HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

Tutaj dyskutujemy o poszczególnych ścieżkach dźwiękowych napisanych na potrzeby kina.
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#241 Post autor: Paweł Stroiński » pn sty 13, 2014 20:39 pm

Wiesz, skoro już film widziałeś, to możesz się go czepiać. Mój problem polegał na tym, że krytykowałeś coś, czego nie widziałeś.

Coś takiego jak 12 Years a Slave powinno wywoływać dyskusję, chociaż zaznaczam, że moim zdaniem niewolnictwo jest tylko pretekstem do mówienia o czymś bardziej ogólnym. Ciekawe, czy z tym się zgodzisz.

I tak, co do tej muzyki na parowcu, to ona zrobiła na mnie największe wrażenie w filmie. Koncentracja na kole, dla mnie cała ta sekwencja jest zrobiona tak, byśmy ten parowiec traktowali jako rodzaj żywego potwora. Zwróć uwagę, że McQueen nigdy go nie filmuje z daleka, a nawet jak bohaterowie chodzą po pokładzie, to używa nieostrego tła. To rodzaj takiego ożywienia tego statku.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29590
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#242 Post autor: Wawrzyniec » pn sty 13, 2014 21:28 pm

Paweł Stroiński pisze:Coś takiego jak 12 Years a Slave powinno wywoływać dyskusję, chociaż zaznaczam, że moim zdaniem niewolnictwo jest tylko pretekstem do mówienia o czymś bardziej ogólnym. Ciekawe, czy z tym się zgodzisz.
No niestety nie. Gdyż o czym mamy dyskutować, że niewolnictwo było złe? Mamy rozmawiać o woli przetrwania i sile jednostki wobec panującego zła? Było mnóstwo takich i lepszych i ciekawszych filmów. Czy mamy rozmawiać o wielkiej tragedii setek, milionów ludzi? Znowu, temat też wykorzystany i nie raz lepiej jak chociażby "Pola Śmierci".
Nie za bardzo mam czas na kolejne wywody, więc na razie skopiuję moją opinię o filmie z KMFu:
Przed Globami postanowiłem odrobić pracę domową i oglądnąć tego nagrodowego faworyta i jakże wychwalany pod niebiosa film. Na szczęście i także dzięki niezawodnego forum, nie miałem zbyt wysokich oczekiwań, także o wielkim zawodzie nie mogę mówić. Co najwyżej zdziwienie na ten cały hype, wokół tego filmu McQueena, który nie dość, że jest jego najsłabszym obrazem, to przede wszystkim strasznie nieciekawym.

Jakby co nie twierdzę, że niewolnictwo jest dobre i też zaliczam siebie do nielicznych bardziej lewicowo-liberalnych osób na tym forum, a więc zarzuty o rasizm proszę sobie odpuścić. Problem z filmem McQueena jest taki, że ma on strasznie mało fabuły. To trochę tak jakby nakręcić film o Holocauście z perspektywy zwykłe polskiego Żyda, który codziennie jest światkiem okropieństw obozów koncentracyjnych, ale udaje mu się przeżyć i choć wycieńczony pod koniec zostaje uwolniony. Wiadomo wielka tragedia, żal człowieka, smutek, ale czy taka historia ma potencjał filmowy?

Sama historia porwania wolnego człowieka z północy i przetransportowania go na południe jest mocna i ponoć było więcej takich przykładów. I do tego momenty filmu jest ciekawy przy czym gana niesamowicie szybko. To co widać w trailerach, te ujęcia pokazujące głównego bohatera Solomona jako wolnego człowieka, to tak właśnie jest to przedstawione w filmie. Wiele pojedynczych zbitek i następuje porwanie. Sceny na statku choć miejscami dziwacznie nakręcone (to z tym kołem to miało być artystyczne) są w porządku, jednak z momentem kiedy Solomon trafia na pierwszą plantację cała akcja totalnie siada i w sumie tak aż do końca.

Tutaj nawet nie ma co spoilerować, gdyż tak naprawdę nie za wiele od chwili porwania się w tym filmie dzieje. Główny bohater też jest niezwykle statyczny. I znowu Solomon to sympatyczny i dobry człowiek i wielka go krzywda spotkała, ale jego historia i jego osoba nie jest w stanie unieść tego filmu. To nie jest przykład Władysława Szpilmana, który dzięki własnej woli przetrwania, plus pomocy innych przetrwał piekło wojny i którego losu obserwuje się z zapartym tchem. Solomon Northup jest rzeczywiście zniewolony, ale czy naprawdę ma wielka determinację być wolny?

Zdecydowanie ciekawszą postać jest już Epps grany przez Fassbendera. I właściwie tylko on wprowadza trochę życia w drugiej części filmu. Choć czasami jego postać niebezpiecznie zahacza w karykaturalne strony, podobnie jak jego żony. Evil White Guys.
I tu jest kolejny problem, ci Evil White Guys są zdecydowanie ciekawszymi postaciami od biednych niewolników i Solomona i jak już to wolałbym tę historię z ich perspektywy obejrzeć i może wtedy byłaby ciekawsza.

Co do innych aspektów, fakt film się nie cacka i pokazuje bardzo dosadnie przemoc, ale McQueen aż za bardzo się na niej koncentruje. Mamy mało fabuły to zastąpmy ja przemocą. I naprawdę ja nie potrzebuję kilkuminutowych ujęć z biczowaniem, aby zrozumieć, że niewolnictwo jest złe.
Największą zaletą filmu jest aktorstwo, choć Chiwetel Ejiofor nie zasługuje na Oscara i choć to dobra rola, to też bym nie przesadzał z laurami.
Surowy styl McQueena może się podobać, ale czasami te długie ujęcie zaczynały mnie już męczyć, podobnie jak strasznie odtwórcza muzyka Hansa Zimmera, która pojawia się wyjątkowo rzadko, a jak już to są to jakieś resztki z "Time" i "Journey to the Line". Równie dobrze muzyki mogłoby nie być.
Zdjęcia w porządku, ale mogę na palcach dwóch rąk wyliczyć filmy z zeszłego roku ze zdecydowanie lepszymi zdjęciami.

Podsumowując strasznie średni i nijaki film z bardzo szczątkową ilości fabuły, którą można opisać tak:
Spoiler:
O muzyce, czy też jej resztkach wypowiem się dokładnie później.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#243 Post autor: Paweł Stroiński » pn sty 13, 2014 21:56 pm

To drugie zdanie jest bliższe temu, co, moim zdaniem, chciał powiedzieć McQueen, choć uważam, że należałoby to sformułować bardziej ekstremalnie. Pod pewnymi względami ten film należy do popularnego w tym roku tematu stawiania jednostki w ekstremalnych warunkach.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29590
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#244 Post autor: Wawrzyniec » pn sty 13, 2014 22:07 pm

Niech i tak będzie, ale sama jednostka w filmie w postaci poczciwego, ale strasznie statycznego Solomona, stawia widza, a przynajmniej mnie w sytuacji dość obojętnej. Jak wspomniałem i dalej będę się podtrzymywał przykładem "Pianisty", gdzie Władysław Szpilman jest postacią aktywną. Reżyser pokazuje okropieństwa wojny, całą jej przemoc, tworząc jednocześnie ciekawą fabułę i pozwalając się identyfikować i kibicować z bohaterem. Podobna sytuacja ukazana jest w "Polach Śmierci" z postacią Prana. Co prawda parę razy Solomon wygłosi kwestie, że chce żyć itd. ale przez większość filmu jest postacią nijaką.

Cieżko mi powiedzieć co tak zainteresowało McQueena w tej historii. Jako streszczenie brzmi ciekawie: "Wolny człowiek z północy, porwany trafia do niewoli na południe". Tyle, że właśnie opowiedziałem ponad 2 godzinny film. Reżyser zdaje się zastępować braki fabuły, pokazując bardzo realistycznie przemoc. OK, tutaj widzę tego europejskiego McQueena, ale efekt też jest niezamierzony. Gdyż pierwsze baty jeszcze jakoś działają na emocje, ale ze względu na brak fabuły za czterdziestym razem, choć zabrzmi to okropnie, człowiek się oswaja z przemocą i zaczyna być już poirytowany i najchętniej by powiedział: "Dobra, dobra rozumiem niewolnictwo jest złe".
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Łukasz Wudarski
+ Sergiusz Prokofiew +
Posty: 1326
Rejestracja: czw kwie 07, 2005 19:41 pm
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#245 Post autor: Łukasz Wudarski » pn sty 13, 2014 22:44 pm

Też obejrzałem film. Z jednej strony zgodzę się z Wawrzkiem, gdyż nie jest to obraz zasługujący na miano najlepszego filmu zeszłego roku. Z drugiej jednak nie nazywałbym go jakąś żenadą bo mimo tego że jest tu prosta historia i brak jakichś fajerwerków to jednak film ma kilka świetnych momentów (wspomniany Parowiec - świetny pomysł muzyczny Hansa-, batożenie Patsey, rozmowa z dorosłymi już dziećmi Salomona). Problem w tym że film ten z góry dostaje plus trzy gwiazdki za tematykę. To trochę tak jak z naszym Katyniem, albo filmami o holokauście. Niestety sądzę że historia jest koniunkturalna i to dlatego reżyser po nią sięgnął. Ot co
Why So Serious !?

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#246 Post autor: Paweł Stroiński » pn sty 13, 2014 22:46 pm

Czy pomoże w zrozumieniu sytuacji fakt, że McQueen już z góry założył, że chce zrobić film na temat wolnego człowieka, który staje się niewolnikiem i projekt zaczął się toczyć dopiero, jak jego żona przypadkiem gdzieś znalazła wspomnienia Northupa (których tytuł zachowano jako tytuł filmu)? Bo sądzę, że tu jest klucz do interpretacji.

Fakt faktem, na temat twórczości reżysera nie mogę się wypowiadać, bo widziałem tylko Zniewolonego (który zrobił na mnie wrażenie, nie poprzez przemoc, ale poprzez pewne zabiegi, nazwijmy to, historyczno-ideowe), ale sądzę, że klucz do interpretacji tego filmu tkwi w tym, przed jaką sytuacją Northup został postawiony.

Jest pewna niejasność, którą wyjaśnia dopiero znajomość faktów. Większy szok przy pierwszym batożeniu wywołuje to, że jak tak można bić wolnego człowieka, raczej niż po prostu człowieka (McQueen gra tu głównie szokiem samego Solomona). Porywacze Northupa faktycznie wmówili handlarzom, że to uciekinier z Georgii.

Innymi słowy - pierwsze pobicie Solomona to nie jest próba wmówienia mu nowej tożsamości przemocą (a tak tę scenę można interpretować, choć nie mówię, oczywiście, że ty ją tak odebrałeś), tylko spowodowana tym, że autentycznie handlarze sądzili, że kłamie, bo, oczywiście, nie miał przy sobie papierów potwierdzających jego wolność.

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#247 Post autor: Paweł Stroiński » pn sty 13, 2014 22:48 pm

Łukasz Wudarski pisze:Też obejrzałem film. Z jednej strony zgodzę się z Wawrzkiem, gdyż nie jest to obraz zasługujący na miano najlepszego filmu zeszłego roku. Z drugiej jednak nie nazywałbym go jakąś żenadą bo mimo tego że jest tu prosta historia i brak jakichś fajerwerków to jednak film ma kilka świetnych momentów (wspomniany Parowiec - świetny pomysł muzyczny Hansa-, batożenie Patsey, rozmowa z dorosłymi już dziećmi Salomona). Problem w tym że film ten z góry dostaje plus trzy gwiazdki za tematykę. To trochę tak jak z naszym Katyniem, albo filmami o holokauście. Niestety sądzę że historia jest koniunkturalna i to dlatego reżyser po nią sięgnął. Ot co
Weźmy tylko pod uwagę, że McQueen podrzucił scenarzyście temat na premierze (festiwalowej chyba) Hunger. Kiedy myślał o tym, jeszcze np. Tarantino nie myślał o Django.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29590
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#248 Post autor: Wawrzyniec » wt sty 14, 2014 01:48 am

Łukasz Wudarski pisze:Też obejrzałem film. Z jednej strony zgodzę się z Wawrzkiem, gdyż nie jest to obraz zasługujący na miano najlepszego filmu zeszłego roku. Z drugiej jednak nie nazywałbym go jakąś żenadą bo mimo tego że jest tu prosta historia i brak jakichś fajerwerków to jednak film ma kilka świetnych momentów (wspomniany Parowiec - świetny pomysł muzyczny Hansa-, batożenie Patsey, rozmowa z dorosłymi już dziećmi Salomona). Problem w tym że film ten z góry dostaje plus trzy gwiazdki za tematykę. To trochę tak jak z naszym Katyniem, albo filmami o holokauście. Niestety sądzę że historia jest koniunkturalna i to dlatego reżyser po nią sięgnął. Ot co
Cieszę się, że zgadzasz się ze mną z jednej strony przynajmniej nie wyjdę na hejtera i rasistę. :wink: Ale ja nigdzie nie pisałem, że to film to jakaś żenada. Co najwyżej hype jaki powstał. Sam film to raczej średniak i niestety poza parowcem, to tych dobrych i pamiętliwych scen, jakiś wartych uwagi kadrów nie ma tutaj za wiele. Proste historie nie muszą być złe, ale w tym wypadku wpływa ona na odbiór. Ja rozumiem, że McQueen chciał pokazać beznadziejny los niewolników, a więc trudno tutaj o jakieś fajerwerki czy filmowego herosa, ale mimo wszystko na dłuższą metę ta lekcja historii robi się mało angażująca. Tym bardziej jeżeli nauczyciel uważa ucznia za mało rozgarniętego i ciągle mu wbija do głowy jeden i ten sam komunikat.

@Paweł To, że McQueen wypadł na pomysł przed Tarantino (nie wiem skąd wiesz, kiedy Tarantino wpadł na pomysł Django, ale mniejsza oto), nie oznacza, że załapał się idealnie na koniunkturę, która nie oszukujmy się na tego typu produkcje zawsze w Hollywood była. I też nie przesadzajmy i też nie wmawiajmy jak Hans, że oto mamy jakże słabo znaną historię i przez wielu zapomniany fragment amerykańskiej historii. Był "Amistad", były inne filmy o rasizmie i niewolnictwie.

Ale już mniejsza oto, gdyż zapominamy o najważniej z punktu widzenia strony i forum rzeczy, a mianowicie muzyce:
OK, jesteśmy zgodni Parowiec Zimmerowi wyszedł, jest to pomysłowe, ciekawe i w filmie się sprawdza. To chyba starczy na tę jedynkę za oryginalność. Ale reszta... meh. :?
Najbardziej kiksuje scena z wieszaniem Solomona (nie Salomona). Nie wiem co to tam gra, czy wydaje odgłosy w tle, ale muzycznie bardziej pasuje mi do jakiegoś slashera czy "Teksańskiej Masakry Piły Mechaniczną". To chyba miało być straszne, gdyż scena straszna, ale tutaj Zimmer przeszarżował.
A reszta? To wiadomo, mamy tę siódmą wodę po kisielu "Time". Sam nie ukrywam, że i mi się zdarzało słuchać tego kawałka po 10, a może nawet 20 razy, ale trzeba umieć powiedzieć stop, plus nigdy nie wpadłbym na pomysł, aby film składał się w 80% wyłącznie z jednego mojego ulubionego utworu. A też z tej prostej przyczyny, że z czasem takie ciągle wałkowanie tego i samego zaczyna męczyć i irytować. I tak jest ze ścieżką dźwiękową, której równie dobrze mogłoby w filmie w ogóle nie być. Niestety pomijając parowiec to ten score prezentuje się tak:
"Temat Solomona" czy jak kto woli "Dogorywające Time"
Cisza
Cisza
Cisza
30 sekund do 1 minuty "Temat Solomona"
Cisza
Cisza
Cisza
30 sekund do 1 minuty "Temat Solomona"
Cisza
Cisza
Cisza
30 sekund do 1 minuty "Temat Solomona"
Cisza
Cisza
Cisza
...

I tak z ponad 2 godziny. Za którymś, którymśdziesiątym razem, kiedy znowu słyszymy to "stękające, powolne, dogorywające Time" i prawie zawsze w takiej samej aranżacji, zaczynami mieć tego dosyć.
Ten score męczy swoją powtarzalnością, brakiem oryginalności i wtórnością. I naprawdę to się słyszy, to nie trzeba być wielkim znawcą muzyki filmowej, aby usłyszeć jak po najmniejszej linii oporu Zimmer się kopiuje. I ludzie zwracają na to uwagę i naprawdę film się rozpoczyna, a ja czekam kiedy pojawi się Cobb na lotnisku. I nikt mnie nie przekona, że nie dałego się tego filmu inaczej zilustrować.
Cóż nie pozostaje mi nic innego jak zacytować pewnego szanowanego i doświadczonego recenzenta:
Mefisto pisze: Powiedzmy sobie po prostu szczerze: McQueen jest zwyczajnie chujowym reżyserem, jeśli idzie o muzykę.
Strasznie męcząca i irytująca ścieżka dźwiękowa, zarówno w filmie jak i na płycie, wydanej wyłącznie dla tych lepszych i specjalnych osób, które mogą przyznać jakieś nagrody.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#249 Post autor: Paweł Stroiński » wt sty 14, 2014 12:21 pm

No, nie aż taka ta koniunktura była jak w ostatnich kilku latach (The Help, The Butler, ten Oscarowy film Sandry Bullock, którego tytułu nie pomnę, Django, Lincoln!). Amistad NA PEWNO nie jest filmem "koniunkturalnym" bo to pierwszy duży projekt na temat niewolnictwa od dłuższego czasu, a i wtedy raczej sprowadzano to do miniseriali (legendarne, jak czytam, Roots, pierwsza adaptacja wspomnień Solomona Northupa z lat 80-tych). Pominę tutaj Spike'a Lee, który o rasizmie mówi z trochę innej perspektywy, samemu będąc uważanym za rasistę i, swoją drogą, ostrego chama (jeśli kontrowersyjne zdanie "Anti-Racism Means Anti-White" się kogoś tyczy, to Spike'a Lee). Generalnie te historyczne narracje dopiero teraz tak naprawdę zyskują koniunkturalnie. Wielki renesans "kina czarnych" (czy jak woli Wawrzyniec "kina czarnosu") jest całkiem niedawny i wliczyć w to należy także porażkę Lucasa i jego Red Tails.

Jedna rzecz, o której chcę wspomnieć. Reżyser i scenarzysta Zniewolonego może są czarni, ale same wspomnienia Northupa nie były jego pracą samodzielną. I, jakkolwiek ironicznie to brzmi, historycy powszechnie sądzą, że wszelkie podkręcone elementy w jego wspomnieniach, a trochę ich jest, to wstawka jego współautora... białego współautora. 12 Years a Slave miało w tych czasach duże znaczenie polityczne i było wykorzystywane przez abolicjonistów.

W filmie są sceny, których nie ma we wspomnieniach i które w żadnym razie nie mają żadnej podstawy historycznej, a wręcz są z tej perspektywy bez sensu, więc ktokolwiek krytykuje film McQueena niech także zwróci uwagę na to, że w ŻADNYM wypadku niewolnik nie zostałby zamordowany na parowcu. Dlaczego? Powód jest straszny, ale prosty: Niewolnik to tak drogi towar, że jeśli ktoś by go zabił z jakiegokolwiek powodu, musiałby jego właścicielowi bardzo dużo zapłacić za stratę. A członek załogi takiego parowca by się nie spłacił do końca życia. To akurat jest bardzo duża przesada, choć oglądając film, nie miałem o tym pojęcia.

Awatar użytkownika
Mystery
James Horner
Posty: 18933
Rejestracja: pt gru 01, 2006 11:34 am

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#250 Post autor: Mystery » wt sty 14, 2014 23:11 pm

Film na pewno nie jest żadnym arcydziełem na jakie go kreują amerykańscy krytycy, ale mi się podobał, ważne kino w dobitny sposób traktujące o niewolnictwie, jednak jak na tego reżysera wydał mi się zbyt lightowy, normalny i zrobiony pod amerykańskiego widza i takich mocnych i wymownych scen jak ta w domu z Giamattim czy moja ulubiona,
Spoiler:
, mi tu trochę brakowało. Zniewolonego jednak ogląda się świetnie i jak na mój gust mógł być on o jakąś godzinę dłuższy, wtedy mogłaby wyjść z tego naprawdę zacna epopeja, a tak cała ta niezwykła historia Solomona jak i świetnych postaci drugoplanowych została poprowadzona trochę na skróty, o samej końcówce nie wspomnieć. Realizacyjnie klasa światowa, szczególnie montaż i zdjęcia.

Co do muzyki to było zaskakująco porządnie i teraz nie dziwią mnie te wszelkie nominacje. Jak już było wiele razy zauważone cała sekwencja na parowcu kapitalna i jakże oryginalna. Motyw przewodni ładny, z jednej strony oddający ból i cierpienie, z drugiej nadzieję w wolność. Do całego konceptu muzyki jednak nie jestem do końca przekonany. Wygląda na to, że McQueen chciał zrobić jak najbardziej realistyczny film, toteż bogatsza oprawa w stylu Koloru Purpury by odpadała i koncept mógł być taki by w obrazie muzyki było jak najmniej, żeby nie podkreślała ona filmowości i nie burzyła naturalizmu scen. I rzeczywiście muzyki mamy nie wiele, ale jednak motyw przewodni podkreślający emocjonalność scen występuje i trochę mi się to wszystko kłuci, a reżyser robi się niekonsekwentny, bo albo mamy naprawdę skąpą oprawę jak chociażby ostatnio w Przeszłości Farhadiego, gdzie przez 2h filmu muzyki nie ma no bo ma być autentycznie, albo piszemy normalny score, bo spotting w 12 years a slave jest po prostu kiepski i nie sposób nie zgodzić się z powyższym wykresem Wawrzyńca. Przewrotnie po mojemu scoru w tym filmie jest za dużo, scena na parowcu efektowna, ale czy w kontekście całego filmu potrzebna, te późniejsze wtrącenia ryczących fagotów zupełnie nie na miejscu, tak jak nadużywany temat przewodni i przy tym sposobie umuzycznienia filmu jaki obrał tu reżyser afrykańskie śpiewy i klaskanie przy marginalnym użyciu scoru wyszło by filmowi na lepsze, ale to tylko czepianie się, bo 99.8% widzów nie zwróci uwagi na jakiekolwiek muzyczne mankamenty.

A co do muzyki o niewolnictwie, niedługo wyjdzie Freedom Cry Deriviere i tam będzie nam dane usłyszeć jak takowa muzyka powinna brzmieć :)

Wysłane z mojej pralki Samsung WF60F4E2W2X za pomocą Tapatalk 2

Awatar użytkownika
Paweł Stroiński
Ridley Scott
Posty: 9067
Rejestracja: śr kwie 06, 2005 21:45 pm
Lokalizacja: Spod Warszawy
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#251 Post autor: Paweł Stroiński » śr sty 15, 2014 00:10 am

Mystery zadał dobre pytanie, jeśli chodzi o spotting. Tzn. koncepcja pt. mało muzyki, muzyka wyciszona bądź podkreślająca lęk jest dobra, ale albo mogło być jej więcej, albo jeszcze mniej niż jest.

Awatar użytkownika
Wawrzyniec
Hans Zimmer
Posty: 29590
Rejestracja: sob lip 12, 2008 02:00 am
Kontakt:

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#252 Post autor: Wawrzyniec » sob sty 18, 2014 19:42 pm

Dla mnie to muzyki mogłoby spokojnie w filmie nie być, albo ograniczyć ją wyłącznie do prologu i epilogu. A tak jak napisałem i wykreśliłem powtarzalność jednego tematu z czasem robi się męcząca. I czy 99,8% osób na to nie zwróciło uwagi? Sam nie z wielu recenzji różnych moich znajomych czy innych forumowiczów na KMFie, którzy wszak nie są takimi znawcami filmówki jak my, od razu rzuciło się jak ta muzyka brzmi, plus często zaliczali ją do minusów, czy też tzw. whatthefucków tego filmu.
#WinaHansa #IStandByDaenerys

Awatar użytkownika
Cisek
Asystent orkiestratora
Posty: 437
Rejestracja: pt lip 09, 2010 10:03 am

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#253 Post autor: Cisek » ndz lut 02, 2014 16:19 pm

Chciałem się dopisać do krótkiej listy ludzi, których działanie pracy Hansa w filmie jednak zaskoczyło na plus. W tym dość długim filmie temat Solomona pojawiał się w zasadzie tylko przy okazji ujęć kontemplujących przyrodę / zabudowę plantacji oddzielających kolejne "nieme" muzycznie akty filmu. Takie odniosłem wrażenie po seansie i ani trochę mi to nie przeszkadzało, zwłaszcza, że wszechobecna cisza pozwalała wyjść naprzód całemu pierwszorzędnemu mixowi dźwięku, który w przypadku "Zniewolonego" ma funkcję dla narracji ważniejszą niżą muzyka Zimmera.

Ale może kluczem jest nie nastawianie się na poszukiwania kontrowersyjnego tematu głównego tylko paradoksalnie próba jego zignorowania? To stosunkowe bogactwo w umuzycznieniu fragmentu na statku i scen dookoła niego fajnie moim zdaniem zagrało z następującym po nim marazmem muzycznym - to trochę jak z życiem Solomona na plantacji, które wpada w jakieś straszliwe koleiny na następne 12 lat. I coby nie mówić w związku z muzycznym wyposzczeniem finał po wejściu znajomych taktów działa jak jasna cholera. Może to też kwestia czy ktoś kupuje film i gdzieś tam zatraca się w losach Northupa czy traktuje go na chłodno.

Mam takie dziwne poczucie po całym 2013 roku, że Zimmer więcej czasu poświęcił na myślenie o swoich pracach niż na ich komponowanie. Co samo w sobie wydaje się być czymś świeżym w skostniałym 2013 roku :P.
I żeby nie było - sam byłem ogromnym przeciwnikiem tego score'u i wszystkiego co robił wokół niego nasz ulubiony Niemiec.

Btw. czytając pojawiające się w polskich mediach recenzje spotkałem już minimum dwa przypadki w których muzykę podnosi się do rangi najlepszego elementu filmu, a recenzenci rozkładają z niedowierzaniem ręce nad brakiem nominacji do Oscara. No i to akurat jest jakimś ponurym żartem dużo mówiącym o poziomie świadomości muzycznej wśród ludzi, którzy za wygłaszane opinie biorą normalną wierszówkę.
Obrazek

hp_gof

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#254 Post autor: hp_gof » śr lut 26, 2014 17:48 pm

Na blu-rayu będzie dodatek o muzyce:
The Score (1080p; 3:55) looks at Hans Zimmer's elegiac music for the film.
Przynajmniej w wersji amerykańskiej.

Szczypior
George Lucas
Posty: 3327
Rejestracja: wt sty 24, 2012 12:48 pm

Re: HANS ZIMMER & VA - 12 YEARS A SLAVE (2013)

#255 Post autor: Szczypior » pt kwie 25, 2014 18:36 pm


ODPOWIEDZ