pojawiły się nowe, oryginalne pomysły Newmana (jak choćby "Define Dancing", "Wall-E", "First Date", "M-O" i kilka innych). Myślę, że 30, 40 minut muzyki na płycie byłoby wystarczające i łatwiejsze do ogarnięcia.
DanielosVK 2011-03-15 18:16
Film rewelacyjny. Więcej takich animacji... A muzyka również cudowna, niestety wydanie przemilczę, gdyż z 4,5-5/5 ocena spada...
Mieszko 2013-09-21 00:47
Film mnie nie zachwycił. Muzyka? Jedna z najlepszych prac 2008 roku i w karierze Thomasa Newmana.

Do tej recenzji istniej? jeszcze 4 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
WALL·E

Kompozytor:

  • Thomas Newman

Dyrygent:

  • Thomas Newman

Orkiestrator:

  • Thomas Pasatieri
  • J.A.C. Redford
  • Gary K. Thomas
  • Carl Johnson

Soliści:

  • George Doering
  • Steve Tavaglione
  • Rick Cox
  • Michael Fisher
  • John Beasley
  • Steve Kujala
  • Bill Bernstein
  • Thomas Newman

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony

Wydawca:

  • Walt Disney Records (2008)

Producent:

  • Thomas Newman
  • Bill Bernstein

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie